Robert Karaś jest w Dubaju. Konflikt USA i Izraela z Iranem zepsuł jego plany
Robert Karaś ruszył z kolejnym ekstremalnym projektem, jednak już w trakcie stało się jasne, że wynik nie będzie mógł zostać oficjalnie zaliczony. Sportowiec uspokaja jednak fanów, podkreślając, że nie rekord był najważniejszy. Wyjaśnił też, w jaki sposób napięcia na linii USA–Izrael–Iran pokrzyżowały jego plany.
Najważniejsze informacje
- Karaś ruszył z próbą rekordu Guinnessa w biegu przez ZEA, plan zakładał ponad 6000 km.
- Po 82 km przerwał wyzwanie z powodu zakłóceń GPS i napiętej sytuacji w regionie.
- Sportowiec zapowiada powrót do próby, gdy sytuacja na Bliskim Wschodzie się uspokoi.
Robert Karaś rozpoczął wyzwanie, które miało dać mu rekord Guinnessa w biegu przez Zjednoczone Emiraty Arabskie. Plan zakładał pokonanie ponad 6000 km, a start wyznaczono na godz. 7:00 czasu polskiego. Jak przekazał na Instagramie, już pierwszego dnia pojawiły się okoliczności, które sprawiły, że wyzwanie trzeba było przerwać. W centrum uwagi znalazło się bezpieczeństwo i wiarygodność pomiarów.
Plany Roberta Karasia pokrzyżowane. Wszystko przez konflikt USA i Izraela z Iranem
Główna próba triathlonisty nie została uznana. Karaś wskazał, że trwający konflikt między USA a Iranem wpływa na region, w tym na ZEA. Według relacji sportowca służby wojskowe blokują sygnały GPS, co uniemożliwia prawidłową weryfikację dystansu. Po przebiegnięciu 82 km wyzwanie trzeba było przerwać i odłożyć na inny termin.
Jesteśmy na 82 km. Większość z Was wie, że przez konflikt z Iranem i Stanami moja próba nie będzie uznana. Będziemy musieli zacząć próbę od początku. Wojsko blokuje sygnały GPS-u, moje sygnały zostały zerwane. Mamy po zawodach, ale to nie jest najważniejsze. Ważne, żeby konflikt się zakończył. No nic, takie życie. Jesteśmy cali i zdrowi - przekazał na Instagramie Robert Karaś po decyzji o przerwaniu biegu.
W rozwinięciu Karaś podkreślił, że najważniejsze są obecnie względy humanitarne. W materiale źródłowym zaznaczono, że eskalacja przemocy dotyka także cywilów, a wydarzenia oddziałują na cały region. Tym samym bieg, który wymaga precyzyjnej rejestracji trasy i bezpieczeństwa zespołu, utracił podstawowe warunki do kontynuacji.
Przed startem Karaś mobilizował kibiców i zespół, sygnalizując gotowość do ekstremalnego wysiłku. Po wstrzymaniu biegu przekazał, że liczy się spokój i zakończenie rozlewu krwi. W jego komunikatach pojawił się też wątek zerwanych sygnałów GPS i konieczności rozpoczęcia całej procedury od nowa, gdy tylko będzie to możliwe i bezpieczne.
"Nadszedł czas, by walczyć. Nadszedł czas, by cierpieć. Jutro o 7:00 czasu polskiego ruszamy po rekord Guinnessa w biegu przez Zjednoczone Emiraty Arabskie. Ponad 600 kilometrów walki. Wczoraj Brytyjczyk poprawił rekord świata. Szacunek. Teraz wchodzimy my. Byliśmy już w miejscach, w które większość nawet nie chce zaglądać. Dlatego bieg przez pustynię nie jest nam straszny. Polska siła nadciąga. Trzymajcie kciuki" - napisał Robert Karaś przed próbą.