Podczas wystąpienia Trump ponownie przedstawił swoje zarzuty dotyczące bezpieczeństwa amerykańskiego systemu wyborczego. Twierdził m.in., że Chiny odegrały rolę w nieprawidłowościach wyborczych, zapowiedział odtajnienie dokumentów dotyczących infrastruktury wyborczej oraz wezwał Kongres do przyjęcia ustawy "Save America Act", która zakłada obowiązek przedstawiania dokumentu tożsamości ze zdjęciem przy rejestracji do głosowania.
"Rzadko widzieliśmy Trumpa w takim wydaniu"
Jak informuje "Daily Mirror", dr Lillian Glass, ekspertka od mowy ciała z ponad 40-letnim doświadczeniem, oceniła, że było to jedno z najbardziej zdyscyplinowanych wystąpień Donalda Trumpa.
Jej zdaniem prezydent przez całe przemówienie zachowywał poważny wyraz twarzy, stał wyprostowany za mównicą i niemal całkowicie zrezygnował z improwizacji, żartów oraz dygresji, z których zwykle słynie. Sprawiał wrażenie skoncentrowanego na przedstawieniu argumentów, które – jak twierdził – miały potwierdzać jego stanowisko. – Rzadko widzimy Trumpa tak poważnego i powściągliwego – oceniła dr Glass.
Glass zwróciła uwagę tylko na jeden moment, gdy emocje stały się bardziej widoczne. Gdy Trump mówił o kwestiach wyborczych i promowanej przez siebie ustawie, jego głos stał się bardziej stanowczy. Jak oceniła, nie była to jednak złość, lecz przekonanie i determinacja.
Druga ekspertka zauważyła podobną zmianę
Podobne wnioski przedstawiła australijska specjalistka od komunikacji niewerbalnej dr Louise Mahler. Jej zdaniem Trump częściej niż zwykle uzasadniał swoje stanowisko, pochylał się do przodu i regularnie spoglądał w dół, co mogło świadczyć o większym skupieniu na przekazie.
Twierdzenia Trumpa stoją w sprzeczności z raportem wywiadu
Podczas przemówienia Trump zapowiedział ujawnienie informacji wywiadowczych, które – według niego – mają wskazywać na luki w amerykańskim systemie wyborczym oraz zagraniczną ingerencję.
Twierdzenia te nawiązują do jego wcześniejszych zarzutów dotyczących wyborów z 2020 r. Oficjalne wyniki potwierdziły jednak zwycięstwo Joe Bidena, a amerykańska społeczność wywiadowcza informowała wcześniej, że nie znalazła dowodów na zagraniczną ingerencję w techniczne aspekty procesu wyborczego, takie jak rejestracja wyborców, oddawanie i liczenie głosów czy raportowanie wyników.