Każdy ruch i każda decyzja premiera Mateusza Morawieckiego są śledzone przed media bez wyjątku. Wszak jego stanowisko właśnie na tym polega, a ogromne zainteresowanie nie jest żadną nowością i doświadczali go także poprzednicy. Tym bardziej w sytuacjach, które odbiegają o standardowych, czyli wizyt w Sejmie czy gabinetach Rady Ministrów.
Mateusz Morawiecki sam pochwalił się wypadem do kina w swoich social mediach. Zabrał dwóch synów - Jeremiasza oraz Ignacego - na hollywodzką produkcję "Indiana Jones i artefakt przeznaczenia", czyli ostatni film z serii przygód sympatycznego archeologa, w którego wciela się Harrison Ford.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
WIDEOWP News wydanie 19.07, godzina 16:50
Jak przyznał premier, to był bardzo ważny wieczór, na który zapewne może brakować czasu na co dzień. Ale są wakacje, a po okresie intensywnych spotkań trzeba znaleźć czas również dla rodziny, prawda? No i się udało, czego możemy tylko gratulować. Zresztą miny mówią same za siebie: to musiał być udany wieczór.
"Męski wypad na Indiana Jones" - napisał premier Morawiecki.
Oczywiście w komentarzach popisali się internauci, którzy jak zawsze nie zawiedli. Są uwagi złośliwe, są pozytywne, są także te, po których nie jest nam za bardzo do śmiechu. I takie, których nie możemy zacytować, bo przekraczają granice dobrego smaku oraz kultury. Od lewa do prawa, do wyboru oraz do koloru. Jak to w Polsce.
"Zwrócił Pan może uwagę na ceny biletów i popcornu?" - pyta Klaudiusz Slezak.
"A dlaczego nie na jakiś polski, narodowy film...?" - zapytał Przemysław Henzel.
"Panie Premierze wystarczy w Polsce w ciążę zajść i Indiana Jones na żywo" - napisał internauta Drwal.
"Indiana Jones - poszukiwacze zaginionej działki" - dodał złośliwie ktoś inny.
A może po prostu czasem powinniśmy porzucić wojenkę polsko-polską i cieszyć się, że premier ma chwilę dla siebie i swoich bliskich? Przecież to nic dziwnego, że postanowił poświęcić trochę czasu swoim synom, prawda? To już drodzy państwo oceńcie sami.
"Indiana Jones i artefakt przeznaczenia" to piąty i zapewne ostatni film z serii, która stała się kultowa. Archeolog i łowca przygód tym razem musi stawić czoła nazistom pracującym dla NASA oraz zatrzymać niejakiego Vollera, któremu marzą się podróże w czasie. To pierwszy film z Indianą Jonesem, którego nie wyreżyserował Steven Spielberg.