Dostała wsparcie z funduszu, ale firma zawiodła. Teraz pieniądze musi oddać sama
Samotna matka ze świętokrzyskiego ma oddać prawie 60 tys. zł z programu Czyste Powietrze, choć firma nie wykonała żadnych prac. Według doniesień programu "Interwencja" wykonawca pobrał zaliczkę, zerwał kontakt i przesłał do funduszu faktury za rzekomo zakończony remont.
Najważniejsze informacje
- Mieszkanka Łęgu podpisała z firmą umowę i pełnomocnictwo do pobierania dotacji z programu Czyste Powietrze.
- Na konto wykonawcy trafiło najpierw 28 tys. zł, a dwa dni później kolejne 20 tys. zł.
- Fundusz wskazuje, że zwrot zaliczki z odsetkami obciąża beneficjentkę, a nie wykonawcę.
Pani Renata Wiszniewska mieszka w Łęgu w woj. świętokrzyskim z trzema córkami, w tym z 11-letnią Julią z niepełnosprawnością. Dom wymaga ocieplenia i wymiany starego pieca, ale kobieta musiała przerwać pracę, by opiekować się dzieckiem. W programie "Interwencja" przekazano, że to właśnie dlatego dwa lata temu zdecydowała się sięgnąć po wsparcie z programu Czyste Powietrze.
Kobieta zaufała firmie z Warszawy, która miała załatwić formalności i wykonać remont. Podpisała umowę oraz pełnomocnictwo, dzięki któremu wykonawca mógł pobierać środki z funduszu w Kielcach. - Dostali zaliczkę, a jak przyszedł termin realizacji, to wszystko prysło - opowiada Renata Wiszniewska.
Jak firma pobrała pieniądze z programu?
Z relacji pani Renaty wynika, że fundusz przelał firmie najpierw 28 tys. zł, a po dwóch dniach kolejne 20 tys. zł. Mijały miesiące, lecz prace nawet się nie zaczęły. Gdy kobieta próbowała skontaktować się z wykonawcą, telefony milczały. Kilka tygodni temu firma rozwiązała z nią umowę, nie wykonując żadnego etapu inwestycji.
Najpoważniejszy problem pojawił się później. Do funduszu miały trafić faktury za ukończone prace, choć - jak twierdzi mieszkanka Łęgu - na miejscu nie było ekipy budowlanej. Teraz to ona ma zwrócić prawie 60 tys. zł. - Pytałam w Funduszu, jakie to faktury, jak u mnie nikogo nie było - wskazuje pani Renata.
Dlaczego zwrot obciąża beneficjentkę
W pisemnym stanowisku Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Kielcach podkreślił, że nie łączy go stosunek prawny z wykonawcą. "Wykonawcę nie łączy żaden stosunek prawny i Fundusz nie jest uprawniony do dochodzenia należności bezpośrednio od wykonawcy. Beneficjent zobowiązany jest do zwrotu wypłaconej zaliczki wraz z odsetkami" - czytamy w oświadczeniu Anny Jurek.
Sprawa trafiła do prokuratury, bo pani Renata utrzymuje się ze świadczenia na rzecz osób niepełnosprawnych i nie ma środków na spłatę takiego długu. Jest też zapowiedź zmian dla osób poszkodowanych w programie. Robert Gajda z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej przekazał, że rząd proceduje specustawę dla beneficjentów, od których firmy wyłudziły pieniądze.