Szokujące doniesienia z Dubaju. Areszt za prywatne wiadomości?
Aktywiści i prawnicy ostrzegają, że w Dubaju rośnie liczba zatrzymań związanych z publikowaniem treści o wojnie w internecie. Chodzi nie tylko o publiczne posty w mediach społecznościowych, ale także o prywatne udostępnianie materiałów, na przykład wysyłanie ich rodzinie lub znajomym.
Najważniejsze informacje
- Zatrzymania w Dubaju dotyczą zarówno mieszkańców, jak i ekspatów, także za prywatne klipy z ataków.
- Eksperci wskazują na ryzyko zakazów podróży i Red Notices Interpolu w wybranych sprawach.
- Podstawą działań służb jest Federal Decree-Law No. 34 z 2021 r., przewidujący kary więzienia lub grzywnę ok. 40 tys. funtów.
W Zjednoczonych Emiratach Arabskich rośnie presja na ludzi, którzy publikują lub przesyłają dalej materiały o atakach dronów i wojnie.
Jak podaje "The Mirror", nie chodzi tylko o popularnych influencerów – także osoby, które wysyłają nagrania prywatnie do rodziny, mogą mieć kłopoty. Aktywistka Radha Stirling z organizacji Detained in Dubai mówi, że aresztowania dotyczą zarówno mieszkańców Emiratów, jak i cudzoziemców.
W Dubaju policja zatrzymuje ludzi, którzy nagrywali skutki ataków dronów, nawet jeśli nie udostępniali tych materiałów w internecie.
Eksplozje w Dubaju. Iran uderzył w okolice lotniska
W kilku przypadkach, którymi się zajmowaliśmy, władze przychodziły do budynków po ataku, prosiły o dostęp do telefonów mieszkańców i przeglądały prywatne pliki na miejscu - napisała Stirling.
Międzynarodowy prawnik Nick Rowles-Davies, cytowany przez "The Mirror", wyjaśnia, skąd bierze się cenzura w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Po atakach w dzielnicy finansowej opuścił miasto i wskazał na obowiązujące prawo – Federal Decree-Law No. 34 z 2021 roku.
Przepisy te przewidują surowe kary za publikowanie treści niezgodnych z oficjalnymi komunikatami. Grozi za to więzienie lub wysoka grzywna, sięgająca około 40 tys. funtów (około 200 tysięcy zł). Co ważne, kara może dotyczyć także osób, które tylko przekazują takie materiały dalej, na przykład wysyłają je innym.
Prawnik podkreślił, że podobne sytuacje miały już miejsce wcześniej. W czasie pandemii COVID-19 ścigano osoby, które jedynie przesyłały dalej nieprawdziwe informacje, nawet jeśli same ich nie stworzyły.
Urząd odpowiedzialny za media w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – Telecommunications and Digital Government Regulatory Authority – współpracuje z policją zajmującą się cyberprzestępczością. Razem monitorują treści w internecie i wyszukują osoby, które mogą łamać przepisy, nawet jeśli robią to nieświadomie.
W tle jest też napięta sytuacja w regionie. Dubaj leży blisko cieśniny Ormuz, która jest częściowo kontrolowana przez Iran. Analitycy ostrzegają, że przez to rośnie ryzyko, że miasto może zostać bardziej wciągnięte w konflikt.
Tak zachowuje się Dubaj
Aktywistka Radha Stirling uważa, że przez rosnące napięcia i ograniczenia w sieci zagrożony jest wizerunek Dubaju oraz jego atrakcyjność dla inwestorów. Podkreśla, że miasto zbudowało swoją pozycję na dobrej reputacji, ale teraz jest ona poważnie osłabiona.
Widzieliśmy przypadki, w których ludzie zgłaszali innych z czystej złośliwości, przeszukując lata aktywności w mediach społecznościowych w poszukiwaniu czegoś, co można by zinterpretować jako obraźliwe - podkreśla.
Jej zdaniem odbudowanie zaufania inwestorów może być trudne, jeśli Dubaj zacznie być postrzegany bardziej jako miejsce ryzyka niż szans.
Jednocześnie władze Zjednoczonych Emiratów Arabskich pokazują pozytywne dane z rynku nieruchomości i informują o działaniach militarnych. W tym samym czasie w Dubaju pojawiają się obrazy pustych plaż i basenów, co może świadczyć o spadku aktywności i niepewności wśród mieszkańców oraz turystów.
Przypomnijmy, że Dubaj stał się celem dwóch trzecich irańskich pocisków - w ciągu dwóch tygodni spadło ich ok. 1,7 tys., z czego 90 proc. przechwyciła obrona powietrzna. Trafienia odnotowano m.in. w Palm Jumeirah (hotel Fairmont) i w dzielnicy finansowej.
Dubaj przez lata budował markę bezpiecznej przystani bez podatków, przyciągając setki tysięcy przyjezdnych, w tym ok. 240 tys. obywateli Wielkiej Brytanii. Teraz, jak wskazuje relacja, szkoły i hotele ograniczają działalność. Zachodnie banki ewakuowały już swoich pracowników w związku z groźbami ze strony Republiki Islamskiej, że staną się one kolejnymi celami bombardowań.
Do tej pory zginęły cztery osoby, a dziesiątki tysięcy mieszkańców i turystów uciekło w ciągu kilku tygodni od rozpoczęcia konfliktu. Równocześnie służby apelują o spokój i tłumaczą, że "głośne wybuchy" to efekt działania obrony powietrznej, co nie przekonuje wszystkich pozostałych mieszkańców.