"3:2 dla Szwecji". Reakcja komentatorów TVP przejdzie do historii
To koniec marzeń Polski o MŚ 2026. Biało-Czerwoni w Sztokholmie dwa razy odrabiali straty, by ostatecznie przegrać ze Szwecją (2:3). W trakcie spotkania uchwycono reakcję komentatorów TVP: Jacka Laskowskiego oraz Roberta Podolińskiego. Mówi ona więcej niż 1000 słów.
Reprezentacja Polski walczyła dzielnie na boisku w Sztokholmie, ale ostatecznie uległa Szwecji 2:3. Polski zespół musiał gonić wynik przez cały mecz, zaczynając od straty 0:1, a później, po bramce do szatni, od 1:2.
Karol Świderski zdołał wyrównać na początku drugiej połowy, jednak to nie wystarczyło, by zapewnić Polsce awans na mundial.
Kluczowa dla losów spotkania okazała się końcówka meczu. Szwedzi wyczuli swój moment i zadali decydujący cios. W jednej akcji oddali trzy strzały, a kompletnie niewidoczny Viktor Gyokeres po tym, jak piłka odbiła się od słupka, pokonał Grabarę z najbliższej odległości.
Rozbrzmiał Mazurek Dąbrowskiego. Tak zareagowali Szwedzi
Po trzecim ciosie biało-czerwoni już się nie podnieśli. Swojej wściekłości nie ukrywali także komentatorzy TVP: Jacek Laskowski oraz Robert Podoliński. Kamera telewizyjna uchwyciła ich reakcję po straconej bramce Polaków.
Obaj złapali się za głowę i przez kilka sekund milczeli. Nic dziwnego, gdyż uciekł nam wymarzony awans na mistrzostwa świata, które odbędą się w czerwcu i lipcu w Kanadzie, USA i Meksyku.
Koniec świetnego bilansu Polski
Polska kadra nie zagra na dużym turnieju pierwszy raz od 2014 roku. Później uczestniczyła trzykrotnie w mistrzostwach Europy, dochodząc do ćwierćfinału w 2016 roku, a także dwukrotnie w mistrzostwach świata.
Ostatnim turniejem w tym okresie było Euro 2024. Polska przegrała z Holandią 1:2 i z Austrią 1:3, a remis 1:1 z Francją nie wystarczył do wyjścia z grupy. Z dorobkiem jednego punktu drużyna zajęła ostatnie miejsce i odpadła po fazie grupowej.
Czuję niemoc, bo trudno wytłumaczyć się po takim spotkaniu. Boli jeszcze bardziej, wiedząc, że zagrałeś dobry mecz. Uważam, że nasza gra zaskoczyła zespół gospodarzy. Ale jeśli w pewnych sytuacjach sam prowokujesz straty bramek, to później nie jest prosto odrabiać straty. Zrobiliśmy to dwa razy, ale w końcówce trybuny poniosły gospodarzy i wcisnęli gola na 3:2, choć w żadnym momencie się na to nie zanosiło - mówił Jan Urban na konferencji prasowej.