Strażnik miejski zmarł podczas interwencji. Dramat na Placu Szembeka
Podczas interwencji na Placu Szembeka na warszawskim Grochowie zmarł strażnik miejski. Do tragicznego zdarzenia doszło we wtorek, 10 marca. Niedługo przed śmiercią 63-latek starał się o przeniesienie do innej, mniej wymagającej jednostki, ale nie było dla niego miejsca - informuje "Gazeta Wyborcza".
Do feralnej interwencji doszło we wtorek 10 marca na Placu Szembeka w Warszawie. Patrol straży miejskiej, w którym służył pan Krzysztof, został wezwany na miejsce z powodu hałasu i krzyków, na które skarżyli się okoliczni mieszkańcy.
Po dotarciu na miejsce 63-latek stracił przytomność i zmarł. O tragicznym zdarzeniu jako pierwszy poinformował facebookowy profil Grochów Praga Południe. Starszy inspektor Jerzy Jabraszko z referatu prasowego stołecznej straży miejskiej, potwierdził te doniesienia w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Z głębokim smutkiem przyjęliśmy informację o śmierci naszego pracownika, do której doszło podczas pełnienia obowiązków służbowych. To wydarzenie niezwykle trudne i bolesne dla całej naszej społeczności – poinformował Jabraszko.
Przed śmiercią prosił o przeniesienie
Plac Szembeka to miejsce, o którym wielokrotnie głośno było w mediach - z niechlubnych powodów. Często dochodzi tam do awantur, a osoby nietrzeźwe zakłócają spokój okolicznych mieszkańców. Lokalni unikają tego miejsca, szczególnie po zmroku.
Jak się okazało, 63-latek nie chciał dłużej pracować w terenie (z informacji zamieszczonych na profilu Grochów Praga Południe wynika, że funkcjonariusz od dłuższego czasu miał problemy zdrowotne). "Gazeta Wyborcza" dowiedziała się, że przed śmiercią próbował przenieść się do oddziału zajmującego się ochroną obiektów publicznych.
Wniosek ten uzyskał pozytywną opinię naczelnika oddziału, ale mógł być zrealizowany dopiero w momencie wystąpienia wakatu na takim stanowisku - wyjaśnił "GW" Jerzy Jabraszko, zaprzeczając jednocześnie doniesieniom o rzekomej odmowie ze strony kierownictwa.
Rzecznik SM twierdzi też, że funkcjonariusz "nie zgłaszał problemów ze zdrowiem podczas odprawy ani w żadnej chwili do momentu tragicznego zdarzenia".
Panu Krzysztofowi do emerytury zostały tylko dwa lata służby.