Jan Manicki
Jan Manicki| 
aktualizacja 

Strajk Kobiet. Policjanci się zapędzili. "Takiego naruszenia nie było od dekad"

282

Rektor Politechniki Warszawskiej domaga się od Komendanta Stołecznego Policji wyjaśnień w sprawie sobotnich wydarzeń. Podczas demonstracji Strajku Kobiet w Warszawie funkcjonariusze weszli na teren uczelni, usiłując zapobiec ucieczce otoczonych manifestantów. Rzecznik policji tłumaczył, że gdy tylko funkcjonariusze zdali sobie sprawę, że są na terenie politechniki, natychmiast go opuścili.

Strajk Kobiet. Policjanci się zapędzili. "Takiego naruszenia nie było od dekad"
Podczas sobotnich protestów policjanci wkroczyli na teren Politechniki Warszawskiej (Twitter)

Do zdarzenia doszło w sobotę ok. godz. 18 podczas demonstracji Strajku Kobiet. Kiedy policja postanowiła otoczyć protestujących na ul. Waryńskiego, część demonstrantów rzuciła się do ucieczki przez płot Politechniki Warszawskiej. Na teren uczelni wbiegła za nimi grupa policjantów z pałkami i miotaczami gazu.

Wydarzenie przyjęliśmy z wielkim niepokojem, bowiem takich aktów naruszenia autonomii uczelni nie notowaliśmy od wielu dekad – napisano w poniedziałkowym oświadczeniu Politechniki Warszawskiej.

Politechnika domaga się wyjaśnień od policji. "Nieuprawnione wtargnięcie"

Politechnika Warszawska przypominała w komunikacie, że autonomia uczelni wyższych jest gwarantowana przez konstytucję, zwracając uwagę na szczególne uregulowania dotyczące ich terenów. Zgodnie z ustawą o szkolnictwie wyższym służby porządkowe mogą tam wkroczyć tylko na wezwanie rektora. Wyjątkiem są wyłącznie sytuacje bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia albo klęski żywiołowej.

Według naszej wiedzy nie zachodziła żadna z tych okoliczności, czyli incydent miał charakter nieuprawnionego wtargnięcia – można przeczytać w komunikacie uczelni.

Strajk Kobiet. Policja wkroczyła na teren uczelni

Pod koniec sobotnich protestów, policjanci postanowili zrobić tzw. kocioł, czyli otoczyć grupę protestujących na małym terenie nie pozwalając im na jego opuszczenie. Zwarte oddziały funkcjonariuszy okrążyły kilkaset osób na trawniku po zachodniej części ul. Waryńskiego. Demonstranci, próbując się wydostać, zaczęli skakać przez płot Wydziału Inżynierii Chemicznej i Procesowej Politechniki Warszawskiej i uciekać w kierunku Pól Mokotowskich.

Trwa ładowanie wpisu:twitter

Funkcjonariusze postanowili odciąć tę drogę ucieczki. Po chwili zdali sobie jednak sprawę, że znajdują się terenie uczelni i zawrócili. Jakiś czas później, policjanci znów pojawili się przy płocie, lecz tym razem po jego publicznej stronie.

Trwa ładowanie wpisu:twitter

Okrążeni uczestnicy protestu mogli wyjść z "kotła" tylko w jednym miejscu. Uprzednio byli spisywani przez funkcjonariuszy.

Rzecznik policji odpowiada. "Funkcjonariusze nie muszą znać topografii miasta"

Do sprawy ustosunkował się rzecznik Komendy Stołecznej Policji Sylwester Marczak. Stwierdził, że funkcjonariusze szanują autonomię każdej uczelni, w tym Politechniki Warszawskiej. Jak dodał, część policjantów jest absolwentami właśnie tej uczelni.

Mieliśmy do czynienia z działaniami dynamicznymi policjantów. Biegli oni za osobami, które wcześniej znieważyły policjantów. W momencie, gdy funkcjonariusze zostali poinformowani o tym, że jest to teren uczelni, opuścili jej plac – wyjaśnił rzecznik.

Jak podkreślił Sylwester Marczak, informacja o incydencie znalazła się także w meldunku sporządzonym po działaniach.

Funkcjonariusze ci nie pełnią na co dzień służby w Komendzie Rejonowej Policji w Warszawie. Oznacza to, że najzwyczajniej w świecie nie muszą oni znać topografii miasta – zauważył Marczak.

Obejrzyj także: Czy policjant powinien psiknąć gazem w twarz z takiej odłegłości? Mariusz Ciarka komentuje

Oceń jakość naszego artykułu:

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Zobacz także:
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić