Łukasz Żak znów przeprosił. Mocne słowa wdowy

Łukasz Żak ze łzami w oczach przeprosił rodzinę pana Rafała, który zginął w tragicznym wypadku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. Jego słowa nie przekonały jednak wdowy. Kobieta podkreśliła przed sądem, że nadal nie dostrzega u oskarżonych prawdziwej empatii ani szczerej skruchy. Proces zbliża się do końca.

Łukasz Żak
Radek Pietruszka
łukasz żak, proces, rozprawa, sala rozpraw, sąd, trasa łazienkowska, trasie łazienkowskiej, wypadekŁukasz Żak znów przeprosił. Mocne słowa wdowy
Źródło zdjęć: © PAP | Radek Pietruszka
Jakub Artych

Najważniejsze informacje

  • Jak podaje "Fakt", 13 lipca przed Sądem Rejonowym w Warszawie wygłoszono mowy końcowe w procesie Łukasza Żaka.
  • Prokuratura wnioskuje o 20 lat więzienia, dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów oraz po 300 tys. zł zadośćuczynienia dla każdego z dzieci zmarłego.
  • Żona pana Rafała mówiła w sądzie, że nie widzi u oskarżonych empatii i skruchy.

Ostatnia poniedziałkowa rozprawa (13 lipca) przed zakończeniem procesu przyniosła emocjonalne wystąpienia obu stron. Łukasz Żak ponownie zwrócił się do rodziny zmarłego z przeprosinami. Najmocniej wybrzmiała jednak odpowiedź wdowy po panu Rafale.

Chciałabym, żeby wyrok, który zostanie zasądzony przez Wysoki Sąd, był przestrogą dla innych osób, takich jak oskarżeni. Że jeżeli wiem, że ktoś wypił alkohol bądź jest niezdolny do prowadzenia samochodu, żeby się zastanowił trzy razy - powiedziała pani Ewelina, cytowana przez "Fakt".

Wdowa podkreśliła, że liczy na sprawiedliwy wyrok, ale także na zmianę postawy oskarżonych.

Bizon zaatakował turystę w Yellowstone

I liczę na to, że jakakolwiek empatia, jakakolwiek skrucha, której na dzień dzisiejszy nie dostrzegam, pojawi się w tych osobach oskarżonych - dodała.

Podczas rozprawy Łukasz Żak po raz drugi przeprosił rodzinę pana Rafała. Zapewnił, że nigdy nie chciał doprowadzić do tragedii ani skrzywdzić ofiary, a tego, co się wydarzyło, szczerze żałuje. Jak relacjonował "Fakt", składając przeprosiny, miał łzy w oczach. Podkreślił również, że jego słowa są szczere.

Tragiczny wypadek z 2024 roku

Sprawa dotyczy wypadku z września 2024 r. na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie, w którym zginął 37-letni pan Rafał, mąż i ojciec dwójki dzieci. W poniedziałek, 13 lipca, sąd wysłuchał ostatnich wystąpień stron: głosu oskarżonego, obrony, prokuratury oraz pokrzywdzonej, czyli żony zmarłego.

Pani Ewelina mówiła przed sądem, że tragedia z nocy z 14 na 15 września na zawsze odmieniła życie jej rodziny. Przyznała, że od tamtego dnia nie potrafi już szczerze się cieszyć i każdego dnia mierzy się z bólem po stracie męża. Zwróciła również uwagę na zachowanie oskarżonych podczas procesu.

Jak podkreślała, ich uśmiechy, żarty i swobodna postawa były dla niej trudne do zrozumienia. Mówiła także o pytaniach, które od miesięcy nie dają jej spokoju – dlaczego doszło do tragedii, dlaczego oskarżony prowadził w taki sposób i dlaczego nikt nie zapobiegł temu, by wsiadł za kierownicę.

Wdowa zaznaczyła, że liczy na wyrok, który będzie nie tylko sprawiedliwy, ale stanie się również przestrogą dla osób decydujących się prowadzić po alkoholu oraz dla tych, którzy nie reagują, widząc, że ktoś w takim stanie zamierza usiąść za kierownicą.

Prokuratura zwracała uwagę, że wcześniejsze wyroki i środki karne nie przyniosły skutku wychowawczego, a Łukasz Żak miał już wcześniej wielokrotnie wchodzić w konflikt z prawem w związku ze stwarzaniem zagrożenia na drodze. Z ustaleń przedstawionych w procesie wynika też, że w chwili zdarzenia miał jechać ponad 220 km/h, a ponadto wcześniej pić alkohol.

Jak dodaje, przed zderzeniem kierowca nie podjął próby hamowania ani żadnego manewru obronnego, a po wypadku nie udzielił pomocy poszkodowanym i uciekł z miejsca tragedii.

Prokuratura wnioskuje o 20 lat więzienia, dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów oraz po 300 tys. zł zadośćuczynienia dla każdego z dzieci zmarłego.

Wybrane dla Ciebie