88-latka chciała wykonać kontrolne badania. Lekarka była zdziwiona
Pani Monika z Poznania w rozmowie z "Faktem" opisała trudności, jakie napotkała, gdy próbowała umówić na kontrolę swoją 88-letnią matkę z guzem tarczycy. Podczas kontaktu z placówką miała paść zaskakująca uwaga dotycząca sensu dalszej diagnostyki w tak zaawansowanym wieku, co wywołało jej oburzenie i poczucie braku empatii wobec starszych pacjentów.
Najważniejsze informacje
- Córka 88-letniej mieszkanki Poznania relacjonuje, że przy zapisie do endokrynologa usłyszała pytanie o sens biopsji w tym wieku.
- Seniorka ma kartę onkologiczną z powodu niezłośliwego guza tarczycy i miała przejść rutynową kontrolę.
- "Fakt" przytacza też historię 70-latka z Wielkopolski, który nie dostał dostępu do nowatorskiego leczenia.
Pani Monika mieszka z mamą, która za kilka miesięcy skończy 89 lat. W rozmowie z "Faktem" przekazała, że seniorka jest samodzielna, korzysta z laptopa, robi przelewy przez internet i sama dojeżdża autobusem do centrum, gdy pozwala pogoda. Dlatego córka pilnuje regularnych badań i nie akceptuje sytuacji, w której sam wiek staje się granicą opieki.
To nie jest kraj dla starych ludzi. Moja mama za kilka miesięcy skończy 89 lat. Owszem, mieszka z nami, ale jest ogólnie sprawna, np. sama robi internetowe przelewy w banku ze swojego laptopa, mailuje i rozmawia za pomocą komunikatorów społecznych z młodszymi o dekadę kuzynkami z Wrocławia i Kanady. Jak pogoda pozwala, sama jeździ autobusem do centrum miasta i ktoś takiemu człowiekowi stawia granicę ochrony jego zdrowia - przekazała "Faktowi" kobieta.
Lekarka zdziwiona, że seniorka z Poznania chciała zrobić sobie badania
Problem pojawił się w pierwszej połowie stycznia, gdy pani Monika chciała zapisać mamę na doroczną wizytę u endokrynologa. Według relacji kobiety po podaniu wieku pacjentki lekarka miała rzucić: - I co, w tym wieku chce jeszcze biopsję? - Pytanie padło przy próbie ustalenia dalszej kontroli.
Sprawa dotyczyła oceny, czy guz na tarczycy nie rośnie. Seniorka ma kartę onkologiczną, choć zmiana jest niezłośliwa. Pani Monika relacjonuje, że w rejestracji nie było już terminów na cały 2026 r., więc usłyszała radę, by spróbować bezpośrednio w gabinecie. Właśnie wtedy doszło do rozmowy z lekarką.
- Wszyscy mają w nosie starszych ludzi - powiedziała w rozmowie z "Faktem" pani Monika z Poznania. Kobieta podkreśliła, że nie prosiła o nic nadzwyczajnego, tylko o zwykłą kontrolę. Ostatecznie udało się umówić mamę do endokrynologa, ale córka ocenia, że cała sytuacja nie powinna wyglądać w ten sposób.
"Fakt" przywołuje też przypadek pana Bogusława z Wielkopolski. W 2024 r. podczas prześwietlenia wykryto u niego zmiany na płucu, a lekarze usunęli guz. Jak wspominał mężczyzna, później usłyszał, że nowatorskie leczenie, dopiero wprowadzane, jest przeznaczone dla młodszych pacjentów i nie ma na nie szans.