Spór o kolejną wyspę? "Można się spodziewać nacisków USA"
Donald Trump określił "aktem wielkiej głupoty" decyzję Wielkiej Brytanii o przekazaniu archipelagu Czagos Mauritiusowi. Dr Przemysław Biskup, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, podkreśla strategiczne znaczenie tego miejsca. - Umożliwia maksymalnie wydajne kontrolowanie większości szlaków żeglugowych na Oceanie Indyjskim - mówi w rozmowie z o2.pl.
- To cykl "Blisko Świata", w ramach którego piszemy na o2.pl o kryzysach humanitarnych, konfliktach zbrojnych i innych ważnych wydarzeniach w różnych zakątkach globu.
- W tym odcinku rozmawiamy z dr. Przemysławem Biskupem, analitykiem ds. Wielkiej Brytanii i Irlandii w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.
- - Archipelag Czagos ma ogromne znaczenie - mówi dr Biskup.
- O archipelagu zrobiło się głośno po tym, jak Donald Trump skrytykował Wielką Brytanię za plan przekazania go Mauritiusowi.
Archipelag Czagos znajduje się w centrum Oceanu Indyjskiego. Składa się z 64 wysp. Do 1965 roku archipelag wchodził w skład brytyjskiej kolonii Mauritius. Następnie Brytyjczycy wymusili sprzedaż wysp. Utworzono z nich Brytyjskie Terytorium Oceanu Indyjskiego (BIOT). Z kolei Mauritius stał się samodzielnym państwem od 1968 roku.
Archipelag Czagos ma ogromne znaczenie strategiczne i w konsekwencji - polityczne - podkreśla w rozmowie z o2.pl dr Przemysław Biskup, analityk ds. Wielkiej Brytanii i Irlandii w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, badacz Szkoły Głównej Handlowej.
Obszar ten obecnie nie jest zamieszkały. W latach 1967–1973 mieszkańców przesiedlono m.in. na Mauritius czy do Wielkiej Brytanii. Wszystko po to, by na największej wyspie archipelagu - Diego Garcia - powstała baza wojskowa. Dr Biskup wskazuje, że strategiczne położenie archipelagu ma związek ze specyfiką Oceanu Indyjskiego.
Wyspy są położone niemal w samym jego środku. Na głównym akwenie Oceanu Indyjskiego nie ma wielu tego typu punktów, dlatego sprawowanie kontroli nad tymi wyspami pozwala - w pewnym sensie na zasadzie wyłączności – zakładać bazy morskie i lotnicze. Umożliwia to maksymalnie wydajne kontrolowanie większości szlaków żeglugowych na Oceanie Indyjskim - podkreśla ekspert w rozmowie z o2.pl.
Baza Diego Garcia jest własnością brytyjską, jednak jej faktycznym użytkownikiem są Amerykanie. Obiekt zdecydowanie zwiększa możliwości USA w zakresie globalnej projekcji siły.
Na kotwicowisku atolu Diego Garcia znajdują się statki z wyposażeniem dla wojsk lądowych, które mogą zostać bardzo szybko skierowane do Afryki, na Bliski Wschód lub na zachód, w stronę Pacyfiku. Infrastruktura istniejąca na wyspach pozwala na operowanie największymi okrętami i największymi samolotami, w tym okrętami podwodnymi z napędem atomowym. Kotwicowisko jest w stanie przyjąć amerykańskie lotniskowce, co sprawia, że w pełnym tego słowa znaczeniu mamy do czynienia z bazą o znaczeniu strategicznym - mówi dr Biskup.
Baza umożliwia operowanie przy wykorzystaniu m.in. samolotów B-52, B-1, B-2, E-3 Sentry, P-8 Poseidon. Jak czytamy w raporcie PISM, Diego Garcia była wykorzystywana przez USA do prowadzenia misji w Afganistanie i Iraku.
Wielka Brytania oddaje wyspy. Trump zmienił zdanie
W ostatnich dziesięcioleciach Mauritius zaczął zabiegać o przyłączenie do niego archipelagu Czagos. Do ONZ były kierowane oświadczenia wzywające Wielką Brytanię do działania. W 2019 roku Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości wydał opinię, w której stwierdzono, iż zwierzchnictwo Londynu na tym obszarze jest nielegalne. ONZ wezwała Wielką Brytanię do "wycofania kolonialnej administracji".
Negocjacje w sprawie statusu wysp ruszyły w 2023 roku. W zeszłym roku doszło do podpisania traktatu, w ramach którego Wielka Brytania dopuściła możliwość zrzeczenia się tych wysp, w tym atolu Diego Garcia, na rzecz Mauritiusa.
- Mauritius od początku swojej niepodległości kwestionował wyłączenie tych wysp, choć jego argumentacja prawna była silnie dyskusyjna. Nie miał szczególnie głębokich związków historycznych z tym archipelagiem. Związek ten był w dużej mierze efektem uproszczeń administracyjnych stosowanych przez Imperium Brytyjskie, które dość sztucznie przeniosło zarządzanie wyspami Czagos z administracji na Cejlonie do administracji kolonialnej na Mauritiusie. Nie istniał jednak silny, organiczny związek między tymi terytoriami - zaznacza dr Biskup.
