Dramat na komunii pod Warszawą. "Frytki po trzech godzinach"
Rodzice dzieci komunijnych opisują, że w restauracji pod Warszawą zabrakło jedzenia, a obsługa nie panowała nad sytuacją. Jak wynika z reportażu TVN Uwaga, tego samego dnia w lokalu zorganizowano znacznie więcej przyjęć, niż pierwotnie zapowiadano.
Najważniejsze informacje
- 9 maja w restauracji pod Warszawą odbyło się łącznie 10 przyjęć komunijnych, a w jednej sali miało być ponad 300 osób.
- Rodzice relacjonują braki w zamówionych daniach, długie przerwy w podawaniu posiłków i brak kontaktu z obsługą.
- Właścicielka lokalu tłumaczyła problemy nieobecnością dziewięciu pracowników, a właściciel nieruchomości mówi o zaległościach i sporze o lokal.
Organizowanie komunii świętej w Polsce dla wielu rodzin stało się źródłem dużego stresu, napięć i nieporozumień. Jeszcze kilkanaście lat temu uroczystość kojarzyła się głównie z przeżyciem religijnym i skromnym spotkaniem rodzinnym. Dziś coraz częściej przypomina wydarzenie, które wymaga wielomiesięcznych przygotowań, wysokich wydatków i ciągłego porównywania się z innymi.
W reportażu TVN Uwaga kilka rodzin opowiedziało o problemach podczas przyjęcia komunijnego w restauracji. Rodzice twierdzą, że przed uroczystością zapewniano ich o dobrej organizacji, dużej ilości jedzenia i profesjonalnej obsłudze. Na miejscu miało jednak panować duże zamieszanie, tłok i nerwowa atmosfera. Goście skarżyli się także na chaos oraz problemy z obsługą podczas komunii.
Były nerwy, płacz i wstyd. Spowodowało to, że w pewnym momencie wręcz unikałam córki, żeby nie widziała mnie w takim stanie - mówiła dla TVN Uwaga pani Anna, matka dziecka, które przystąpiło do komunii.
13 lat po „Kuchennych rewolucjach”. Sprawdziłam kultową Tapas Rybkę w Gdańsku
9 maja tego roku pani Anna zorganizowała feralną imprezę w jednej z restauracji pod Warszawą. Początkowo właścicielka lokalu sprawiała bardzo dobre wrażenie – wydawała się konkretna, rzeczowa i profesjonalna. Jak wspomina pani Anna, roztoczyła przed klientami wizję wręcz wymarzonej komunii. Goście mieli być oddzieleni parawanami, do dyspozycji miał być również osobny stół z kawą, herbatą i ciastami.
Według relacji uczestników zamiast kilku uroczystości zaplanowanych na jeden dzień w lokalu zorganizowano aż 10 komunii. Jedna sala szybko wypełniła się gośćmi.
Zamiast czterech komunii, w jednym obiekcie odbyło się aż dziesięć. Jedna sala szybko zapełniła się tłumem ponad trzystu osób - mówiła w materiale jedna z matek.
Rodzice opisują, że nie dostali części zamówionych potraw, a kolejne dania kończyły się zanim trafiły na wszystkie stoły.
Rosół się skończył, krem z białych warzyw też się skończył, wciśnięto nam flaki, które już były niesmaczne, wielokrotnie podgrzewane - relacjonowała pani Katarzyna. Dodała też, że dzieci po trzech godzinach dostały jedynie miskę frytek do podziału.
W reportażu pokazano również relacje byłych pracowników restauracji. Według nich w dniu komunii liczba przyjęć była większa, niż wcześniej planowano, co miało powodować chaos i problemy z obsługą gości. Część rodzin miała samodzielnie przenosić talerze i pomagać przy organizacji przyjęcia z powodu braków kadrowych.
Właścicielka restauracji przyznała, że podczas komunii pojawiły się problemy organizacyjne związane z nieobecnością części pracowników. Byli członkowie obsługi twierdzą jednak, że pojawiały się również problemy z wypłatą wynagrodzeń za pracę podczas uroczystości.
Spór o lokal i problem z odzyskaniem pieniędzy
TVN Uwaga poruszył także spór między dzierżawcami restauracji a właścicielem nieruchomości. Anna S. twierdziła, że problemy z organizacją komunii miały być związane z konfliktem z właścicielem lokalu oraz sytuacją wokół restauracji. Według niej część pracowników miała zostać wyproszona z terenu obiektu.
Właściciel nieruchomości Piotr Drohomirecki temu zaprzeczał i mówił o zaległościach finansowych. Jak wskazał, od dwóch lat nie płacono czynszu dzierżawnego w wysokości 20 tys. zł miesięcznie, a sądowe wypowiedzenie umowy miało być skuteczne.
Twierdzi również, że umowa została wcześniej wypowiedziana przez sąd, a firma nie powinna już prowadzić działalności w tym miejscu. Rodzice, którzy organizowali tam komunie, obawiają się teraz problemów z odzyskaniem pieniędzy za przyjęcia.
Jak podkreśla pani Katarzyna, właścicielka restauracji do dziś nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności za całą sytuację. – Ona kompletnie nie widzi winy po swojej stronie. To, że przeżyliśmy jeden z najgorszych dni w naszym życiu, w ogóle jej nie obchodzi. Nigdy nie usłyszeliśmy nawet słowa "przepraszam" – mówi rozgoryczona kobieta.
Komunia święta w Polsce przestała być dla wielu rodzin jedynie uroczystością religijną. Stała się wydarzeniem społecznym, które wiąże się z oczekiwaniami, wydatkami i stresem.