58-letni Tim Friede z Wisconsin przez blisko 20 lat testował granice ludzkiej odporności. Zaczynał od podawania sobie małych dawek jadu, a później pozwalał, by kąsały go wyjątkowo niebezpieczne gatunki, w tym kobry, mamby i inland taipan.
Swój eksperyment prowadził we własnej piwnicy, gdzie trzymał 60 węży. W 2001 r. w ciągu godziny ukąsiły go dwie silnie jadowite kobry. Mężczyzna stracił przytomność, na kilka dni zapadł w śpiączkę i ledwo przeżył.
Ukąszenia węży i skutki eksperymentu Tima Friede
Na tym nie skończyły się konsekwencje. Friede wielokrotnie przechodził groźne wstrząsy alergiczne. Jeden z palców niemal trzeba było amputować, gdy zrobił się czarny, a jad kobry uszkodził także jego tkankę mięśniową.
Według danych przytoczonych przez "Bild" węże kąsają co roku na świecie nawet 5,5 mln ludzi. Około 138 tys. osób umiera, a setki tysięcy doznają ciężkich, trwałych obrażeń. Najmocniej problem dotyka uboższe części Afryki i Azji.
Krew Tima Friede może pomóc w stworzeniu antidotum
Dziś Amerykanin współpracuje z firmą biotechnologiczną Centivax. Wstępne badania wskazują, że jego krew zawiera przeciwciała zdolne neutralizować jad 19 gatunków węży. Naukowcy liczą, że na tej podstawie powstanie antidotum o szerszym działaniu.
Pierwsze testy na zwierzętach mają ruszyć jeszcze w tym roku. Friede zakończył już swój skrajny eksperyment i nie trzyma w piwnicy węży. Jak wynika z relacji "Bild", uważa jednak, że ryzyko miało sens, bo stawką było ratowanie ludzkiego życia.