Mieli zostać operatorami dronów w armii rosyjskiej. Zginęli po kilku miesiącach
Byli studentami, którym nie szło na uczelni. Wzięli urlopy dziekańskie, podpisali kontrakty z armią i mieli zostać operatorami dronów. Kilka miesięcy później ich rodziny odbierały informacje o śmierci. BBC opisuje, jak rosyjskie uczelnie pomagają wojsku werbować młodych ludzi do nowych formacji bezzałogowych.
Najważniejsze informacje
- Od końca 2025 r. w rosyjskich szkołach wyższych nasiliła się werbunkowa kampania do armii Władimira Putina.
- Studentom obiecuje się służbę z dala od linii walk, ale w praktyce mogą trafić także do pododdziałów szturmowych.
- Opisano przypadki trzech studentów: 18-letniego Władisława Gorbunowa, 23-letniego Walerija Awerina i 18-letniego Rachima Abdullina, którzy zginęli po podpisaniu kontraktów.
Od końca ubiegłego roku rosyjskie uczelnie i szkoły policealne prowadzą dużą akcję naboru do wojsk dronowych. Do podpisania kontraktów zachęcani są przede wszystkim studenci z problemami w nauce - podaje BBC.
Słyszą, że mogą wziąć urlop od studiów, a służba w jednostkach obsługujących drony ma być bardziej prestiżowa i bezpieczniejsza niż na froncie. Według zapewnień mają stacjonować kilkadziesiąt kilometrów od linii walki.
Jak ustaliło BBC, rzeczywistość wygląda inaczej. Żołnierze kontraktowi mogą trafić nie tylko do obsługi dronów, ale także do oddziałów szturmowych walczących w Ukrainie. Portal przedstawia historie trzech studentów, którzy uwierzyli w obietnice rosyjskiego Ministerstwa Obrony i zginęli niedługo po podpisaniu kontraktu.
Rosjanie walczą o miejsca w kolejkach na stacjach
W opisanych przez BBC przypadkach powtarzał się ten sam scenariusz. Młodzi Rosjanie podpisywali kontrakt na operatora dronów (BSL), przechodzili krótkie szkolenie, a następnie byli wysyłani w rejon działań wojennych w Ukrainie.
Jeden z rozmówców redakcji BBC opowiedział, że jego bliski najpierw trafił do kompanii szturmowej, gdzie odebrano żołnierzom telefony i odcięto ich od kontaktu z rodzinami. Dopiero później został przeniesiony do jednostki operatorów dronów.
Tak, podpisał kontrakt jako operator BSL, ale jakoś wyszło, że bardziej potrzebni są szturmowcy - mówił w rozmowie z mediami przyjaciel 18-letniego Władisława Gorbunowa.
Decyzja była zaskoczeniem dla rodziny. Wieczorem Gorbunow uprzedził babcię, że wychodzi i nie wróci na noc. Następnego dnia zadzwonił, że jedzie już do jednostki. Jego brat Danat mówi, że choć "wszyscy w rodzinie wychowywali się w duchu patriotyzmu", byli przeciwni wyjazdowi Włada na front. - Teraz wielu ludzi ginie. Nikt nie chce tracić bliskich - przyznał Danat.
Przyjaciel Gorbunowa, Siergiej, powiedział BBC, że na początku marca, gdy odzyskał łączność, Wład zadzwonił do niego.
Po krótkim szkoleniu, gdzie uczyli dosłownie tylko podstaw, wysłali go jako szturmowca na linię frontu, gdzie cudem przeżył. Potem skierowali do wojsk bezzałogowych. Mówił, że było strasznie, to jasne, ale niespecjalnie o tym opowiadał. Bardziej o służbie w dronach. Może i podkoloryzował, kto go tam wie - mówił Siergiej.
Gorbunow zginął 6 kwietnia "podczas wykonywania zadania bojowego"; w dokumentach jako przyczynę śmierci wskazano utratę krwi.
Trzy historie studentów, którzy zginęli
Walerij Awerin, 23-letni student z Buriacji, podpisał kontrakt 3 stycznia na ostatnim roku technikum. Jego przybrana matka zdradziła kulisy pobytu w armii.
Moje dziecko trzy miesiące uczyło się na BSL, a my go w szturm, w samą maszynkę do mielenia - relacjonowała.
Według jej relacji Walerij lubił majsterkować, lutować, naprawiać. Taki miał charakter. Uczył się tam bardzo dobrze. - Tak się cieszyłam. 24 marca skończył szkolenie. Tydzień później wyjechał, powiedział: Mamusiu, tam nie ma łączności. Do szybkiego zobaczenia - ujawniła.
Szczegółów śmierci syna nie zna. Nie podał jej numeru jednostki ani swojego pseudonimu. Powiedziano jej tylko, że zginął 6 kwietnia podczas ostrzału moździerzowego.
Rachim Abdullin, 18-letni student z Kumiertau, miał wybierać specjalność operatora dronów, bo uważał ją za bliższą technice i mniej ryzykowną. Jego matka opowiada, że dopiero po wyjeździe syn przekonywał ją, iż w praktyce operatorzy "widzą szturmowców" i bywają na linii frontu.
Abdullin zginął 13 marca, dwa miesiące po wyjeździe z domu.
Ciało przywieźli bardzo szybko, kilka dni po informacji o śmierci - mówiła Jelena w rozmowie z BBC. - Szybko odszedł i szybko wrócił - dodała.
Zdaniem jego przyjaciela decyzja o wyborze specjalizacji operatora dronów mogła być związana z prowadzoną w szkole agitacją wojskową. W technikum, do którego uczęszczał Rachim, regularnie organizowano wydarzenia promujące służbę i wspieranie armii.
Uczniowie uczyli się m.in. o siatkach maskujących, zbiórkach pomocy dla żołnierzy oraz uczestniczyli w spotkaniach z uczestnikami wojny w Ukrainie i działaczami organizacji patriotycznych. W szkole odbyła się także lekcja z cyklu "Rozmowy o ważnym" pod hasłem "Rosja - kraj zwycięzców".
Duże straty Rosjan na wojnie
W materiale BBC przytoczono też szersze dane o stratach: według wspólnych ustaleń redakcji i zespołu wolontariuszy potwierdzono co najmniej 18026 zabitych Rosjan w wieku do 23 lat w trakcie inwazji na Ukrainę. W samych wojskach operatorów dronów odnotowano 1020 zabitych, co ma być porównywalne ze stratami wśród artylerzystów (1081).