"200 m ode mnie walnął dron". Polak jest w Dubaju. Mówi, co się dzieje
Dramatyczna relacja Polaka, który przebywa w Dubaju. Młody mężczyzna relacjonuje przebieg ataku irańskich sił zbrojnych na Zjednoczone Emiraty Arabskie. - 200 metrów ode mnie walnął dron, w hotel obok. To taki huk, jakby cały wieżowiec runął - powiedział mężczyzna.
W odpowiedzi na amerykańsko-izraelski atak na Iran, Teheran odpowiedział atakami na bazy wojskowe USA m.in. w Katarze i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Przebywający w tych krajach Polacy nie czują się bezpiecznie. Po irańskich atakach zamknięte są m.in. lotniska w Dosze i w Dubaju. Doszło do ataku dronowego na dubajski hotel Burdż Al Arab.
Świadkiem tych zdarzeń był młody mężczyzna, który przebywa w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Polak relacjonuje w mediach społecznościowych przebieg działań wojennych. Jak zaznaczył, turyści nie spodziewali się, że rakiety i drony mogą dosięgnąć Dubaj.
Leżałem na plaży. Widziałem wybuch i smugę na niebie. Chwilę później drugi wybuch i znów smuga. Poszedłem na basen popływać. Leżę, a tam pusto. Było niewiele osób. Nagle słyszymy duże "bum" i widzimy czarną chmurę na niebie. Myślę: coś się święci - mówi Polak, opisując przebieg zdarzeń na Instagramie.
Polski turysta dodał, że w tym momencie dowiedział się, że trwa wojna USA i Izraela z Iranem. Chwilę później zauważył, że goście hotelowi panikują.
Ludzie próbują stąd wyjechać, wymeldować się z hotelu. Ja jestem uziemiony. Nie da się stąd wylecieć, lotniska nie działają. Wszystko jest pozamykane. Podobno do 7 marca. Wątpię w to - przewiduje polski turysta.
Młody mężczyzna wyznał, że najadł się strachu, gdy dron uderzył w hotel Burdż Al Arab, niedaleko jego miejsca pobytu.
200 metrów ode mnie uderzył dron, w hotel obok. To był taki huk, jakby cały wieżowiec runął - relacjonuje Polak dodając, że turyści i miejscowi opróżniają sklepy, a w Dubaju panuje chaos.