Koszmar w samolocie. Żegnał się z rodziną

Pasażerowie samolotu Delta Air Lines wpadli w panikę, gdy maszyna zaczęła gwałtownie spadać, tracąc ponad 9 tys. metrów w kilka minut. Jak tłumaczyły później linie lotnicze, w kabinie wystąpiła "nieprawidłowość przy utrzymaniu ciśnienia".

Obraz
Źródło zdjęć: © iStock.com

Samolot leciał z Atlanty do miasta Fort Lauderdale na Florydzie. Na wszelki wypadek zawrócono gojednak do Tampy w tym samym stanie. W rozmowie z CNN przedstawiciele linii Delta Air przyznały, że pasażerowie musieli użyć masek tlenowych, całą sytuację nazwali jednak "spadkiem kontrolowanym".

Maski wypadły z sufitu. Wtedy wśród pasażerów zapanował chaos - opowiada Harris Dewoskin, który odbył feralny lot.

Mężczyzna dodał, że jedna ze stewardess apelowała do podróżnych, by nie siali paniki. Jak można się domyślać, nie przyniosło to zamierzonego skutku. Z relacji Dewoskina wynika, że pasażerowie "oddychali naprawdę szybko i głęboko".

Jeden mężczyzna był tak przerażony, że zaczął przytulać synka i mówić bliskim, że ich kocha - dodaje rozmówca CNN.


DLA CIEBIE
HUAWEI Pura - poznaj nowy smartfon

Przez pierwszą minutę klienci Delta Air Lines nie wiedzieli, co się dzieje. Dopiero po chwili usłyszeli przez głośniki komunikaty wydawane przez załogę. Po awaryjnym lądowaniu w Delcie samolot został przekazany technikom do przeglądu.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Wybrane dla Ciebie