O losie archipelagu ma decydować traktat podpisany w maju zeszłego roku, już ratyfikowany przez Mauritius, lecz wciąż nieratyfikowany przez stronę brytyjską. Jeśli rząd brytyjski wykaże determinację, ratyfikacja może nastąpić w najbliższym czasie. Jednocześnie im bliżej tego momentu, tym silniejsze stają się głosy krytyki w samej Wielkiej Brytanii. Ostatnio odbyła się bardzo intensywna debata w Izbie Lordów, składano poprawki mające zablokować to ustawodawstwo. Doszło również do publicznego oświadczenia prezydenta Trumpa, który określił tę decyzję jako "potworną głupotę" - zauważa ekspert.
Początkowo prezydent USA dał zielone światło, spodziewając się dalszego pełnego funkcjonowania bazy Diego Garcia. Niektóre media zauważają, że Trump chce się odegrać na Wielkiej Brytanii za jej stanowisko wobec Grenlandii. To nie musi być jedyna przyczyna zmiany poglądów.
Obecnie, po zapoznaniu się z pełnym tekstem traktatu, najwyraźniej dochodzą do wniosku, że umowa ta nie odpowiada na oczekiwania Stanów Zjednoczonych. Jeśli ta interpretacja jest trafna, można się spodziewać bardzo ostrych nacisków ze strony USA, by Wielka Brytania w ostatniej chwili zerwała tę umowę - uważa dr Przemysław Biskup.
Jak dodaje, "konstrukcja traktatu przewiduje uznanie suwerenności Mauritiusa nad wyspami, przy jednoczesnej dzierżawie atolu Diego Garcia na 99 lat z możliwością przedłużenia o kolejne 40 lat". Jednak koszt dzierżawy miałby wynieść nawet 30-40 mld funtów. - To ogromne sumy - wskazuje nasz rozmówca. Zauważa również, że Amerykanie otrzymaliby jedynie status obserwatora w ewentualnych sporach między rządami Wielkiej Brytanii i Mauritiusa, bez prawa decyzyjnego głosu.
Drażliwą kwestią jest również fakt, że w całym pakiecie finansowym środki trafiają zasadniczo do Mauritiusa, a nie bezpośrednio do społeczności Czagos. Z kwoty około 30–40 miliardów funtów, jedynie około 100 milionów funtów przeznaczono na fundusz wsparcia mieszkańców wysp - mówi dr Biskup.
Jest jeszcze jeden wątek, który z perspektywy Trumpa ma na pewno znaczenie - chiński. Otóż mieszkańców archipelagu wysiedlono przed budową bazy, by zapewnić poufność jej funkcjonowania. Dzięki temu na wyspach sąsiadujących z Diego Garcia nie było możliwości instalowania urządzeń monitorujących ruch samolotów czy okrętów.
Przekazanie suwerenności nad archipelagiem Czagos Mauritiusowi mogłoby znacząco ułatwić np. instalowanie chińskiej infrastruktury na pozostałych wyspach, co nawet bez fizycznej likwidacji bazy amerykańskiej znacznie obniżyłoby jej realną wartość użytkową - uważa dr Biskup.
Kolejna drażliwa kwestia to środowisko. Archipelag Czagos stał się morskim rezerwatem przyrody.
Jest to obecnie największy tego typu rezerwat na świecie i odgrywa kluczową rolę w ochronie globalnych ekosystemów morskich. Brak osadnictwa ludzkiego sprawił, że obszar ten stał się naturalnym miejscem migracji i gniazdowania wielu gatunków zwierząt, w tym żółwi, ptaków i licznych gatunków ryb. Traktat w żaden sposób jednoznacznie nie gwarantuje utrzymania tego statusu, co powinno budzić poważne wątpliwości - mówi ekspert PISM.
Dr Biskup wskazuje, że Mauritius opiera bowiem znaczną część swojej polityki morskiej na sprzedaży licencji połowowych. Jeśli traktat wejdzie w życie, archipelag Czagos stałby się najbogatszym obszarem łowiskowym w jego dyspozycji.
Ekspert wskazuje na polski wątek
Choć obecnie to kwestia Grenlandii najbardziej zajmuje opinię publiczną, sprawa archipelagu Czagos nie powinna umknąć uwadze Polski. Przemysław Biskup wskazuje, dlaczego również dla nas odległa geograficznie baza może mieć tak duże znaczenie.
- Z polskiej perspektywy należy zauważyć, że Diego Garcia pozostaje kluczowym elementem amerykańskiego systemu mobilności wojskowej w skali globalnej. Umożliwia szybki przerzut sił lotniczych między zachodnim wybrzeżem USA, Australią i następnie Bliskim Wschodem, Europą oraz teatrami południowymi, także w kontekście Rosji. Jest to baza nie do zastąpienia w przypadku przerzutu samolotów o mniejszym zasięgu, wymagających tankowania - mówi ekspert.
Amerykanie podążają w stronę Indo-Pacyfiku. W związku z tym powstaje pytanie, czy my jako Polacy, nie chcielibyśmy, aby USA miały możliwość szybkiego przerzucenia w razie kryzysu sił z obszaru Indo-Pacyfiku - gdzie coraz większa ich część będzie normalnie dyslokowana - do Europy. Jeśli Amerykanie zdecydowaliby się przetransportować część sił, to którędy to zrobić? Wówczas ta baza staje się kluczowa - podsumowuje dr Przemysław Biskup.
Rafał Strzelec, dziennikarz o2.pl