Złe wieści ws. Bałtyku. Niemcy alarmują. "Nie opłaca się wypływać"

Morze Bałtyckie znajduje się w coraz gorszej kondycji, a skutki zmian środowiskowych coraz mocniej odczuwają zarówno ryby, jak i niemieccy rybacy. Jak podaje NDR, populacja dorsza załamała się, połowy są ograniczane, a wielu ludzi związanych z morzem musi szukać nowych źródeł utrzymania.

Rybacy alarmują ws. Bałtyku. Dorsz traci warunki do życiaRybacy alarmują ws. Bałtyku. Dorsz traci warunki do życia
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons
Danuta Pałęga

Kuter Andreasa Haranta stoi zacumowany przy Alter Strom w Warnemünde. Historyczny kanał przez wieki łączył Morze Bałtyckie z portem w Rostocku, dziś jest przede wszystkim miejscem postoju małych kutrów i łodzi wycieczkowych. Na pokładzie wszystko wygląda tak, jakby rybak miał zaraz wypłynąć – sprzęt jest przygotowany, a sieci czekają w skrzyniach. W praktyce jednak takie rejsy odbywają się coraz rzadziej.

Jak podaje NDR, dla Haranta rybołówstwo od dawna nie jest już głównym źródłem utrzymania. Jeszcze lata temu regularnie łowił śledzie i dorsze. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

Już prawie nic nie da się złowić. Obowiązuje zakaz połowu dorsza, ale trzeba powiedzieć wprost – dorsza po prostu nie ma. Nie opłaca się wypływać tylko po drobne ryby – mówi.

Bałtycki kryzys

Jak podaje NDR, zasoby ryb w Morzu Bałtyckim od lat są pod coraz większą presją, szczególnie populacja dorsza. W ostatnich latach wprowadzano coraz bardziej restrykcyjne limity połowowe, a obecnie nie wolno prowadzić jego celowych połowów.

Harant jest dziś jednym z trzech zawodowych rybaków, którzy pozostali w Warnemünde. Kiedyś było ich dwunastu. Część zakończyła działalność z powodu wieku, inni zrezygnowali, bo przestała przynosić zyski.

Sam rybak wskazuje kilka powodów załamania populacji – niedobór tlenu, zmiany zasolenia, obecność kormoranów i fok. Naukowcy zwracają jednak uwagę, że problem jest bardziej złożony.

Dorsz traci warunki do życia

Kilka kilometrów dalej działa Instytut Rybołówstwa Morza Bałtyckiego Thünen w Rostocku. Jak podaje NDR, od 2021 r. naukowcy badają warunki środowiskowe w Zatoce Meklemburskiej i analizują wpływ zmian klimatycznych na populację dorsza.

Biolog rybołówstwa Uwe Krumme podkreśla, że latem powierzchniowe warstwy Bałtyku są coraz cieplejsze, a głębiej spada zawartość tlenu. W efekcie powstaje zjawisko określane jako "letnie szczypce" – ryby nie mają przestrzeni, w której mogłyby przetrwać.

Dorsz nie tylko traci siedliska, ale jest bardziej osłabiony i osiąga mniejsze rozmiary. Coraz gorzej wygląda także sytuacja śledzia. Wyższa temperatura powoduje wcześniejsze wylęganie larw, które nie znajdują wystarczającej ilości pożywienia.

Zdaniem naukowców dodatkowym problemem jest eutrofizacja, czyli nadmierny dopływ składników odżywczych do Bałtyku, między innymi z rolnictwa.

Rybacy szukają nowych źródeł dochodu

Prognozy nie są optymistyczne. Jak podaje NDR, naukowcy nie spodziewają się odbudowy zasobów dorsza w perspektywie najbliższych lat. Dlatego coraz częściej mówi się o zmianie modelu rybołówstwa. Rybacy mają łączyć połowy z turystyką lub inną działalnością.

Taką drogę wybrał również Andreas Harant. Dziś utrzymuje się głównie ze sprzedaży ryb na lądzie. Na promenadzie przy Alter Strom prowadzi wraz z żoną punkt gastronomiczny. Większość sprzedawanych ryb pochodzi od dostawców, a własne połowy stanowią już tylko niewielką część oferty.

Wybrane dla Ciebie