Trzy maleństwa znalezione na cmentarzu. Dziękują pani Julii
Trzy młode wiewiórki znalezione w Szczecinie trafiły do ośrodka w stanie głębokiej hipotermii. Ich temperatura ciała była krytycznie niska, a przeżycie zależało od natychmiastowych i precyzyjnych działań ratunkowych. Cała sytuacja ma jednak swój szczęśliwy finał. To nasza #DziennaDawkaDobregoNewsa.
Do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt trafiły trzy kilkutygodniowe wiewiórki, które zostały znalezione nocą w Szczecinie. Zwierzęta miały około czterech tygodni, ważyły od 85 do 95 gramów i wciąż znajdowały się na etapie gniazdowym. Ich oczy pozostawały zamknięte, co wskazywało na bardzo wczesny etap rozwoju i pełną zależność od opieki.
Gdyby nie Pani Julia i Karolina oraz ich uważność i konsekwencja w poszukiwaniu pomocy, to te trzy małe wiewiórki, znalezione na cmentarzu w Szczecinie, byłyby już w nocy martwe - podkreśla na Facebooku Fundacji Dzikich Zwierząt Marzena Białowolska.
Stan, w jakim zostały dostarczone zwierzęta, był bardzo ciężki. Dwie wiewiórki miały temperaturę ciała poniżej 33°C, a trzecia około 34,5°C. To oznacza poważną hipotermię, czyli silne wychłodzenie organizmu.
Porażka Orbana. Zapytaliśmy Polaków o wybory na Węgrzech
Objawy były wyraźne: sztywność ciała, bardzo wolne reakcje oraz brak energii. Takie symptomy są typowe dla zaawansowanej hipotermii u małych ssaków. W takiej sytuacji zwykłe, stopniowe ogrzewanie może nie wystarczyć. Dlatego konieczne było szybkie działanie. Zastosowano intensywne masowanie ciała, które pomaga pobudzić krążenie krwi i szybciej przywrócić prawidłową temperaturę.
Proces ratowania wiewiórek rozpoczął się od jednoczesnego ogrzewania i pobudzania organizmu. Zwierzęta zostały ułożone na ciepłych termoforach, aby stopniowo podnieść ich temperaturę ciała. W tym samym czasie delikatnie masowano ich ciała, co pomogło poprawić krążenie krwi.
Szczególną uwagę zwracano na najbardziej wychłodzone miejsca, takie jak łapki i uszy. To właśnie te części ciała najszybciej tracą ciepło i wymagają intensywnego ogrzewania.
Dodatkowym problemem był brak pokarmu w przewodzie pokarmowym. Oznaczało to, że wiewiórki były bardzo osłabione i wyczerpane. W takich przypadkach szybka pomoc i odpowiednie ogrzewanie są kluczowe, aby zwiększyć szanse na przeżycie.
Równolegle wdrożono nawadnianie po konsultacji weterynaryjnej. Podawanie płynów odbywało się w niewielkich ilościach, dostosowanych do reakcji zwierząt. Dopiero po ustabilizowaniu temperatury ciała możliwe było rozpoczęcie karmienia preparatem mlekozastępczym przeznaczonym dla dzikich ssaków. Kluczowe było obserwowanie odruchu ssania, który pojawiał się stopniowo wraz z poprawą stanu.
U tak małych ssaków przy tak niskiej temperaturze ciała ratunek opiera się na trzech filarach: stopniowym ogrzewaniu, pobudzeniu krążenia oraz nawodnieniu. Dopiero potem można bezpiecznie rozpocząć karmienie. Błędem jest jak najszybsze przywrócenie temperatury i karmienie - czytamy na Facebooku.
Trzy maleństwa znalezione na cmentarzu. Jest happy end
Pierwsze oznaki poprawy pojawiły się po kilku godzinach. Najsilniejsza z wiewiórek zaczęła się poruszać, a następnie samodzielnie przyjmować pokarm. U pozostałych proces ten przebiegał wolniej, co jest typowe w przypadku zwierząt o różnym stopniu wychłodzenia i osłabienia.
Świat jest pełny pozytywnych historii, małych i dużych. Piszemy o nich wszystkich w ramach naszego cyklu #DziennaDawkaDobregoNewsa. Chcesz przeczytać więcej dobrych newsów? Kliknij TUTAJ.