Szkolenie trwało 10 dni. Rosjanin przemówił
20-letni Rosjanin, Dmitrij Briuchowski z obwodu swierdłowskiego, trafił do ukraińskiej niewoli. Mężczyzna miał pracować na tyłach w jednostce przeprowadzającej remonty sprzętu. Po 10 dniach szkolenia wysłano go na front, gdzie spędził trzy miesiące.
Dmitrij Briuchowski został zatrzymany przez ukraińskich żołnierzy na froncie. Rosjanin zdołał przetrwać trzy miesiące i walczył w okolicach Łymana. Przez Ukraińców został pojmany, gdy miał szturmować pozycje wroga. Znaczna część jego grupy zginęła. O swojej historii opowiedział autorom projektu "Chcę żyć", który pomaga Rosjanom w dezercji.
20-latek pochodzi z Kamieńska Uralskiego w obwodzie swierdłowskim na pograniczu Europy i Azji. Przed podpisaniem umowy z rosyjskim resortem obrony miał ukończyć kształcenie w kierunku administratora systemów w Surgucie, a zawodowo pracować jako mechanik samochodowy.
Decyzję o podpisaniu kontraktu podjął z powodu problemów finansowych. Miał odpowiedzieć na ogłoszenie zamieszczone w sieci, gdzie obiecywano mu służbę na tyłach w jednostce remontującej sprzęty - podaje ukraiński serwis "Obozrevatel".
Po podpisaniu kontraktu Briuchowski przeszedł 10-dniowe szkolenie. Następnie został wysłany na front. Został przydzielony do 488. pułku zmechanizowanego i skierowany w rejon miejscowości Nowoseliwka.
Dmitrij Briuchowski twierdzi, że dostał się do niewoli po tym, jak on i drugi żołnierz zostali ogłuszeni granatem. Potem zobaczyli wokół ukraińskich wojskowych z bronią. Ukraińscy żołnierze mieli dobrze go traktować. Dali m.in. kawę oraz papierosy.
Po pojmaniu z mężczyzną skontaktowała się jego partnerka cywilna Ksenia. Podczas rozmowy miał usłyszeć, że został ojcem oraz że w Rosji widnieje w dokumentach jako zaginiony. Został włączony jako przeznaczony do wymiany z rosyjskimi więźniami.