Tak żyją bezdomni Polacy w Berlinie. "Uciekają przed wyrokami'
W Berlinie żyje dziś coraz więcej bezdomnych Polaków — organizacje pomocowe szacują ich liczbę na 5 tys. Najczęściej koczują w rejonach dworców, pod mostami i w parkach. Wielu jest uzależnionych, z problemami prawnymi lub bez dokumentów umożliwiających pracę. Zabrali głos w "Gazecie Wyborczej".
Polacy trafiają na ulicę Berlina z różnych powodów. Jedni przyjeżdżają w poszukiwaniu pracy, inni uciekają przed wyrokami w Polsce lub rozpadem życia rodzinnego. Część wpada w spiralę uzależnień już na miejscu.
Albo jesteś silny, idziesz na odwyk i przestajesz pić, albo jest już z tobą tak źle, że leżysz na ulicy. [...] Przyjeżdżają coraz młodsi, myślą, że to przygoda. A jak wpadną w picie, to lądują na dnie – opisuje Robert.
Nie zapakujesz kanapek już w nic innego. To prawdziwy game-changer
Michał Kokot z "Gazety Wyborczej" przytoczył jego historię. Polak przyjechał do Berlina 20 lat temu. Przez lata sam zmagał się z uzależnieniem od alkoholu, dziś jednak nie pije i nie jest już bezdomny.
Miasto przyznało mu 35-metrowe mieszkanie socjalne, a opieka społeczna wypłaca mu 563 euro zasiłku, do którego ma prawo, bo wcześniej pracował. To jednak często nie wystarcza na wszystkie potrzeby.
Ostatnio musiałem kupić kurtkę zimową, więc ratuję się darmowym posiłkiem u franciszkanów — przyznał.
W stołówce zakonu dziennikarz spotkał Agnieszkę. 56-letnia Polka od najmłodszych lat zmagała się z problemami rodzinnymi – jej rodzice byli alkoholikami. Po ich śmierci mieszkanie rodzinne zostało podzielone między siostry, a ona została bez własnego lokum. W dorosłym życiu miała trudności z prawem, odsiedziała wyroki za oszustwa, a także kilkukrotnie przeszła odwyki.
Mieszkała na Dworcu Centralnym w Warszawie, ale znajomy zaproponował jej wyjazd do Berlina. Przekonał ją tym, że kupił jej 37 piw, które potem i tak ukradziono w pociągu. W stolicy Niemiec była razem z mężem, który — uzależniony od alkoholu — zmarł na ulicy.
W Berlinie jestem jak w pętli, trudno z tego wyjść.. [...] Tutaj nie mogę legalnie pracować, bo nie mam dokumentów. Jeśli pójdę po nie do konsulatu, to mnie zatrzymają, bo mam wyrok do odsiedzenia. A do więzienia do Polski nie pójdę. Nikt nie będzie przysyłał mi ani paczek, ani pieniędzy. Tutaj, w Niemczech, nie siedzi się źle. Polacy uciekają przed wyrokami. Wolą przyjeżdżać i tutaj iść do więzienia — opowiedziała na łamach "Gazety Wyborczej".
Bezdomny Polak w Berlinie. "Byłem piętnaście razy w szpitalu"
Z kolei Wiktor przyjechał do Berlina jako pięciolatek, a od 17. roku życia zaczął nadużywać alkoholu. Ma rodzinę – żonę i dwoje dzieci – ale półtora roku temu został wyrzucony z domu po kolejnym epizodzie alkoholowym. Od tej pory mieszka na ulicy, pod mostem, razem z dwoma innymi mężczyznami.
W tym roku byłem już piętnaście razy w szpitalu. Wczoraj też wyszedłem. Miałem za wysokie ciśnienie, bo nie wypiłem. Lekarze powiedzieli, że mam ostre zapalenie trzustki. I że jeśli dalej będę pił, to zginę. Dlatego teraz będę pił tylko piwo — mówił.