Dramat na S5. Dotarliśmy do kierowcy. "Mieliśmy ogromną dziurę"
- Wszystko działo się bardzo szybko - relacjonuje w rozmowie z o2.pl pan Grzegorz. W jego Audi uderzyła bryła lodu, która spadła z naczepy samochodu ciężarowego. W wyniku zdarzenia poszkodowana została pasażerka. Lekarze walczą o jej wzrok.
Dramatyczny incydent, do którego doszło 6 stycznia o godz. 17:20 na trasie S5 w okolicy MOP Pierzyska (woj. wielkopolskie), w sieci nagłośniła pani Roksana, siostra poszkodowanej. "Lód z naczepy tira uderzył w samochód osobowy. Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia. Proszę o udostępnianie, może znajomi znajomych mieli kamerki w samochodzie. Trzeba znaleźć sprawcę! Lekarze walczą o wzrok mojej siostry!" - podkreśliła na Facebooku.
Dotarliśmy do kierowcy Audi. Pan Grzegorz, pytany o dramat na S5, podkreślił, że "wszystko działo się bardzo szybko". - Generalnie byłem zaskoczony, bo sam nie zauważyłem lecącego lodu. Z tego, co wiem, moja dziewczyna dostrzegła go w ostatnim momencie. Nie było szans na reakcję - zaznaczył.
Jak psychodeliki działają na nasz mózg? Specjalista nie owijał w bawełnę
W mediach i komunikacie policji pojawiła się hipoteza, że kierowca ciężarówki mógł nie zauważyć, że bryła lodu z jego naczepy uderzyła w szybę osobówki. Innego zdania jest kierowca Audi. - Uważam, że musiał to widzieć. To się wydarzyło w momencie, gdy dopiero zaczęliśmy go wyprzedzać, a coś takiego jednak widać. Moim zdaniem nie mógł tego nie zauważyć - dodał pan Grzegorz.
A jak zachował się bezpośrednio po incydencie? - Dokończyłem manewr wyprzedzania, a następnie zjechałem za ciężarówkę i zwolniłem, ile się dało. Mieliśmy ogromną dziurę w samochodzie. Od parkingu dzielił nas około kilometr, więc dojechałem i zatrzymałem tam auto. Jednocześnie wezwana została karetka pogotowia - kontynuował.
Pasażerka wciąż przebywa w szpitalu
Dziewczyna pana Grzegorza nadal przebywa w szpitalu. - Realizowane są różne badania. Nic konkretnego nie możemy powiedzieć. W 100 proc. na pewno nie będzie widziała na lewe oko - dodał nasz rozmówca.
Na ten moment jednym z priorytetów jest ustalenie kierowcy samochodu ciężarowego. - To na pewno był ciągnik siodłowy z naczepą, najprawdopodobniej naczepa była biała. Ale szczerze mówiąc, nie dam sobie ręki uciąć, bo nie zwróciłem na to uwagi - zaznaczył pan Grzegorz.
Na razie nie mamy żadnych informacji od świadków, żadnych nagrań. Wystąpiłem do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad o udostępnienie zapisu monitoringu i czekam na odpowiedź - podsumował.
Sprawą zajmuje się Komenda Powiatowa Policji w Gnieźnie. Osoby, które mogą pomóc w ustaleniu sprawcy, powinny kontaktować się z tą placówką.
Funkcjonariusze przypominają, że w przypadku, gdy nieodśnieżony pojazd przyczyni się do spowodowania zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym innym uczestnikom ruchu lub pasażerom, kierujący naraża się na konsekwencje prawne z artykułu 86 §1 kodeksu wykroczeń, które przewidują mandat karny nie niższy niż 1500 złotych lub sprawa może być skierowana do sądu. Kiedy pokrzywdzony poniesie poważne obrażenia, a zdarzenie zostanie zakwalifikowane jako wypadek, sprawca odpowie za przestępstwo z artykułu 177 kodeksu karnego, za które może grozić do 3 lat, a gdy następstwem wypadku jest śmierć, nawet do 8 lat - podkreśla Komenda Powiatowa Policji w Gnieźnie na Facebooku
Mateusz Domański, dziennikarz o2.pl