Ciężarna Izabela zmarła w szpitalu. Brat: Mam ogromny żal do lekarzy
- Gdy usłyszałem wyrok, poczułem się tak, jakby ktoś wymierzył mi policzek - mówi Michał Zientek, brat Izabeli z Pszczyny. 30-latka zmarła w 2021 roku w wyniku wstrząsu septycznego, będąc w piątym miesiącu ciąży. Lekarze zbyt długo zwlekali z rozwiązaniem ciąży.
Przypomnijmy: we wrześniu 2021 roku Izabela S. zgłosiła się do szpitala powiatowego w Pszczynie. Kobieta w 22. tygodniu ciąży wskazała, że odeszły jej wody płodowe. Pomimo bardzo złego samopoczucia 30-latki, lekarze długo zwlekali z podjęciem decyzji o rozwiązaniu ciąży.
Niestety, skutki okazały się dramatyczne. U pacjentki rozwinęła się sepsa, w wyniku której zmarła niecałe 24 godziny po przyjęciu na oddział. Po śmierci Izabeli na ulice wielu miast wyszły tłumy oburzonych obywateli. Zgon ciężarnej stał się symbolem dramatycznych skutków zaostrzenia prawa aborcyjnego w Polsce.
Ciężarna Izabela zmarła w szpitalu. Brat: "Mam ogromny żal do lekarzy"
Kilka dni temu Sąd Okręgowy w Katowicach (II instancja) wydał prawomocny wyrok, skazując wszystkich lekarzy, którzy zajmowali się tego dnia Izabelą, na kary pozbawienia wolności. Krzysztof P. otrzymał rok więzienia bez zawieszenia, Michał M. - rok i trzy miesiące, a Andrzej P. - rok i sześć miesięcy więzienia.
Gdy usłyszałem wyrok, poczułem się tak, jakby ktoś wymierzył mi policzek. Wiem, że nic nie zwróci mi Izy i nic nie ukoi tego bólu. Ale mam poczucie ogromnej niesprawiedliwości. Gdyby sędziowie choć przez chwilę przeżyli to piekło, które my przeżywamy każdego dnia, spojrzeliby na tę sprawę inaczej. Wymierzyliby wyższe kary pozbawienia wolności - mówi dla o2.pl brat Izabeli, Michał Zientek.
Mężczyzna przyznaje, że "bolało go, gdy w sądzie podczas rozpraw widział twarze oskarżonych lekarzy". - Nie było w nich ani skruchy, ani żalu, ani jednej prawdziwej łzy - tylko kamienne oblicza - mówi. Wskazuje również, że na co dzień "czuje ogromny żal do tych medyków".
Też mają najpewniej żony, siostry, inne bliskie kobiety w swoim otoczeniu, które mogłyby być w ciąży. Mogłyby znaleźć się w skórze Izy. Boli mnie, że nie podjęli właściwych działań i nie wyłamali się ze schematu, który mógł zadecydować o losie Izy. Według biegłych, od momentu przyjęcia siostry na oddział mieli wystarczająco dużo czasu, by mogła zostać uratowana. Dlaczego żaden nie zdecydował o natychmiastowym rozwiązaniu ciąży? - pyta zdruzgotany Michał Zientek.
Izabela z Pszczyny zmarła na skutek sepsy. "Miałem złe przeczucia od samego początku"
Choć od tragedii minęły ponad 4 lata brat 30-latki często wraca myślami do feralnego dnia.
- Był 21 września 2021 roku. Kiedy tylko dowiedziałem się, jak czuje się Iza w szpitalu, bardzo się zaniepokoiłem. Pamiętam, że nawet się popłakałem, miałem jakieś bardzo złe przeczucia. Mama też do niej pisała na komunikatorze, że strasznie się o nią martwi. Iza odpowiedziała jej wtedy trochę z przekąsem: "niech Michał nie przesadza" - wspomina dla o2.pl Michał Zientek.
Mężczyzna wyjaśnia, że o śmierci siostry dowiedział się od szwagra. - Mąż Izy przyjechał do nas i powiedział, co się stało. Byłem w szoku, płakałem. Mimo to ubrałem się i pojechałem zgłosić sprawę na policję. Całą tę machinę ja sam ruszyłem - zaznacza.
