Filmowe sceny kontra rzeczywistość. Podróż dyliżansem była koszmarem
Badanie z University of Exeter pokazuje, że podróże dyliżansem w dawnej Anglii częściej oznaczały mdłości i tłok niż romantyczną przygodę. Jak podaje PAP, naukowcy oparli wnioski na listach, dziennikach i dawnych tekstach medycznych.
Najważniejsze informacje
- Badacze przeanalizowali relacje z XVII i XVIII wieku oraz dawne teksty medyczne.
- Pasażerowie skarżyli się na wyboiste drogi, chorobę lokomocyjną i brak wygody.
- Autorzy badania uznali, że filmowy obraz podróży po dawnej Anglii ma niewiele wspólnego z realiami.
Zespół z University of Exeter sprawdził, jak naprawdę wyglądała jazda dyliżansem w dawnej Anglii. Badacze sięgnęli do prywatnych listów, pamiętników i tekstów medycznych z XVII i XVIII wieku. Z tych materiałów wyłania się obraz podróży męczącej, nieprzyjemnej i często zwyczajnie trudnej do zniesienia. Cytowany przez PAP autor badania dr Alun Withey podkreśla, że popularne wyobrażenie o dyliżansach niewiele ma wspólnego z codziennym doświadczeniem pasażerów.
Kiedy ludzie myślą o dyliżansach, przywołują romantyczne obrazy znane z telewizyjnych dramatów kostiumowych. W rzeczywistości jednak podróżowanie komercyjnymi dyliżansami często było nieprzyjemne i fizycznie niewygodne - mówi badacz.
Niesamowite odkrycie pod Notre Dame. "Wykopaliska stulecia"
Choroba lokomocyjna i fatalne drogi
Wnioski z badania pokazują też, że choroba lokomocyjna nie jest wyłącznie współczesną dolegliwością. Już ponad 200 lat temu podróżni opisywali mdłości po wielogodzinnej jeździe. Dr Withey zaznacza, że przejazd bywał trzęsący i szarpiący, a drogi przy dobrej pogodzie były nierówne i wyboiste, zaś przy złej stawały się zwyczajnie niebezpieczne.
Ślady tego widać w dawnych relacjach. Anne Lister w 1822 r. pisała, że po jeździe była "straszliwie wytrzęsiona", a innym razem "okropnie wytrzęsiona". Z kolei John Locke skarżył się ojcu w 1656 r., że podczas trzydniowej podróży zniósł "tysiące ściśnięć" i odczuwał mdłości, siedząc w tłoku z sześcioma innymi pasażerami.
Tłok, zapachy i brak prywatności
Problemem nie była tylko sama droga. Pasażerowie spędzali długie godziny w ścisku, wśród hałasu, kaszlu i nieprzyjemnych zapachów. Badacze zwracają uwagę, że dla wielu osób trudne było także naruszenie prywatnej przestrzeni oraz konieczność siedzenia bardzo blisko obcych, w tym osób innej płci albo z niższych klas społecznych.
W materiałach znalazł się też głos Sophii Hoare, która po podróży przez południową Walię w 1809 r. napisała, że była "serdecznie zmęczona trzęsieniem i podrzucaniem w naszym nędznym pojeździe". Lekarze z tamtej epoki spierali się, czy taki ruch pomaga organizmowi, czy mu szkodzi. Sam dr Withey ocenia, że podróż dyliżansem potrafiła być silnym obciążeniem dla ciała i zmysłów.