Nastolatkowie pobili Marcina na śmierć. Rodzice widzieli nagrania
Jak podaje "Fakt", 9 lipca sąd rodzinny w Sosnowcu ma ogłosić rozstrzygnięcie wobec trzech nastolatków oskarżonych o śmiertelne pobicie 28-letniego Marcina Mizi podczas Fun Festiwalu. Sprawcy byli nieletni, dlatego maksymalna kara, jaka im grozi to poprawczak do 21. roku życia.
Proces dotyczy zdarzenia z czerwca 2024 r., które miało miejsce w Sosnowcu. Marcin Mizia przyjechał z narzeczoną na koncert Beaty Kozidrak w ramach Fun Festiwalu. Grupa nastolatków zaatakowała 14-letniego chłopca. Marcin, na co dzień funkcjonariusz Służby Więziennej, zwrócił im uwagę, by nie zaczepiali ludzi. Wtedy agresja miała się skierować na niego. Nastolatkowie brutalnie pobili 28-latka, po czym uciekli. Policji szybko udało się zatrzymać trójkę 16-latków.
Wiktor, Jakub i Dominik odpowiadają przed sądem w Sosnowcu. Kluczowe znaczenie mają zeznania świadków oraz monitoring z terenu Zagłębiowskiego Parku Sportowego, gdzie odbywała się impreza. Jak wynika z relacji przytaczanej przez Fakt, nagrania są słabej jakości, co utrudnia precyzyjne rozpoznanie uczestników bójki.
Rodzice zmarłego Marcina podkreślają, że w ataku miało uczestniczyć co najmniej pięć osób, a przed sądem jest tylko trójka. Pozostali uczestnicy zostali przesłuchani jako świadkowie, a później mieli przestać stawiać się na wezwania.
Z ustaleń w ramach ma wynikać także, że nastolatkowie byli pod wpływem alkoholu, a dwóch z nich dodatkowo pod wpływem anabolików. - Nie mieli kontroli nad tym, co robią, chcieli się wyżyć. Oni byli niespełnieni, chcieli jeszcze się bić - mówił w rozmowie z "Faktem" pan Jacek, ojciec Marcina.
Rodzice zmarłego 28-latka opisują, że na nagraniach widać, jak Marcin leży w krwi. - Syn nie miał dokąd uciec, nie miał szans, został przez nich osaczony. Działo się to między parkingiem, barierkami i kioskiem. Został powalony na ziemię jednym ciosem w głowę. Trwało to 10 sekund. Syn upadł na ziemię. Nie podniósł się. Skala obrażeń, których doznał wskazywała na to, że było to katowanie człowieka. Kopanie, skakanie po głowie. Tego nie ma na nagraniu, ale skąd takie obrażenia? - relacjonowali. Podkreślali też, że podczas rozpraw część oskarżonych miała przerzucać odpowiedzialność na siebie nawzajem.
Postępowanie toczy się za zamkniętymi drzwiami, a każdy z nastolatków ma obrońcę. 25 czerwca wypowiedziała się jedynie pełnomocniczka Wiktora, wnosząc o środki wychowawcze i przekonując, że jej klient nie brał udziału w pobiciu.
Potwierdziły się okoliczności, że mój klient nie brał udziału w pobiciu pana Mizi oraz 14-latka. Mój klient nie jest zdegenerowanym mordercą. Wychowywany był w rodzinie zastępczej, ale wcale to nie znaczy, że musi być umieszczony w poprawczaku. Jego stopień zdemoralizowania nie jest tak rażąco wysoki, żeby musiał trafić do ośrodka poprawczego - uważa Joanna Karwel, radczyni prawna w rozmowie z "Faktem".
Nastolatkowie od dwóch lat przebywają w schroniskach, uczą się i zdobyli kwalifikacje zawodowe m.in. cukiernika i stolarza. Obrona argumentuje, że resocjalizacja przynosi efekty. Decyzja o losie nastolatków ma zapaść 9 lipca.