Nawet 1750 km od granicy. Rosja jest w ogromnych opałach

Ukraina coraz lepiej radzi sobie z uderzeniami na cele w głębi Rosji. Analitycy uważają, że wynika to ze zmiany taktyki w zakresie ataków dronami. Kijów niszczy rosyjskie zaplecze, czyniąc spore szkody gospodarce przeciwnika.

Ukraińskie ataki na sektor naftowy są coraz skuteczniejszeUkraińskie ataki na sektor naftowy są coraz skuteczniejsze
Źródło zdjęć: © Getty Images, Google Maps | Contributor
Rafał Strzelec

Onet.pl, powołując się na analizy zachodnich think tanków wskazuje, że w pierwszych latach wojny Ukraina nie była w stanie prowadzić skutecznych uderzeń na rosyjskie rafinerie z trzech powodów. Po pierwsze, broniła przede wszystkim własnego terytorium. Po drugie, nie posiadała jeszcze zdolności do rażenia przeciwnika aż tak głęboko. Po trzecie, Stany Zjednoczone nie były przekonane do takiej taktyki w obawie przed wzrostem cen surowców na świecie.

Wszystko się zmieniło wraz z rozwojem technologicznym na polu walki. Ukraina jest w stanie razić cele oddalone nawet o 1,5 tys. kilometrów i więcej. Jej taktyka polega na uderzaniu nie tylko w rafinerie, ale cały łańcuch produkcyjny - od pól wydobywczych, przez rurociągi, zakłady, aż po porty, z których wypływają tankowce. Według brytyjskiego "Guardiana" udało się już wyłączyć około 1/4 mocy rafineryjnych Rosjan. Nie oznacza to spadku wydobycia ropy, ale możliwości jej przeróbki na benzynę, olej napędowy czy paliwo lotnicze.

Moskwa coraz częściej sprzedaje na rynku nieprzetworzoną ropę ze względu na mniejsze zdolności rafineryjne. Rodzi to problemy, które widać na krajowym rynku - na rosyjskich stacjach ustawiają się długie kolejki ze względu na brak benzyny. Zniszczenia infrastruktury naftowej są według analizy Baker Institute, na którą powołuje się Onet, dużo boleśniejsze niż sankcje. Te ostatnie Rosjanom udaje się omijać, podczas gdy odbudowa zakładów rafineryjnych jest trudna z powodu m.in. ograniczeń eksportowych i dużego stopnia skomplikowania.

Ukraińcy zmienili taktykę. Tak rażą Rosję

Onet, powołując się na międzynarodową organizację ACLED wskazał, że "liczba ukraińskich ataków na rosyjską infrastrukturę naftową w kwietniu była około dwa razy wyższa niż średnia z poprzednich trzech miesięcy". Kijów często brał na cel te same zakłady zamiast wybierać nowe obiekty.

Ukraina zwiększyła także liczbę ataków na porty rosyjskie nad Morzem Czarnym i Morzem Bałtyckim. Celem uderzeń były m.in. Ust-Ługa, Primorsk, Noworosyjsk. Według analityków tym sposobem Kijów chce ograniczyć rosyjskie dochody ze sprzedaży ropy, które zapewniają środki na prowadzenie wojny.

Eksperci zwracają też uwagę na większy zasięg uderzeń ukraińskich dronów. Jednym z celów była oddalona od granicy Ukrainy o 1750 km rafineria w Uchcie. To powoduje, że Rosjanie muszą rozproszyć swoją obronę przeciwlotniczą na większym obszarze.

Kreml zaczyna mówić otwarcie, że ataki dronowe zaczynają stanowić problem. Onet przypomina, że 9 czerwca rosyjskie Ministerstwo Energetyki poinformowało o "przejściowych trudnościach z dostawami paliw" w części południowych regionów Rosji i na okupowanym Krymie. O problemie zaczął mówić też sam Władimir Putin. Nic dziwnego, skoro na rynku krajowym niedobór paliw wynosi już 15 proc.

Celem ukraińskich ataków są nie tylko rafinerie. Drony uderzają także w zaplecze wojskowe - składy amunicji, lotniska, składy paliw. Szczególnie bolesne są ciosy wymierzone we wspomniany, okupowany Krym, gdzie jak w soczewce widać problemy całej Rosji z dostępnością paliw.

Szacunki co do strat Rosji w wyniku ataków dronowych, są różne. "The Washington Post" wyliczyło, że ponad 20 ukraińskich ataków od początku 2026 r. kosztowało Rosję nawet ponad 7 mld dol. To straty wynikające ze zniszczeń i zmniejszonego eksportu. Ukraińskie SBS, czyli Siły Systemów Bezzałogowych oceniły, że każdego dnia Rosja traci nawet 100 mln dol z powodu uderzeń na infrastrukturę naftową.

Wybrane dla Ciebie