W czwartek, 16 lipca, sąd ogłosił wyrok w sprawie Łukasza Żaka, uznanego za sprawcę tragicznego wypadku na Trasie Łazienkowskiej. Poza karą więzienia orzeczono też dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów oraz wypłatę zadośćuczynienia dla rodziny zmarłego w wypadku po 300 tys. zł dla każdej z osób, a dla poszkodowanej w wypadku Pauliny 150 tys. zł.
Sędzia Maciej Mitera, uzasadniając decyzję, zwrócił uwagę na funkcję ochronną i wychowawczą kary. - Nie chcę już, żeby pan komuś krzywdę zrobił, bo taka kara zabezpieczy przed takimi piratami (...) Uważam, że będzie to dla pana refleksja. Wierzę w polski system penitencjarny. Wierzę, że tam pana nauczą - powiedział sędzia.
Wyrok nie zapadł jeszcze w sprawie Sebastiana M., oskarżonego o spowodowanie wypadku na autostradzie A1 we wrześniu 2023 r. na wysokości Piotrkowa Trybunalskiego, w którym zginęła trzyosobowa rodzina. "Fakt" poprosił o ocenę prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej, czy rozstrzygnięcie w warszawskiej sprawie może przełożyć się na decyzje sądu w innym postępowaniu.
Łukasz Żak skazany. Sąd nie miał wątpliwości
Mec. Przemysław Rosati podkreślił, że w prawie karnym kluczowa jest indywidualizacja odpowiedzialności i kary. Jak wyjaśnił, okoliczności wpływające na wymiar kary bierze się pod uwagę wyłącznie w odniesieniu do konkretnej osoby oraz konkretnego czynu, a sąd decyduje w ramach własnej, samodzielnej oceny zgromadzonego materiału.
Mec. Rosati wskazał, że sąd wymierza karę w granicach przewidzianych w ustawie, analizując m.in. stopień społecznej szkodliwości czynu, okoliczności obciążające i łagodzące oraz cele kary, zarówno w zakresie oddziaływania społecznego, jak i celów zapobiegawczych wobec skazanego.
- Sprawa Łukasza Żaka w kontekście wymiaru kary, z punktu widzenia obowiązujących przepisów i zasad, nie ma żadnego bezpośredniego znaczenia dla innej sprawy. Można to na pewno traktować jako pewien sygnał ze strony sądownictwa, jak sądy zapatrują się na łamanie przepisów prawa o ruchu drogowym w sytuacji, kiedy są poważne skutki, jak śmierć, uszkodzenie ciała czy poważne naruszenie reguł bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Tylko w ten sposób należy to odczytywać. Nie ma prostego przełożenia, że dzisiaj każdy będzie dostawał 20 lat, jeżeli doprowadzi do takiego wypadku - podkreślił mec. Przemysław Rosati cyt. przez "Fakt".
Za zarzucane przestępstwo oskarżonemu Sebastianowi M. grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.