Trzeźwy kierowca uznany winnym wypadku. Jest zszokowany wyrokiem sądu
Jak opisuje reportaż programu "Uwaga!" TVN, 65-letni przedsiębiorca spod Warszawy został uznany przez sąd rejonowy w Skarżysku-Kamiennej za winnego spowodowania wypadku, mimo że drugi uczestnik zdarzenia miał 1,67 promila alkoholu we krwi. Sprawa dotyczy zderzenia na trasie w kierunku Krakowa i sporu o to, kto odpowiada za kolizję podczas zmiany pasa ruchu.
65-letni Tomasz podróżował służbowo w kierunku Krakowa w listopadowy wieczór, około godziny 20. Jak opowiada w materiale "Uwaga!" TVN, na odcinku drogi z ograniczeniem do 120 km/h jechał ze stałą prędkością 100 km/h i wyprzedzał dwa pojazdy. Kiedy wracał na prawy pas, w lusterku dostrzegł samochód zbliżający się z bardzo dużą prędkością.
Według jego wersji, samochód kierowany przez kobietę miał próbować wyprzedzić go prawą stroną, wjechać między jego pojazd a barierę i po odbiciu od bariery uderzyć w przednie prawe koło auta pana Tomasza. Mężczyzna opisuje dla "Uwaga!" TVN, że w wyniku uderzenia został zepchnięty w stronę barierek oddzielających pasy ruchu.
Trzeźwy kierowca uznany winnym wypadku. Jest zszokowany wyrokiem sądu w Skarżysku-Kamiennej
Pan Tomasz mówi dla "Uwaga!" TVN, że wydostał się z samochodu, zadzwonił pod numer 112 i ruszył, by pomóc kobiecie z drugiego pojazdu. W rozmowie z reporterką przekonuje, że w aucie było czuć alkohol, a w środku znajdowały się liczne butelki i puszki po alkoholu.
Jak twierdzi, na miejsce przyjechały służby ratunkowe, a nieprzytomna kobieta trafiła do szpitala. Krew pobrano jej dopiero po dwóch godzinach od przyjęcia. Badanie wykazało 1,67 promila alkoholu w organizmie.
Podejrzewam, że ona jechała w granicach 180 do 200 km/h - dodaje pan Tomasz w materiale.
Zarzut dla pana Tomasza i opinia biegłego powołanego przez policję
Mimo że mężczyzna twierdził, iż jechał zgodnie z przepisami i był trzeźwy, został wezwany na komendę i usłyszał zarzut spowodowania wypadku. Jak przekazuje w rozmowie z "Uwaga!" TVN, policyjny biegły uznał, że podczas zjazdu z lewego na prawy pas miał zajechać drogę pojazdowi jadącemu prawidłowo (z pijaną kierującą).
W przywoływanej w reportażu opinii biegłego znalazł się też wniosek, że nawet gdyby kobieta jechała wolniej i zgodnie z przepisami, nie miałaby możliwości uniknięcia wypadku. Jednocześnie, jak wskazano, w tej opinii nie opisano wcześniejszego kontaktu jej auta z barierą tuż przed uderzeniem w samochód pana Tomasza.
Drugi biegły w sądzie i nieoczekiwany finał w Skarżysku-Kamiennej
Obrońca pana Tomasza, adw. Janusz Kaczmarek, mówi w materiale TVN, że sąd miał wątpliwości co do ustaleń z opinii policyjnej, uwzględnił też opinię prywatną strony i powołał własnego biegłego. Według relacji adwokata pana Tomasza, opinia biegłego sądowego podważyła część wcześniejszych ustaleń, a biegły policyjny na sali sądowej miał wycofać się z istotnych elementów swojego stanowiska.
Pan Tomasz spodziewał się uniewinnienia do tego stopnia, że nie pojechał na ogłoszenie wyroku. Ostatecznie sędzia rejonowy w Skarżysku-Kamiennej uznał go jednak za winnego spowodowania wypadku: postępowanie umorzono warunkowo na dwa lata próby, a kobieta została uznana za pokrzywdzoną i miała otrzymać od mężczyzny nawiązkę... 2 tys. zł.
Kara dla kobiety: osobne postępowanie i zakaz prowadzenia
W sprawie wypowiedział się też rzecznik Sądu Okręgowego w Kielcach, sędzia Jan Klocek. Jak wyjaśnia w rozmowie z "Uwaga!" TVN, w odrębnym postępowaniu kobieta poniosła odpowiedzialność karną, ale wyłącznie za prowadzenie po alkoholu, a nie za spowodowanie wypadku.
Sąd wymierzył jej sześć miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na dwa lata. Orzeczono także zakaz prowadzenia pojazdów przez cztery lata. Rzecznik podkreśla jednocześnie, że w ocenie sądu w sprawie dotyczącej samego wypadku odpowiedzialność poniósł również drugi uczestnik zdarzenia, ponieważ przy zmianie pasa miał doprowadzić do zajechania drogi.
Komentarz o praktyce orzekania i stanowisko uczestników
W reportażu TVN głos zabrał także Łukasz Zboralski z BRD24.PL i Kanału Zero, który oceniał, że rozstrzygnięcia wypadków w pierwszej instancji, w których winą obarcza się osoby poszkodowane, nie są dla niego zaskoczeniem. Wskazywał, że spotykał się z wieloma podobnymi sprawami i łączył je m.in. z brakami w wiedzy sędziów o przepisach ruchu drogowego.
Wierzyłem w sąd, a tutaj wszystko jest odwrócone do góry nogami – mówi zdruzgotany pan Tomasz.