Nagle zaczęli krzyczeć. Donald Trump zakłócony podczas wystąpienia
Wystąpienie Donalda Trumpa w Iowa w Stanach Zjednoczonych zostało kilkukrotnie przerwane przez protestujących. Jak donosi "The Mirror", prezydent ostro skrytykował uczestników, ponownie odwołał się do teorii o "skradzionych" wyborach i wywołał mieszane reakcje wśród zgromadzonych.
Podczas wystąpienia w stanie Iowa, Donald Trump napotkał falę protestów ze strony zgromadzonych. Krzyczący demonstranci kilkukrotnie przerywali jego przemówienie, co wywołało zdecydowaną reakcję prezydenta. Jak informował dziennik brytyjski "The Mirror", Trump ostro skrytykował uczestników protestu, określając ich mianem "opłacanych agitatorów", chociaż nie przedstawił na to żadnych dowodów.
W trakcie przemówienia Trump ponownie wrócił do swojej tezy o "skradzionych" wyborach prezydenckich z 2020 r. Swoje słowa zilustrował nawet sugestią, że może powrócić do politycznej rywalizacji w przyszłości - co miejscowa publiczność przyjęła z mieszanymi reakcjami. "Po sfałszowanych wyborach, zastanawiam się, czy nie powinniśmy spróbować jeszcze raz" - powiedział.
Tragedia w Minneapolis
W rozmowie z dziennikarzami Trump odniósł się także do tragicznego incydentu w Minneapolis, gdzie podczas akcji federalnych służb imigracyjnych zginął 37-letni Alex Pretti, obywatel USA i pielęgniarz, który został postrzelony przez agentów federalnych. Ten przypadek wywołał szerokie oburzenie publiczne i poważną debatę nad użyciem siły przez federalne agencje.
Wcześniej Stephen Miller, zastępca Trumpa, określił Prettiego jako "zabójcę" - opinię, którą sam prezydent zdystansował, nazywając cały incydent "bardzo smutną" sprawą i obiecując, że zostanie przeprowadzone "uczciwe i honorowe" śledztwo.
Podczas spotkania z wyborcami w Iowa Trump skomentował również fakt, że Pretti miał przy sobie broń. Jak podaje "The Mirror", prezydent podkreślił, że jego zdaniem obecność pistoletu w tej sytuacji była "niefortunna" i zaznaczył, że nie aprobowałby działań, które mogłyby doprowadzić do eskalacji przemocy.