Influencer popłynął na zakazaną wyspę. Grozi mu pięć lat więzienia
Amerykanin Mykhailo Viktorovych Polyakov usłyszał zarzuty po nielegalnym dopłynięciu na wyspę Północny Sentinel w archipelagu Andamanów i Nikobarów. Jak informuje LADbible, próbował zwrócić uwagę żyjących tam Sentinelczyków, a 29 kwietnia ponownie ma stanąć przed sądem.
Sprawa dotyczy wejścia na objętą ścisłym zakazem wyspę w Zatoce Bengalskiej. Północny Sentinel należy do archipelagu Andamanów i Nikobarów. Prawo zabrania odwiedzin oraz zbliżania się do brzegu na odległość mniejszą niż trzy mile, by chronić Sentinelczyków żyjących w izolacji od tysięcy lat.
Według relacji opisanej przez LADbible Polyakov w marcu 2025 r. dopłynął tam łodzią, bo chciał nagrać materiał w strefie o najwyższym poziomie ograniczeń. Na plaży spędził ok. godziny. Miał gwizdać, by zwrócić uwagę mieszkańców wyspy.
Influencer popłynął na zakazaną wyspę. Grozi mu pięć lat więzienia
Gdy nikt się nie pojawił, mężczyzna zostawił na miejscu puszkę Diet Coke i kokos, a potem wrócił na łódź z nagraniem. Zauważyli go miejscowi rybacy. To oni powiadomili służby, które zatrzymały go w Port Blair.
Indyjskie organy ścigania zarzucają mu wejście do zakazanego rezerwatu plemiennego i złamanie przepisów, które zabraniają osobom z zewnątrz kontaktów z Sentinelczykami. Jeśli sąd uzna go za winnego, grozi mu do pięciu lat więzienia. Kolejny termin rozprawy wyznaczono na 29 kwietnia.
Starszy oficer policji Hargobinder Singh Dhaliwal przekazał, że Polyakov przez kilka dni planował dotarcie na wyspę i nawiązanie kontaktu z tym ludem. Według policji jego działania naraziły na niebezpieczeństwo samych Sentinelczyków i ich sposób życia, który prawo ma chronić.
Dlaczego kontakt z Sentinelczykami jest zakazany?
Ludzie żyjący na Północnym Sentinelu od lat jasno pokazują, że nie chcą obcych. Według opisu w źródłowym materiale reagują agresją na osoby zbliżające się do ich terytorium i używają łuków, strzał oraz włóczni.
"Ten człowiek naraził na niebezpieczeństwo nie tylko siebie, ale także całą społeczność Sentinelczyków" - napisała w oświadczeniu dyrektorka Survival International Caroline Pearce. Organizacja broni praw ludów rdzennych i uznała próbę kontaktu za skrajnie nieodpowiedzialną.
Pearce przypomniała też wydarzenia z 2018 r. Wtedy Amerykanin John Allen Chau zginął po wylądowaniu na wyspie, dokąd przybył, by nawracać mieszkańców na chrześcijaństwo. Dyrektorka oceniła, że samo dopuszczenie do kolejnego wejścia na Północny Sentinel jest bardzo niepokojące.
Survival International podkreśla, że największym zagrożeniem przy takim kontakcie są choroby zakaźne, na które odizolowany lud może nie mieć odporności. Jednocześnie organizacja twierdzi, że ogólny stan zdrowia Sentinelczyków jest bardzo dobry, a ważnym wyzwaniem pozostaje dostęp do żywności zależny od pogody.