Tragedia w Skawinie. Taka była Gabriela. Przyjaciółka zabrała głos

W Skawinie znaleziono ciała czterech osób w mieszkaniu. - Gabrysia była mocno religijna, angażowała się w wolontariat - opisuje w rozmowie z "Faktem" przyjaciółka rodziny. Wspomina również Mateusza G., który miał dokonać potrójnego zabójstwa. - Dobrze mu z oczu patrzyło - twierdzi.

Gabriela zginęła w Skawinie.Gabriela zginęła w Skawinie.
Źródło zdjęć: © PAP
Mateusz Kaluga

W Skawinie 3 lipca doszło do wstrząsającego odkrycia. W mieszkaniu znaleziono cztery ciała. To Mateusz G., jego żona Gabriela oraz ośmiodniowa córeczka Luiza. Znaleziono również martwą Zofię P., teściową Mateusza G., która córce Gabrieli miała pomóc przy opiece nad urodzoną wnuczką. Służby powiadomił mąż Zofii P., który był zaniepokojony brakiem kontaktu.

W rozmowie z "Faktem" przyjaciółka rodziny, pani Janina z Wadowic, podkreślała, że z jej perspektywy nic nie zapowiadało dramatu. Znała szczególnie Zofię P. i zapewniała, że kobieta nie skarżyła się na konflikty w domu córki. Pani Janina opowiadała, że w piątek Gabriela miała pojawić się u lekarza, by usunąć szwy po cesarce. Gdy nie dotarła na wizytę, medyk miał skontaktować się z rodziną.

Śledczy zakładają, że to Mateusz G. jest sprawcą tej zbrodni, której motywem miał być nagły impuls. Sąsiedzi twierdzą, że był osobą religijną, a w rodzinie nie zdarzały się żadne kłótnie.

- Zosia była kobietą, do rany przyłóż. Bardzo się cieszyła, że została babcią, to była pierwsza jej wnuczka. O młodych, Gabrysi i Mateuszu, nigdy źle nie mówiła. Sama byłam na ich ślubie, uchodzili za kochającą się parę. Nie wiem, co się stało, że wszyscy nie żyją — mówi "Faktowi" ze łzami w oczach pani Janina.

Przyjaciółka wspomina, że pani Zofia dwa lata temu została zwolniona z pracy. To ją podłamało, ale cieszyła się szczęściem córki i obecnością pierwszej wnuczki.

Gabriela pracowała wcześniej w starostwie powiatowym, a ostatnio w "skarbówce" w Krakowie. Gabrysia była mocno religijna, angażowała się w wolontariat. W 2019 r. była nawet w Panamie na zlocie młodzieży z Ojcem Świętym - zdradza "Faktowi" znajoma rodziny.

Z kolei Mateusz G. miał sprawiać wrażenie bardzo spokojnego człowieka. - Wyglądali razem na zgodne małżeństwo. - Dobrze mu z oczu patrzyło. Nikt by się po nim agresji nie spodziewał. Trudno mi to zrozumieć - opisuje kobieta w rozmowie z dziennikiem.

Pani Janina zdradza również, że w niedzielę odwiedziła pana Andrzeja, który powiadomił służby. - Tylko płakał. Powtarzał, że wierzy w Boga i że kiedyś z tego ogromnego cierpienia może wyniknie jakieś dobro, ale stracił przecież żonę, córkę i ukochaną wnuczkę. To niewyobrażalne - mówi "Faktowi".

Wybrane dla Ciebie