"Rosnący strach". Pokazali światu "nową Strefę Gazy"
Jeśli ziści się plan USA, Strefa Gazy będzie nie do poznania. Zamiast ociekających krwią ruin - kurort turystyczny, nad którym górować ma 180 skrzących się luksusem wieżowców. - Jest nadzieja, ale też rosnący strach - mówi o2.pl przebywający na miejscu dziennikarz Abood Abusalama.
- To cykl "Blisko Świata", w ramach którego piszemy na o2.pl o kryzysach humanitarnych, konfliktach zbrojnych i innych ważnych wydarzeniach w różnych zakątkach globu.
- W tym odcinku rozmawiamy z dziennikarzami ze Strefy Gazy, którzy mówią, jakie emocje budzi na miejscu powstanie Rady Pokoju, mającej na celu m.in. odbudowę palestyńskiego terytorium.
- Opisują też, co obecnie dzieje się w enklawie. Ciągle dochodzi do ostrzałów i bombardowań, a wojsko Izraela przesuwa żółtą linię.
Donald Trump formalnie powołał Radę Pokoju 22 stycznia w Davos. Do jej zadań będzie należało m.in. nadzorowanie 15-osobowego palestyńskiego komitetu technokratycznego, który ma zarządzać enklawą. Rada ma też czuwać nad procesem rekonstrukcji.
Rada Pokoju Trumpa. Polacy mają mieszane odczucia: To prywatny układ
Plan odbudowy zaprezentował w Davos Jared Kushner, zięć Trumpa i inwestor rynku nieruchomości. Na slajdach pokazał wizualizację "Nowej Gazy", z ociekającym luksusem wybrzeżem, przy którym ma stanąć 180 wieżowców.
W głębi serca jestem człowiekiem rynku nieruchomości i najważniejsza dla mnie jest lokalizacja. Spójrzcie na te tereny nad morzem, na te piękne posiadłości, spójrzcie, czym to się może stać dla tak wielu ludzi - komentował Trump.
"Stara" Strefa Gazy to gruzowisko. Dwa lata izraelskich bombardowań doszczętnie zniszczyły lub uszkodziły ponad 80 proc. zabudowań. Plan pokojowy, ogłoszony w październiku 2025 przez amerykańskiego prezydenta, nie zatamował rozlewu krwi, sprawił tylko, że konflikt gotuje się na wolnym ogniu. Odkąd 10 października weszło w życie zawieszenie broni, zginęło ok. 500 Palestyńczyków, a ponad 1,3 tys. zostało rannych (w sumie od początku wojny śmierć poniosło co najmniej 71 tys. osób, w tym 20 tys. dzieci).
- Miało być zawieszenie broni, ale tutaj, na ziemi, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Bombardowania są niemal codziennie - mówi o2.pl Abdel Qader Al-Sabbah, dziennikarz pracujący w Strefie Gazy.
- Cały czas latają nad naszymi głowami drony zwiadowcze i myśliwce, a okręty wojenne monitorują wybrzeże. Czasem zbliżają się do lądu i otwierają ogień - dodaje Abood Abusalama, inny dziennikarz przebywający w enklawie.
Izrael przesuwa żółtą linię
Zgodnie z planem pokojowym Strefa Gazy została podzielona na dwie nierówne części, oddzielone od siebie tzw. żółtą linią. Mniejszą (47 proc. terytorium) zajmują Palestyńczycy, większą (53 proc.) - siły Izraela.
Wojsko miało się stopniowo wycofywać i oddawać okupowane tereny Palestyńczykom. Póki co jednak ruch odbywa się w kierunku odwrotnym - żółta linia jest przesuwana w głąb enklawy, w niektórych miejscach nawet o kilkaset metrów.
Podchodzą coraz bliżej palestyńskiej populacji, miejsce dostępne dla cywilów coraz bardziej się kurczy. To martwiąca i groźna sytuacja. Ostrzeliwane są namioty i domy, w których schronili się cywile - mówi Absualama.
- Ludzie chcą wrócić na gruzowiska, gdzie kiedyś były ich domy. Nie mogą, bo domy są za żółtą linią. A wojsko się rozpycha, chce zdobyć więcej miejsca i wywiera presję na ludzi poprzez powtarzające się niemal każdego dnia śmiercionośne ostrzały - dodaje Hassan Salem, kolejny dziennikarz, z którym rozmawiało o2.pl.
Abdel Qader Al-Sabbah twierdzi z kolei, że żółta linia to po prostu "strefa, z której Izrael może prowadzić ataki i się bronić".
Zima w namiocie
Pytany, czego dzisiaj w Strefie Gazy brakuje najbardziej, Al-Sabbah odpowiada krótko: - Bezpieczeństwa. Ono praktycznie nie istnieje.
