Tragedia podczas porodu. 19-latka straciła dziecko. Teraz zabrała głos

Rafał Strzelec
Szpital w Lubaczowie, gdzie doszło do tragediiSzpital w Lubaczowie, gdzie doszło do tragedii
Źródło zdjęć: © Facebook | SP ZOZ Lubaczów

Portal Zero.pl rozmawiał z 19-letnią Magdaleną. Jej synek urodził się martwy. Do tragedii doszło w szpitalu w Lubaczowie. – Lekarz sam powiedział, że gdyby zrobili tę cesarkę wcześniej, to dziecko by żyło – twierdzi kobieta. Sprawę analizuje prokuratura.

Jak wynika z relacji portalu Zero.pl, pani Magdalena była już pięć dni po terminie porodu. W nocy z 26 na 27 października młoda kobieta zaczęła odczuwać dolegliwości bólowe. Nad ranem zgłosiła się do Szpitala Powiatowego w Lubaczowie. Miała urodzić synka – Nikodema. Pacjentce wykonano badanie USG i podłączono ją pod aparat KTG. Podczas badań stwierdzono problemy z tętnem dziecka. – W pewnym momencie tętno dziecka zaczęło zanikać i jedna z położnych stwierdziła, że źle leżę – relacjonuje kobieta.

Mimo zmiany pozycji bóle krzyżowe nie ustępowały. Kobieta otrzymała leki rozkurczowe i zasnęła. Po przebudzeniu nadal odczuwała ból. "Zapis KTG pokazywał utrzymujące się skurcze, a macica pozostawała napięta" – podaje Zero.pl. – Panie opiekujące się mną same powiedziały, że macica nie powinna taka być – wspomina 19-latka.

Jak relacjonuje, sytuacja uległa pogorszeniu w godzinach popołudniowych. Podczas kolejnego badania KTG personel nie mógł zarejestrować czynności serca dziecka. Położne wezwały lekarza. Ten wykonał badanie USG. – Zamiast wziąć mnie na cesarkę, zmarnował 10 minut na badanie USG – mówi 19-latka.

"Według jej relacji lekarz miał stwierdzić, że widoczne są pojedyncze czynności serca płodu. Kobieta podkreśla jednak, że w tym czasie nie czuła już ruchów syna" – relacjonuje Zero.pl.

Podjęto decyzję o przeprowadzeniu cesarskiego cięcia. Magdalena płakała. Nie czuła już ruchów swojego dziecka. Po przeprowadzeniu zabiegu pytała personel, co z jej synkiem. – Nikt mi nie chciał udzielić żadnych informacji – mówi 19-latka. Gdy uświadomiła sobie, że po cesarskim cięciu nie podano jej dziecka, zaczęła się domyślać najgorszego. – Jak tylko usłyszałam zaraz, że akcje życiowe zerowe, no to już wiedziałam, że dzieciątko po prostu zmarło – mówi kobieta.

Wedle relacji 19-latki lekarz miał powiedzieć, że gdyby wcześniej przeprowadzono cesarskie cięcie, dziecko być może udałoby się uratować. – Dodał też, że to cud, że ja żyję – przyznała Magdalena. Po zabiegu pojawiły się też inne komplikacje zdrowotne, które mogły zniszczyć marzenia 19-latki o potomstwie. Na szczęście w tym przypadku lekarze opanowali sytuację.

Kobieta ma żal do medyków nie tylko z powodu śmierci dziecka, ale także sposobu traktowania. Jeden z lekarzy miał powiedzieć podczas cesarki: "Na kogo wypadnie, na tego bęc". Zdaniem Magdaleny te słowa były niestosowne. Kobieta opowiedziała też o rozmowie z jedną z położnych. – Powiedziała, że ich boli to, że zrobię z nich rzeźników – wspomina. Ma także zastrzeżenia do lekarzy, że jej bliskich nie powiadomiono o nagłej operacji.

Pani Magdalena podkreśla, że jej dziecko było zdrowe. Podczas badań prenatalnych nie wykazano żadnych problemów. Po zabiegu mogła zobaczyć ciało Nikodema. Przyznaje, że była w amoku po znieczuleniu. Ale jest jeden obraz, który zapamięta do końca życia – twarz chłopca. – On był uśmiechnięty, miał uniesione kąciki ustek… – wspomina. Kobieta przygotowywała pokój, by przywitać syna. Teraz cała rodzina musi się zmagać z ogromną traumą.

Śmierć dziecka w szpitalu. Sprawę bada prokuratura

Sprawę śmierci dziecka w szpitalu bada Prokuratura Rejonowa w Lubaczowie. Śledztwo dotyczy narażenia pacjentki i jej dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

"Śledczy sprawdzają, czy personel medyczny prawidłowo sprawował opiekę nad rodzącą i jej dzieckiem. Śledztwo zostało wszczęte 28 października 2026 r. przez Prokuraturę Rejonową w Lubaczowie w sprawie podejrzenia popełnienia przestępstw z art. 160 § 2 Kodeksu karnego oraz art. 155 Kodeksu karnego, to jest podejrzenia działania lub zaniechania personelu szpitala, który mógł doprowadzić do nieumyślnego spowodowania śmierci noworodka" – poinformowano w komunikacie.

Prokuratura zabezpieczyła dokumentację medyczną 19-letniej pacjentki, zwłoki dziecka oraz materiał biologiczny przeznaczony do dalszych badań. Podczas sekcji stwierdzono, że ciąża była donoszona, a dziecko było zdrowe. Aby poznać dokładną przyczynę zgonu, potrzebne będą dodatkowe badania. "Prokuratura zapowiada dalsze czynności dowodowe, których celem będzie ustalenie dokładnych przyczyn i okoliczności śmierci noworodka" – przekazała w komunikacie Małgorzata Taciuch – Kurasiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Przemyślu. Szpital na ten moment nie odniósł się do sprawy. Dyrektor potwierdził fakt śmierci noworodka i dodał, że sprawą zajmuje się prokuratura.

Wybrane dla Ciebie