Stołowanie się na polskim wybrzeżu w czasie wakacji może słono kosztować, jednak da się znaleźć miejsca z tanimi daniami.Wygląda na to, że influencerce udało się znaleźć złoty środek, a ceny na paragonie nie były dla niej szokujące.
Obiad nad morzem. Paragon grozy czy cena ok? Ja uważam, że jest ok - napisała na profilu Moje Domowe Jedzenie na Facebooku.
Anna Głowacz za zupę dnia zapłaciła 16 zł, zestaw z kotletem z serem i pieczarkami kosztował ją 35 zł, pierś z kurczaka w zestawie 30 zł, a placek po cygańsku 45 zł. Za dwie porcje dodatkowych frytek łącznie zapłaciła 24 zł.
Z kolei koszt napojów (kawy, wody niegazowanej i dwóch coli) to łącznie 46 zł. Całość wyniosła 196 zł. Co na to internauci? Część osób uznała, że kwota za rodzinny obiad była najzupełniej normalna, zaś inni kwestionowali niektóre z cen.
"Normalny rachunek za obiad, choć ceny napojów straszne", "Ceny ok", "Norma", "Jak za dużo, to można było iść do sklepu", "Średnio się opłacało", "Jedzenie okej, ale napoje... trochę przesada", "Jak za trzy osoby, to okej", "Ja rozumiem, że chcą zarobić, ale te ceny są chore", "To są normalne ceny. Dziwią się ci, którzy nie jadają w restauracjach", "Jak na paragon znad Bałtyku to spoko. W górach ceny są znacznie wyższe", "Ja bym tyle nie dał. Wolę sam sobie zrobić, nawet na urlopie. To przyjemność" - czytamy.
Internauci radzą, jak tanio zjeść nad Bałtykiem
Niektórzy podzielili się własnymi doświadczeniami. Wskazali, że tańsze obiady nad morzem można znaleźć, wybierając lokale położone nieco dalej od głównych deptaków i promenad. Często korzystniejsze ceny oferują miejsca, w których stołują się mieszkańcy, a nie tylko turyści.
"Ja zawsze szukam barów z zestawami dnia, to wychodzi taniej niż dania z regularnego menu", "Trzeba było sprawdzić ceny przed wejściem, jeśli komuś nie odpowiadały", "Im dalej od plaży, tym taniej" - pisali.