oprac. Kamil Różycki| 

Dramat na plebanii. "Ksiądz nie chciał nas dopuścić"

279

Głodne i chore psy u jednego z księży zaobserwowali mieszkańcy wsi Irządze na Śląsku. O sprawie postanowili powiadomić Fundację Zwierz, która natychmiast podjęła się interwencji. Niestety, wolontariusze spotkali się z ogromnym sprzeciwem proboszcza, który oddał im tylko jednego psa.

Dramat na plebanii. "Ksiądz nie chciał nas dopuścić"
Dramat na plebanii. (Google Maps)

Nietypowe zgłoszenie odebrała przed kilkoma dniami Fundacja Zwierz, którą mieszkańcy Irządzy powiadomili o kilku chorych psach. Jak dowiedzieli się chwilę później wolontariusze, były one własnością tamtejszego proboszcza parafii św. Wacława.

Na miejsce udało się kilka osób, by sprawdzić, czy doniesienia są prawdziwe. Jak się okazało, duchowny na plebanii trzymał kilka owczarków niemieckich. Te były bardzo zaniedbane, chore i wygłodzone. Niestety, pomimo chęci pomocy zwierzętom, na drodze wolontariuszy stanął proboszcz, który pokazał pismo z weterynarii o pozytywnym stanie zdrowia psów.

Ksiądz nie chciał nas dopuścić do psów, pokazał pismo państwowej Inspekcji weterynaryjnej sprzed dwóch tygodni, z której wynika, że nic się nie dzieje złego. Ale na własne oczy widzieliśmy, że te zwierzęta są zaniedbane — mówi w rozmowie z "Faktem" technik weterynaryjny Oliwia Kwela, z Fundacji Zwierz z Bierunia.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: To miał być zwykły spacer. Niebezpieczne odkrycie w lesie

Fundacja zabrała owczarka w krytycznym stanie

Widząc cierpienie zwierząt, wolontariusze jednak nie odpuścili i w czwartek 6 czerwca ponownie wrócili pod plebanię. Bo długich rozmowach udało się przekonać duchownego do oddania jednego z psów, który wykazywał objawy choroby nowotworowej.

Dzisiaj ksiądz wreszcie okazał skruchę i zgodził się nam go oddać. Stan 7-letniego owczarka Rokyego jest poważny, to zaawansowana choroba skóry, która toczy jego organizm od kilku miesięcy. Pies nie był leczony, ma nużycę, świerzbowca i nowotorowe zmiany na całym ciele. Natychmiast wymaga pomocy — dodała Oliwia Kwela.

Stan psa był tak zły, że nie był on w stanie samodzielnie opuścić posesji. Teraz zajmą się nim weterynarze i inni specjaliści, podczas gdy pozostałymi psami zajmie się proboszcz. W rozmowie z działaczami fundacji zadeklarował on zastosowanie zaleceń, które od nich otrzymał.

Oceń jakość naszego artykułu:

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Zobacz także:
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem stronyKliknij tutaj, aby wyświetlić