Nie żyje matka z trójką dzieci. Szokujące słowa poprzedniej lokatorki
W Chełmnie doszło do niewyobrażalnego dramatu. W jednym z mieszkań strażacy znaleźli ciała 31-letniej kobiety i jej trójki dzieci. Najpewniej rodzina zatruła się czadem. Przyjaciele mówią, że ofiary od dawna czuły się źle. Z kolei była lokatorka mieszkania tłumaczy, że problemy z instalacją gazową sygnalizowano kilka lat temu.
15 stycznia ok. godz. 17:00 strażacy weszli do jednego z mieszkań w Chełmnie (woj. kujawsko-pomorskie). W środku znaleźli ciała 31-letniej kobiety i jej dzieci w wieku 11, 7 i 2 lata.
Wstępnie ustalono, że przyczyną dramatu było zatrucie tlenkiem węgla, znanym też jako czad. Gaz najprawdopodobniej ulatniał się z zainstalowanego w mieszkaniu piecyka gazowego. Nie było szans na ratunek rodziny, której sąsiedzi nie widzieli od kilku dni.
Reporterzy "Uwaga!" TVN dotarli do byłej lokatorki wynajmowanego mieszkania. Z relacji kobiety wynika, że problem z instalacją był w lokalu od wielu lat.
Raz w nocy przyjechała gazownia. Ja akurat wtedy byłam za granicą, ale była tam moja przyjaciółka. Przyszła do niej koleżanka i od razu powiedziała, że w mieszkaniu czuć gaz. Ta moja przyjaciółka czuła się senna, bolała ją głowa, więc razem stwierdziły, że muszą zadzwonić do gazowni. Przyjechali, wyłączali piec i zabronili go włączać - powiedziała kobieta reporterom "Uwagi!" TVN.
Była lokatorka dodała, że "sytuacja miała miejsce jesienią" i poprosiła właścicielkę mieszkania o interwencję. Ta miała wezwać specjalistę od gazu, który zasugerował wymianę całej instalacji gazowej.
Już wtedy, czyli 7 lat temu. Nikt nie potraktował tego poważnie. Ten pan po prostu ponownie podłączył piec - tłumaczy kobieta w rozmowie z "Uwagą!" TVN.
Nie wiadomo, czy piec przeszedł obowiązkowy przegląd techniczny. Prokuratura wszczęła śledztwo w związku z możliwością narażenia rodziny na utratę zdrowia i życia. RMF FM podał, że właścicielka mieszkania usłyszała zarzut podżegania do podrobienia dokumentów potwierdzających przegląd i kontrolę pieca gazowego. Trafiła na miesiąc do aresztu.
Niewyobrażalna tragedia. Przyjaciele i szkoła reagują
W rozmowie z reporterami "Uwagi!" TVN szoku nie ukrywa dyrektorka szkoły, do której chodziły dwie starsze dziewczynki, zmarłe w wyniku ulatniającego się czadu.
dy dziewczynki nie pojawiły się w szkole, nie kontaktowaliśmy się z ich mamą, bo to nie były dzieci, które nagminnie opuszczały lekcje. Mamy teraz sezon grypowy, więc wielu uczniów nie dotarło do szkoły. Nie przypuszczaliśmy, że mogło się stać coś złego, a już na pewno nie spodziewaliśmy się takiej tragedii - mówi Agnieszka Cabaj, dyrektorka SP nr 12 w Chełmnie.
Nauczyciele wskazują, że rodzina miała bardzo dobre opinie, a same dziewczynki były grzeczne i dobrze się uczyły.
Niepokojące są także słowa przyjaciół zmarłej 31-latki. Z ich relacji wynika, że rodzina od dawna mogła podtruwać się czadem.
To musiało się dziać przez dłuższy czas, bo już w okolicy Sylwestra uskarżała się na złe samopoczucie. Słyszałam, że Zuza źle się czuje, przewraca się, wymiotuje i dzieci też wymiotują. Nawet jej do głowy nie przyszło, że to osłabienia, te wymioty u dzieci pojawiły się od wdychania tego gazu – mówi w rozmowie z "Uwagą!" TVN Elżbieta Roloff, przyjaciółka zmarłej kobiety.
Elżbieta Roloff dodaje, że zdarzało się, że 31-latka przewracała się w łazience, miała zawroty głowy i nudności. Była przekonana, że ma to związek z brakiem witamin.
Strażacy wskazują, że w mieszkaniu nie było czujnika tlenku węgla. Niedrogie urządzenie mogłoby uratować życie czteroosobowej rodzinie.