Spór o ciszę nocną na Bielanach. Baner na balkonie podzielił sąsiadów
Na warszawskich Bielanach od grudnia 2025 r. iskrzy między dwiema sąsiadkami. Lokatorka z pierwszego piętra zarzuca młodej studentce z mieszkania nad nią łamanie ciszy nocnej i wiesza baner z upomnieniem. Inni mieszkańcy twierdzą, że hałasu nie ma i mówią o nękaniu.
Na jednym z bloków na Bielanach zawisł duży, żółty baner z apelem o przestrzeganie ciszy nocnej. Podpisała się pod nim lokatorka z pierwszego piętra, która od grudnia 2025 r. skarży się na sąsiadkę z mieszkania nr 16 na drugim piętrze. Spór eskalował z kartek na klatce do publicznego komunikatu na balkonie.
Według relacji mieszkańców zarzuty dotyczą zwykłych domowych czynności: chodzenia po mieszkaniu, trzaskania drzwiczkami szafek, prania czy wieczornego prysznica. Sąsiedzi przekonują, że odgłosy nie przekraczają normy, a w budynku panuje spokój.
Baner, karteczki i nerwy na klatce. Spór o ciszę nocną w bloku na Bielanach
Na banerze widnieje komunikat: "Miła sąsiadko z lokalu nr 16. Zgodnie z regulaminem budynku obowiązuje cisza nocna w godzinach od 22 do 6. Proszę się dostosować. Dziękuję" - to treść, którą mieszkańcy mogli zobaczyć z ulicy i z podwórka. Wcześniej na klatce pojawiały się przytyki na kartkach, czasem z ironicznym komentarzem.
Reporter "Faktu" próbował porozmawiać z autorką ogłoszenia, jednak nie zastał jej w domu. Młoda lokatorka z góry nie chciała publicznie komentować sprawy w rozmowie telefonicznej.
Sąsiedzi bronią studentki
Mieszkanka z lokalu obok zapewniała, że w mieszkaniu nad nią jest cicho, a małe dzieci nie budzą się w nocy. Jej zdaniem działania sąsiadki z dołu przypominają nękanie. Wspominała także o rozmowie z policjantem w tej sprawie, po której nie zapadły żadne decyzje.
Mieszkam obok i mam małe dzieci. Tu jest cisza i spokój. Nie wiem, co tej sąsiadce z dołu przeszkadza. Gdyby tu było głośno, to dzieci by mi się obudziły (...) Były rozmowy z policjantem na ten temat, ale nic w tej sprawie nie zrobiono. Ona jest po prostu nękana. Z mojej strony to wygląda jak nękanie. Ten cały baner i akcje. Najpierw były karteczki wieszane po ścianach, teraz baner. To wszystko jest niepoważne. Szkoda mi tej dziewczyny, bo nic złego nie robi - cytuje mieszkankę "Fakt".
Inna sąsiadka mówiła, że młoda kobieta uchodzi za spokojną i często nocuje u rodziców. Jej zdaniem sporne uwagi trwają od grudnia, od kartek z przykrymi uwagami po obecny baner, co porównała do sytuacji "jak w domu wariatów" - tak jak opisywała rozmówczyni reportera.
Mieszkańcy liczą, że emocje opadną i strony wrócą do rozmowy bez publicznych napomnień. Na razie w bloku dominuje przekonanie, że normalne życie domowe nie narusza nocy, a eskalacja sporu przynosi więcej szkody niż pożytku.