Sprawa dotycząca wypadku na Trasie Łazienkowskiej zbliża się do finału. W poniedziałek odbył się etap mów końcowych, a prokuratura przedstawiła sądowi propozycje kar. Dla Łukasza Żaka prokurator żąda 20 lat pozbawienia wolności i warunkowego skrócenia kary dopiero po 15 latach.
Prokuratura zwracała uwagę, że wcześniejsze wyroki i środki karne nie przyniosły skutku wychowawczego, a Łukasz Żak miał już wcześniej wielokrotnie wchodzić w konflikt z prawem w związku ze stwarzaniem zagrożenia na drodze. Z ustaleń przedstawionych w procesie wynika też, że w chwili zdarzenia miał jechać ponad 220 km/h, a ponadto wcześniej pić alkohol - przypomina "Super Express".
Oprócz kary więzienia prokuratura wniosła o dożywotni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Domaga się także zasądzenia wysokich kwot zadośćuczynienia na rzecz pokrzywdzonych: 300 tys. zł dla żony oraz 300 tys. zł dla syna.
Nie ma zgody na obecność w społeczeństwie pijanych piratów drogowych. Poprzednio stosowane kary nie przyniosły żadnych efektów resocjalizacyjnych. Jedyną adekwatną reakcją jest długotrwałe odizolowanie takiego sprawcy - mówiła prokurator w czasie mowy końcowej cytowana przez "SE".
Po wystąpieniu prokuratury przed sądem przemawiała także pani Ewelina, której mąż zginął w wypadku. - Noc z 14 na 15 września była końcem tego świętowania i końcem naszego dotychczasowego życia. To był ostatni dzień, kiedy się uśmiechałam. Patrząc na osoby siedzące naprzeciwko mnie, które na każdej rozprawie przychodziły tutaj jak na spotkanie towarzyskie - uśmiechy, przybijanie sobie piątek, żarty, strojenie min - mam poczucie, że dla nich ten proces cały czas jest zabawą - cytuje słowa wdowy "Super Express".
Kobieta wskazywała, że nic nie wróci życia jej męża. Wciąż zadaje sobie pytania, dlaczego akurat jej rodzinę spotkała ta tragedia i dlaczego ten człowiek jechał z tak dużą prędkością. Wdowa ma żal, że usłyszała wiele nieprzyjemnych słów od oskarżonych. Wykazywali się "arogancją wobec sądu, mediów, ale także wobec mnie" - mówiła.
Chciałabym, żeby wyrok był przestrogą dla osób, które wsiadają za kierownicę po alkoholu, ale także dla ich bliskich. Jeśli wiedzą, że ktoś nie powinien prowadzić, niech zareagują. Ja wiem, że nie wrócę już do normalności - dodała pani Ewelina. Jej słowa cytuje "Super Express".