Dwa razy trafiła na SOR, ale pomocy nie dostała. 36-latka walczy o zdrowie
36-letnia Natalia Parkietna z Dąbrowy Górniczej trafiła dwa razy na SOR z silnym bólem związanym z kamicą pęcherzyka żółciowego, ale nie została przyjęta na oddział na zabieg. Jak podaje "Fakt", kobieta szuka teraz lekarza, który wystawi jej skierowanie na operację.
Najważniejsze informacje
- Natalia Parkietna była dwa razy na SOR w Zagłębiowskim Centrum Onkologii w Dąbrowie Górniczej, a mimo pilnego skierowania zabiegu nie wykonano.
- Pacjentka relacjonuje, że ma złogi wielkości ok. 3 cm i przyjmowała coraz silniejsze leki przeciwbólowe.
- Szpital w pisemnej odpowiedzi dla "Faktu" powołuje się m.in. na przepisy o ochronie danych i wskazuje, że terminy ustala się indywidualnie.
36-letnia mieszkanka Dąbrowy Górniczej od kilku tygodni zmaga się z silnym bólem, który utrudnia jej codzienne życie. Jak podaje "Fakt", kobieta wielokrotnie szukała pomocy w różnych placówkach medycznych. Pierwszy raz trafiła na SOR w Dąbrowie Górniczej w nocy z 28 na 29 maja.
Według jej relacji lekarze wykonali badanie USG, które wykazało kamicę pęcherzyka żółciowego. Złogi miały osiągnąć nawet około 3 centymetrów, co mogło być przyczyną nawracających dolegliwości bólowych.
Pacjentka twierdzi, że po diagnozie otrzymała skierowanie do poradni chirurgii ogólnej, jednak nie została przyjęta na oddział szpitalny.
3-latek stał na parapecie trzeciego piętra. Sekundy dzieliły od tragedii. Jest nagranie
SOR w Dąbrowie Górniczej i problem ze skierowaniem
Kobieta opisuje, że w jednej z dąbrowskich poradni usłyszała, iż lekarz nie zajmuje się takimi przypadkami i odesłał ją dalej. Gdy próbowała zarejestrować się w poradni przyszpitalnej, było już po godzinach, ale dzięki ochronie miała porozmawiać z lekarzem telefonicznie.
Z tej rozmowy zapamiętała przede wszystkim dwie informacje: że z kamieniami można żyć oraz że czas oczekiwania na zabieg ma wynosić ponad rok. Dzień później ponownie trafiła na SOR; relacjonuje, że wymiotowała i dostawała silne leki przeciwbólowe także w karetce.
Twierdzono nawet, że symuluję ból - wspomina. Szpital opuściła 10 czerwca.
Zagłębiowskie Centrum Onkologii nie odpowiedziało na pytania o szczegóły konkretnego pobytu pacjentki, powołując się na przepisy.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa szpital nie jest uprawniony do udzielania osobom trzecim, w tym przedstawicielom mediów, informacji dotyczących stanu zdrowia pacjentów, przebiegu diagnostyki, leczenia, hospitalizacji ani dokumentacji medycznej konkretnej osoby - przekazał "Faktowi" Tomasz Burek z działu kontaktu z mediami.
W kolejnym piśmie szpital wskazał, że terminy zabiegów zależą m.in. od stanu pacjenta i możliwości organizacyjnych. Tymczasem kobieta, jak opisano, umówiła wizytę u chirurga w Sosnowcu na 23 czerwca i liczy, że tym razem uzyska skierowanie. Redakcja "Faktu" informuje też, że zwróciła się o stanowisko do NFZ w sprawie pomocy pacjentce oraz dostępu do chirurgów ogólnych; odpowiedź nie była jeszcze znana.