Gorzkie słowa księdza. Tak mówi o kolędzie. "Idę tylko tam, gdzie mnie chcą"
Wpis ks. Jarosława Chlebdy o kolędzie wybrzmiał wyjątkowo mocno i gorzko. Duchowny bez ogródek pisze o zmęczeniu statystykami, medialnymi ocenami i zamykanymi drzwiami. Podkreśla, że kolęda ma sens tylko tam, gdzie jest prawdziwie oczekiwana.
Ksiądz Jarosław Chlebda opublikował w mediach społecznościowych wpis, który wywołał szeroką dyskusję na temat sensu i formy wizyty duszpasterskiej. W jednym ze zdań wyraźnie pobrzmiewa gorycz i zmęczenie rzeczywistością, z jaką coraz częściej mierzą się duchowni.
Ja idę już tylko tam, gdzie na pewno mnie chcą i czekają. Bo kolęda to nie statystyka ani sonda – to spotkanie – napisał kapłan, wskazując, że wizyta duszpasterska traci sens, gdy staje się obowiązkiem lub liczbą w parafialnym zestawieniu.
Rewolucja w kolędzie. Ksiądz zobaczy, ile dajemy w "kopercie"
"Najtrudniejszą robotę mają ministranci"
W dalszej części wpisu ks. Chlebda zwraca uwagę na aspekt, o którym rzadko mówi się publicznie. Jego zdaniem to ministranci najlepiej wiedzą, jak naprawdę wygląda kolęda.
"Dzwonią, pukają i pytają, kto przyjmie, a czasami słyszą też, dlaczego nie" – zauważa duchowny. Podkreśla, że wizyta duszpasterska jest pracą zespołową i zawsze zaczyna się od odwagi zapukania do drzwi. W jego ocenie problemem jest sprowadzanie kolędy do medialnych ocen, statystyk i opinii "ekspertów", którzy często nie mają z nią bezpośredniego kontaktu.
Kończy się kolęda, zaczynają podsumowania
Powoli dobiegają końca tegoroczne wizyty duszpasterskie w polskich domach. Księża w całym kraju dzielą się wnioskami, a obraz kolędy okazuje się bardzo zróżnicowany. W jednych parafiach zainteresowanie było duże, w innych – wyraźnie mniejsze. Coraz częściej pojawia się pytanie, czy tradycyjny obrzęd ma dziś jeszcze to samo znaczenie, co przed laty.
Kolęda w liczbach – rekordy i kontrasty
Różnice widać także w finansowym wymiarze wizyt duszpasterskich. Parafia w Tykocinie zebrała ponad 201 tys. zł, co uznawane jest za jeden z najwyższych wyników w kraju. Z kolei Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Zakopanem zgromadziło około 47 tys. zł. Proboszczowie podkreślają jednak, że ofiary są przede wszystkim wyrazem zaangażowania wiernych, a nie "opłatą" za wizytę.
Zaskakujący zwrot akcji w Bobrowicach
Nietypowe rozwiązanie zastosowano w parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Bobrowicach. To ksiądz wręczał wiernym koperty, tłumacząc, że tradycyjnie są one formą wsparcia Seminarium Duchownego. Choć dla wielu była to odwrócona logika kolędy, parafia i tak odnotowała znaczący dochód z wizyt duszpasterskich.
Pieniądze a sens wizyty duszpasterskiej
Dane pokazują, że około 34,4 proc. wiernych przekazuje podczas kolędy ofiary w wysokości od 50 do 200 zł, natomiast blisko 18 proc. nie daje pieniędzy wcale. Konferencja Episkopatu Polski konsekwentnie przypomina, że kolęda nie ma cennika, a jej istotą jest spotkanie, modlitwa i rozmowa, a nie kwestia finansowa.
Rezygnacja z kopert i nowe podejście
O duchowym wymiarze kolędy mówi także ks. Daniel Wachowiak z Koziegłów, który zdecydował się całkowicie zrezygnować z przyjmowania kopert. "Kolęda nie może kojarzyć się z pieniędzmi" – podkreśla. Jak zaznacza, ta decyzja nie osłabiła wsparcia ze strony wiernych, a wręcz wzmocniła relacje we wspólnocie.
Choć kolęda zmienia swoją formę i wywołuje coraz więcej emocji, nadal pozostaje ważnym elementem życia wielu polskich rodzin. Dla jednych jest sprawdzianem tradycji, dla innych – okazją do szczerego spotkania.