Wielu ludzi żyje w namiotach, które nie stanowią żadnej ochrony przed zimnem. Co prawda zima w Strefie Gazy nie wygląda tak jak w Polsce, ale w nocy temperatury potrafią spaść do ok. 5 stopni Celsjusza. Do tego dochodzą wiatr i ulewy. W ubiegłym tygodniu z wychłodzenia zmarła 3-miesięczna dziewczynka - już dziesiąte dziecko, którego śmierć spowodowała hipotermia.
To jest w tej chwili, przynajmniej jeśli chodzi o mnie, najtrudniejsze - życie w namiocie w tym zimnie - mówi Hassan Salem.
W enklawie ciągle brakuje jedzenia. W ostatnich miesiącach docierało go więcej niż wcześniej, ale wciąż za mało, żeby wykarmić całą populację.
- Tysiące ludzi dalej cierpią z powodu braku bezpieczeństwa żywnościowego. Pomoc nie dociera do wszystkich. Poza tym mieszkańców nie stać na zakup jedzenia. Infrastruktura została zniszczona, ludzie stracili źródło dochodu - relacjonuje Al-Sabbah.
Abusalama dodaje, że ceny jedzenia są bardzo wysokie i większości ludzi nie ma wystarczających środków, aby zaspokoić swoje potrzeby. - Ceny powoli spadają, ale to Izrael ciągle kontroluje ilość, jakość i rodzaj żywności, która dociera do Gazy - stwierdził.
Rada Pokoju jak "projekt inwestycyjny"
Poprawę sytuacji ma przynieść Rada Pokoju, choć w ostatnich dniach więcej uwagi poświęcano nie temu, co tak naprawdę - i w jaki sposób - Rada ma osiągnąć, a temu, jacy przywódcy zostali do niej zaproszeni (Władimir Putin), jacy już dołączyli (Binjamin Netanjahu), a jacy się wahają (Karol Nawrocki).
"Nowa Gaza", pokazana w Davos przez zięcia Trumpa, do złudzenia przypomina "Riwierę Bliskiego Wschodu" - wygenerowaną przez AI, a zaprezentowaną światu przez prezydenta USA w lutym 2025 r. Tamte obrazki, interpretowane jako plan wysiedlenia Palestyńczyków i wybudowania kurortu turystycznego na ich ziemi - ziemi, na której przelano krew ich bliskich - spotkały się z oburzeniem wielu państw i organizacji międzynarodowych. Teraz jednak slajdy Kushnera mało kogo obeszły, przyćmione przez polityczne show Trumpa.
- Część mieszkańców Strefy Gazy w ogóle nie jest świadoma tych wydarzeń. Ludzie tutaj mają inne zajęcia, szukają czegoś do roboty, czegokolwiek, byle przetrwać. Rada Pokoju to nie jest tutaj zbyt częsty temat rozmów - komentuje Hassan Salem.
Gdy już jednak pojawia się w dyskusjach, budzi często mieszane uczucia. Gaza musi zostać odbudowana, wszyscy się co do tego zgadzają, ale pytanie, jakim kosztem. Planów rekonstrukcji nikt z Palestyńczykami nie konsultował, nie wygląda też na to, aby uwzględniono w nich tożsamość enklawy. Profesor architektury Ali A. Alraouf stwierdził w rozmowie z Al-Dżazirą, że to, co pokazano na slajdach, przypomina bardziej Dubaj albo Las Vegas.
- Technicznie rzecz biorąc, stworzy to zamknięte osiedla przeznaczone dla określonej klasy ekonomicznej, a nie organiczną tkankę miejską służącą lokalnej społeczności - stwierdził.
- Odbudowa jest bardzo potrzebna, niektórzy w Gazie ciągle mają nadzieję, że to się wydarzy - mówi w rozmowie z o2.pl Abood Absualama. - Ale jest też wiele obaw dotyczących tego, jak poważne są zamiary Rady Pokoju i czy słowa zostaną obrócone w czyny. Jest nadzieja, ale też rosnący strach, zwłaszcza wobec tego, że po dziś dzień nie widzimy żadnych zmian na lepsze dla Palestyńczyków.
- Mieszkańcy podchodzą do Rady Pokoju z rezerwą, tym bardziej że Trump złożył już dziesiątki obietnic, z których nic nie wyniknęło - komentuje z kolei Abdel Qader Al-Sabbah.
I dodaje: - Wielu ludzi tutaj dobrze rozumie, że to, co się dzieje, to tak naprawdę projekt inwestycyjny, który - poprzez inwestycje w turystykę i plaże Gazy - przyniesie większe korzyści członkom Rady Pokoju niż tutejszym mieszkańcom.
Łukasz Dynowski, redaktor naczelny o2.pl