Skandal w Opolu. Opiekunka z Ukrainy szarpała dwuletnie dziecko
W żłobku "Autobusik" w Opolu opiekunka pochodząca z Ukrainy miała szarpać ok. dwuletniego chłopca. Dziecko wróciło do domu z krwiakami i siniakami - informuje "Nowa Trybuna Opolska". Dyrektorka placówki zwolniła pracownicę i zawiadomiła policję.
Do zdarzenia doszło w poniedziałek 8 czerwca. W sali przebywało 12 dzieci w wieku ok. dwóch lat, a opiekę sprawowała jedna pracownica. "Nowa Trybuna Opolska" opisuje to, co widać na zabezpieczonym monitoringu.
W pewnym momencie kobieta miała chwycić jednego z chłopców za ramię i gwałtownie pociągnąć go w swoją stronę. Dziecko straciło równowagę, przewróciło się i zaczęło płakać. Chłopiec ponownie podszedł w stronę drzwi. Wtedy opiekunka wstała, chwyciła dziecko i przeniosła je pod filar, a następnie docisnęła do ściany. Obok miała siedzieć dziewczynka, która obserwowała sytuację.
Opiekunka odprowadziła płaczącego chłopca w inne miejsce sali. Rodzice ocenili, że mogło to wyglądać jak izolowanie dziecka od grupy za płacz. Chłopiec miał się wyrywać i próbować wrócić do pozostałych dzieci. Następnie kobieta posadziła chłopca przed sobą i kilka razy energicznie nim potrząsnęła. Później miała zanieść go do łóżeczka i gwałtownie odłożyć, po czym odejść - podaje "NTO".
Rodzice chłopca relacjonowali, że dziecko odebrali ze żłobka dziadkowie, a osoba wydająca dziecko nie przekazała im informacji o jakiejkolwiek niepokojącej sytuacji. Jak tłumaczył ojciec, koszulka zasłaniała ślady i dopiero w domu podczas przebierania zauważono zmianę na ramieniu.
Początkowo bliscy uznali, że może to być ugryzienie, ponieważ w grupie miało być dziecko, które wcześniej przejawiało takie zachowania. Dopiero podczas kąpieli rodzice dostrzegli, że obrażeń jest więcej. Ojciec opisywał też, że układ śladów nie przypominał odcisku zębów, a bardziej ślady po palcach zaciśniętych na ręce.
Rodzice zwracali uwagę, że chłopiec reagował bólem przy próbie dotknięcia ręki i chował ją przed domownikami.
Dyrektorka żłobka Agata Hollek po zapoznaniu się z nagraniem miała podjąć decyzję o natychmiastowym zwolnieniu pracownicy pochodzącej z Ukrainy i zgłoszeniu sprawy na policję. Podkreślała przy tym, że placówka nie próbowała ukrywać zdarzenia.
Ta sytuacja jest absolutnie niedopuszczalna i karygodna. Taka osoba nie mogła dalej pracować z dziećmi. Natychmiast została zwolniona, a sprawa została zgłoszona policji. Nie było żadnej próby tuszowania tego zdarzenia - mówiła "NTO" dyrektorka.
Kobieta pracowała w placówce od około dwóch lat i wcześniej nie wpływały na nią skargi od rodziców. Jeszcze niedawno na stronie internetowej żłobka przekonywała, że każde dziecko jest dla niej skarbem wymagającym troski, wsparcia i szacunku.
Sprawą zajmuje się Komenda Miejska Policji w Opolu. Ukraince może grozić teraz od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.
9 czerwca zostało złożone zawiadomienie. Zabezpieczyliśmy monitoring i prowadzimy czynności wyjaśniające. Postępowanie prowadzone jest w kierunku artykułu 160 paragrafu 2 Kodeksu karnego, czyli narażenia osoby pozostającej pod opieką na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu - informuje "NTO" asp. Przemysław Kędzior, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Opolu.