Mroczna zagadka neolitu. W osadzie odkryto dziesiątki bezgłowych szkieletów
Archeolodzy odkryli na Słowacji neolityczną osadę sprzed 7 tys. lat, w której w rowach znaleziono co najmniej 77 ludzkich szkieletów bez czaszek. Naukowcy cytowani przez serwis Science Alert nie są pewni, czy to ślad przemocy, czy element dawnych rytuałów pogrzebowych.
Najważniejsze informacje
- W dwóch rowach otaczających część dawnej osady znaleziono 77 szkieletów bez czaszek.
- Stanowisko w Vráblach należy do kultury LBK, jednej z najwcześniejszych wspólnot rolniczych w Europie.
- Zespół zapowiada dalsze analizy kości i artefaktów oraz badanie kolejnych 160 m systemu rowów.
Archeolodzy prowadzący wykopaliska w pobliżu miasta Vráble na Słowacji dokonali niezwykłego i niepokojącego odkrycia. W liczącej około 7 tys. lat osadzie natrafili na co najmniej 77 ludzkich szkieletów pozbawionych czaszek, porozrzucanych w sposób chaotyczny w dwóch rowach otaczających jedną z jej części. Znalezisko od razu zwróciło uwagę badaczy jako jedno z najbardziej zagadkowych świadectw życia i śmierci w epoce neolitu.
Stanowisko archeologiczne obejmuje setki budynków, w tym długie domy o konstrukcji słupowej, które tworzyły trzy wyraźnie wydzielone dzielnice. Każda z nich zajmowała niemal 16 hektarów, co świadczy o dużej skali tej neolitycznej osady. Badacze podkreślają jednak, że nie była ona zamieszkana wyłącznie przez żywych. Do sierpnia 2025 r. zidentyfikowano tam szczątki co najmniej 112 osób, a naukowcy zakładają, że wraz z postępem badań liczba ta może jeszcze znacząco wzrosnąć.
Niesamowite odkrycie pod Notre Dame. "Wykopaliska stulecia"
Co wiemy o bezgłowych pochówkach?
Nie wszyscy zmarli trafili do rowów. Część osób pochowano w zwykłych jamach grobowych w pobliżu domów, razem z naczyniami ceramicznymi, ostrzami i ofiarami z młodych owiec. Tylko południowo-zachodnią część osady otaczała para rowów. To właśnie tam składano ciała, a niemal wszystkie czaszki zniknęły.
Wyjątkiem było jedno dziecko pochowane wśród dorosłych, którego czaszka zachowała się na miejscu. Analizy śladów na kościach sugerują, że badacze nie widzą tu przypadkowego odrąbywania głów. Bardziej prawdopodobne wydaje się staranne oddzielanie czaszek przy użyciu ostrych narzędzi, a nie gwałtowna przemoc z użyciem tępych przedmiotów.
Wstępne analizy sugerują przede wszystkim, że nie doszło tu do gwałtownych dekapitacji, lecz do umiejętnego usuwania czaszek – wyjaśnia Katharina Fuchs, antropolożka biologiczna z Uniwersytetu w Kilonii, cytowana przez serwis Science Alert.
Archeolodzy szukają odpowiedzi w kościach i rowach
Autorzy badań biorą pod uwagę kilka wyjaśnień. W grę wchodzą praktyki związane z pozyskiwaniem głów, ofiary z ludzi albo symboliczne odebranie zmarłym tożsamości. Jednocześnie podkreślają, że podobne bezgłowe pochówki pojawiały się w różnych częściach neolitycznej Europy, więc mogła to być utrwalona praktyka rytualna.
Kolejny etap prac ma pokazać, jakie relacje łączyły pochowanych ludzi, jak żyli i jakie mieli cechy demograficzne. Badacze chcą też przebadać następne fragmenty stanowiska, bo do sprawdzenia zostało jeszcze prawie 160 m rowów. Niewykluczone, że same czaszki wciąż czekają w domach dawnej osady albo w kolejnych odcinkach fos.
Musimy zakładać, że praktyki te funkcjonowały w zupełnie innym kontekście znaczeniowym niż ten znany współczesnym społeczeństwom. To właśnie sprawia, że ich interpretacja jest tak trudna - powiedział Martin Furholt, archeolog z Uniwersytetu w Kilonii w Niemczech i główny autor badania.