Największy żal mam do szpitala w Pszczynie. Mimo decyzji Rzecznika Praw Pacjenta, z tego, co pamiętam, od nikogo nie usłyszeliśmy słowa "przepraszam". To było dla nas bardzo bolesne. Trudne było też dla mnie stanowisko dyrektora szpitala, który podkreślał profesjonalizm lekarzy. Jako rodzina, po tym wszystkim, co się wydarzyło, oczekiwaliśmy przede wszystkim empatii i zwykłego ludzkiego gestu - podaje Zientek dla o2.pl.
Tuż po tragedii, 8 listopada 2021 roku, dyrektor szpitala powiatowego w Pszczynie, Marcin Leśniewski wydał oświadczenie. - W naszym szpitalu przestrzegane są wszystkie standardy postępowania, zaprezentowane przez Ministerstwo Zdrowia. Nienaruszalność tajemnicy lekarskiej nigdy nie pozwoli nam na publiczną obronę przed fałszywymi oskarżeniami formułowanymi w mowie nienawiści - podał.
Presja, wywierana przez bezkarnie krzywdzące opinie, może mieć wpływ na decyzje lekarskie. W związku z tym dla dobra pacjentek i bezpieczeństwa lekarzy zawiesiłem kontrakty naszych kolegów. Dziękując za liczne, choć ciche głosy solidarności, jako lekarz oddziału ginekologiczno-położniczego i dyrektor szpitala pragnę docenić i wesprzeć moich najbliższych współpracowników: położne, lekarzy, salowe oraz wszystkich innych Szpitalników oddanych pacjentom. W stosunku do Bliskich naszej zmarłej pacjentki niezmiennie pozostaję w głębokim współczuciu - napisał.
Brat Izy z Pszczyny o życiu po stracie. Nazywa je "wegetacją"
Michał Zientek każdego dnia myśli o siostrze. - Nasze życie z mamą po śmierci Izy to już tylko wegetacja. Mama, po stracie córki w 2021 roku, przeszła udar i spędziła wiele miesięcy w szpitalu. Dziś jest cieniem dawnej siebie. To już drugie dziecko, które musiała pochować - kilkadziesiąt lat temu, gdy nasza siostra miała zaledwie cztery miesiące, zmarła na wadę serca. Ja również bardzo podupadłem na zdrowiu. Czuję się jak wrak - nie ukrywa.
Mężczyzna ubolewa, gdyż stracił nie tylko ukochaną siostrę, ale też najlepszą przyjaciółkę. - Byłem bardzo blisko związany z Izą. Choć starsza ode mnie tylko o dwa lata, mentalnie wyprzedzała mnie o kilkanaście. Uwielbiałem nasze rozmowy - potrafiła wyciągnąć mnie z najgłębszego dołka. Powtarzała, żebym wierzył w siebie, bo mam w sobie wartość, i zawsze trafnie słuchała, doradzała oraz wyczuwała, czego naprawdę potrzebuję - wspomina dla o2.pl.
Bardzo mi jej brakuje. Wciąż zastanawiam się, jak wyglądałoby jej życie dzisiaj, jak cieszyłaby się, widząc swoją nastoletnią córkę Maję. Być może byłby z nami także jej synek Leon, którego wtedy nosiła pod sercem - mówi Michał Zientek ze łzami w oczach.
Brat 30-latki wspomina o jeszcze jednym, bardzo ważnym aspekcie życia – po śmierci Izy stracił kontakt z jej córką, a także ze swoją ukochaną siostrzenicą. Iza, umierając, osierociła 8-letnią dziewczynkę.
Niestety, mąż Izy szybko założył nową rodzinę i odciął się od nas. Mama i ja bardzo cierpimy z powodu braku kontaktu z córką Izy. Bardzo kochamy Maję i bardzo jej nam brakuje. Mamy nadzieję, że gdy dorośnie, zechce odnowić relacje z nami. Mamy wiele pięknych wspomnień i historii o jej mamie, które chcielibyśmy jej kiedyś opowiedzieć - ubolewa Michał Zientek.
Agnieszka Potoczny-Łagowska, dziennikarka o2.pl