"Czarnobyl jeszcze żyje". Opowiedział o ostatnich mieszkańcach strefy
Autor książki "Ostatni ludzie Czarnobyla" mówi, że strefa to nie tylko historia katastrofy, ale też codzienność tych, którzy tam wrócili. - Doświadczają samotności na zupełnie innym poziomie, ale mają takie same problemy jak my — dodał autor w rozmowie z PAP.
Najważniejsze informacje
- Krystian Machnik mówi w Studiu PAP, że w strefie czarnobylskiej żyje jeszcze 11 samosiołów.
- Autor podkreśla, że katastrofa "dalej tam trwa" przez trwającą dekontaminację i doświadczenia mieszkańców.
- Wojna na Ukrainie przyspieszyła wymieranie wspólnoty samosiołów i zwiększyła ich poczucie zagrożenia.
Pierwsze wyjazdy Krystiana Machnika do strefy wykluczenia zaczynały się od klasycznej ciekawości: awaria reaktora, opuszczona Prypeć, czerwony las. W rozmowie z PAP autor przyznał, że tym, co go interesowało na początku, była sama katastrofa i widok opuszczonego miasta.
To jest bardzo spektakularne i wszyscy chcą to widzieć, chcą to poznać. To całkowicie naturalne. Wówczas ludzie mnie jeszcze nie interesowali. Dopiero po drodze zauważyłem, że Czarnobyl jeszcze żyje - przyznał Machnik.
Eksplozja w Czarnobylu. Moment uderzenia Rosjan w sarkofag
We wsiach strefy zamkniętej żyje już tylko 11 samosiołów. Machnik mówi, że to ostatni świadkowie miejsca, gdzie skutki awarii z 1986 r. są odczuwalne do dziś. Wskazuje na długotrwałą dekontaminację i codzienność, w której każdy spacer przypomina o pustce po sąsiadach wywiezionych przed laty. Jak relacjonuje dla PAP, to życie w cieniu przeszłości, ale też zwykłe troski znane nam wszystkim.
Najbliższa cywilizacja jest kilkadziesiąt kilometrów dalej, a okazuje się, że oni są dokładnie tacy sami jak my, nie różnią się niczym. Mają bardzo podobne zmartwienia, chociaż jest ich więcej — powiedział Machnik, cytowany przez PAP.
Wojna i lęk przed powrotem okupacji
Cytat i liczby mają tu znaczenie także w kontekście wojny. Według relacji Machnika rosyjskie wojska zajęły teren strefy w pierwszych tygodniach inwazji, a grabieże dotknęły ośrodki badawcze i część domów. Strach przed ponownym atakiem sprawił, że część starszych osób wyjechała do rodzin, inni już nie doczekali spokojniejszych czasów. To dlatego liczba samosiołów gwałtownie spadła.
Same walki się tam nie toczyły, ale grabili, co się dało. Tam były ośrodki badawcze, więc komputery czy inne cenne rzeczy można było wywieźć. Samosiołami Rosjanie się nie interesowali, do babuszek nawet nie dojechali. W zonie oczywiście, bo w samym mieście Czarnobyl były takie przypadki - relacjonuje pisarz.
Dlaczego wracali? "Dom" silniejszy niż ostracyzm
Zakończenie tej opowieści nie jest proste, bo dotyczy wyborów z głębi tożsamości. Machnik przypomina, że wielu powracających doświadczało napiętnowania: "bo ty jesteś ten z Czarnobyla". Mimo to decydujące okazało się słowo "dom" – miejsce przodków, groby z tymi samymi nazwiskami, ziemia, z którą związane są całe rody. Dlatego dziś, w przeddzień 40. rocznicy katastrofy, autor mówi, że myśli o strażakach zmarłych na chorobę popromienną i o bohaterach swojej książki, którzy już odeszli.
To są naprawdę ostatni ludzie Czarnobyla. Póki jeszcze żyją, pamiętajmy, że jest ktoś taki – apeluje Machnik w rozmowie z PAP.