aktualizacja 

Straszna śmierć w szpitalu. Pytania rodziny po tragedii w Częstochowie

137

35-letni Arkadiusz M. pojechał do szpitala w Częstochowie, by otrzymać pomoc. Nikt nie spodziewał się, że pobyt w placówce zamieni się w piekło. W sali, w której leżał mężczyzna, wybuchł pożar. Pacjent spłonął żywcem. Rodzina 35-latka nie może pogodzić się z tragedią. - To jest jak koszmarny sen - mówi siostra zmarłego.

Straszna śmierć w szpitalu. Pytania rodziny po tragedii w Częstochowie
W wyniku zdarzenia zmarły dwie osoby (Facebook, Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej w Częstochowie)

Pan Arkadiusz z Aleksandrii Drugiej (woj. śląskie) trafił na oddział neurologii Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy ul. PCK w Częstochowie w ubiegłą niedzielę wieczorem. Wypis miał otrzymać w czwartek po zakończonej obserwacji, niestety los chciał inaczej. Mężczyźnie nie było dane opuścić placówki.

Częstochowa. 35-latek zmarł w męczarniach

W środę po południu 35-latka na oddziale odwiedziła siostra z mężem. Kobieta wspomina, że z bratem nie było kontaktu, spał po dużej dawca leków. Pół godziny po jej wyjściu w szpitalu rozegrał się dramat.

W sali, w której leżał pan Arkadiusz, wybuchł pożar. Straży pożarnej udało się opanować żywioł w blisko pół godziny, lecz na ratunek dla mężczyzny było już za późno. 35-latek zmarł na miejscu.

Oprócz pana Arkadiusza w pomieszczeniu znajdował się jeszcze 50-letni pacjent. Mężczyzna wyszedł z pożaru żywy, ale w skrajnie ciężkim stanie. Miał poparzone 85 proc. ciała. Obrażenia okazały się zbyt rozległe, 50-latek zmarł dzień później.

Nie jest pewne, czy mężczyźni byli przypięci do łóżek pasami i nie byli w stanie uciekać przed ogniem. Jak na razie dokładna przyczyna wybuchu pożaru również nie jest znana. Sprawą zajęła się prokuratura, śledczy podejrzewają zaprószenie ognia, możliwe, że przez niedopałek papierosa. Rodzina 35-latka próbuje zrozumieć, co tak naprawdę wydarzyło się w szpitalu tego fatalnego dnia.

To jest jak koszmarny sen. W tej sprawie jest tyle niewiadomych. Jeśli ten mężczyzna obok był przywiązany również do łóżka to jakim cudem i skąd miał zapalniczkę lub zapałki, by zapalić papierosa. A może zrobił to celowo, by podpalić salę? - zastanawia się siostra zmarłego w rozmowie z "Faktem".

Podczas wizyty na oddziale panią Żanetę i jej męża zastanawiał fakt, że sale były pozamykane, a nie tak jak to zwykle bywa w szpitalach - otwarte. Kiedy kobieta odwiedzała brata, pielęgniarki przebywały w dyżurce, a po jej wyjściu z powrotem zamknęły pomieszczenie, w którym leżał pacjent.

To do mnie nie dociera, mój syn musiał umierać w męczarniach. (...) Pojechał do szpitala po zdrowie, a przywiozą go w trumnie. Co robiły pielęgniarki? - pyta zrozpaczona mama mężczyzny, pani Irena.

Wkrótce ma odbyć się sekcja zwłok, która pomoże ustalić dokładną przyczynę zgonu pana Arkadiusza. Prokuratura Okręgowa w Częstochowie analizuje także nagrania z monitoringu zainstalowanego w szpitalu oraz ustala, czy pacjenci w chwili zdarzenia byli objęci właściwą opieką przez personel placówki.

Trwa ładowanie wpisu:facebook
Zobacz także: Czas na zaciskanie pasa? PiS przed trudnym egzaminem
Autor: SSŃ
Oceń jakość naszego artykułu:

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Zobacz także:
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić