Niemcy zwieźli górę odpadów do Polski. Dostali czas do października
Niemcy zwieźli górę odpadów do Polski. Dostali czas do października
W przygranicznej gminie Tuplice leżą odpady, które zwozili do nas Niemcy. Problem trwa już od 2013 roku, ale nie został rozwiązany. Aż do teraz gdy do gry weszła Komisja Europejska i wymusiła na kraju związkowym Saksonia pozbycie się odpadów.
O odpadach w Tuplicach poinformował dziennik "Bild"
Problem z niemieckimi odpadami w gminie Tuplice (woj. lubuskie) pojawił się w 2013 roku. Jak podaje "Bild", na teren po cegielni wywieziono nielegalnie 20 tysięcy ton żużli pocynkowych. Stwierdzono w nich obecność niebezpiecznych dla środowiska substancji - cynku, kadmu, ołowiu.
Jak to możliwe, że odpady trafiały do naszego kraju? Tropy prowadzą do jednej z niemieckich firm, producenta żużlu pocynkowego, który zlecił wywóz odpadów firmie zewnętrznej. Miały one trafić na teren prywatny i tam zostać zagospodarowane. Niemcy nie posiadali jednak żadnych zezwoleń - odpady zostały przewiezione nielegalnie.
Widoczna na zdjęciu góra odpadów została ujawniona podczas kontroli przeprowadzonych przez inspektorów WIOŚ w Zielonej Górze w 2015 r. Firma, która je przywiozła, jest w stanie upadłości, zaś ta, która produkowała żużel, nie poczuwa się do odpowiedzialności.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
WIDEO
Nie milkną komentarze po zachowaniu Dudy w Sejmie. "Widziałem to"
Sprawa ciągnęła się latami. Mimo wysyłanych pism Niemcy nie reagowali. W końcu Polska złożyła skargę do Komisji Europejskiej, a następnie do TSUE. Komisja w uzasadnionej opinii stwierdziła, że odpady z Tuplic powinny zostać zwrócone do Niemiec.
Krzysztof Kościukiewicz jest zastępcą wójta gminy Tuplice. Pracuje w miejscowym magistracie od pięciu lat, ale problem odpadów jest mu dobrze znany. Cieszy się, że w końcu uda się zakończyć konflikt.
Sprawa jest rozwiązywana na szczeblu pomiędzy Główny Inspektorem Ochrony Środowiska i Saksonią. Władze Saksonii otrzymały nakaz usunięcia tych odpadów. Teraz pozostaje kwestia proceduralna. Niemcy muszą wyłonić firmę, która usunie z Polski te odpady. W końcu czekamy na szczęśliwy finisz. Tych kilka miesięcy jesteśmy w stanie zaczekać, bo do października odpady mają zniknąć, ponieważ takie zapewnienia przekazało Ministerstwo Klimatu i Środowiska - mówi o2.pl Krzysztof Kościukiewicz.
Jak dodaje, na szczęście odpady w żaden sposób nie stanowiły większego problemu dla okolicznych mieszkańców.
One nie klasyfikują się do odpadów niebezpiecznych, ale mają negatywny wpływ na środowisko. Zwłaszcza że gmina Tuplice otoczona jest przez Park Krajobrazowy Łuk Mużakowa, gdzie mieści się geopark znajdujący się na liście UNESCO.Inspektor ochrony środowiska przeprowadził badania wód na tym obszarze. Na szczęście te substancje, metale ciężkie do nich nie przenikały. Odpady znajdowały się na utwardzonym terenie po byłej cegielni - dodaje w rozmowie z o2.pl.
Niemcy się "zasłaniali"
Usunięcie odpadów ma kosztować Saksonię 2,5 miliona euro. Przetarg już się rozpoczął. Polskie Ministerstwo Klimatu i Ochrony Środowiska podało, iż ma się on zakończyć już w kwietniu. Dlaczego jednak problemu nie udało się rozwiązać tak długo?
Niemcy się zasłaniali. Najpierw powodem była pandemia i kwestia zamykania granic. To była kwestia siły wyższej. Potem przyszła wojna i inny temat był najważniejszy, ale w końcu Niemcy wiedzą, że muszą to usunąć - komentuje zastępca wójta.
Newsletter portalu o2.pl, co tydzień, prosto na Twoją skrzynkę.
Najważniejsze informacje przeplatane rozrywką i pozytywnymi newsami. W każdy wtorek, za darmo. Zapisz się i nie przegap!
Rafał StrzelecDziennikarz o2.pl
Dziennikarz portalu o2.pl od 2023 roku. Wcześniej przez kilka lat związany z "Super Expressem" oraz lokalną Telewizją Sfera. Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Specjalizuję się w relacjonowaniu wydarzeń krajowych i zagranicznych, nieustannie poszukując rozmówców, którzy pomogą czytelnikom lepiej zrozumieć skomplikowaną rzeczywistość. Szczególnie interesuję się polityką międzynarodową, ze szczególnym uwzględnieniem regionów objętych konfliktami zbrojnymi. Moją pasją jest sport – w wolnych chwilach jeżdżę na rowerze i gram w siatkówkę. Uwielbiam czytać reportaże, zwłaszcza autorstwa polskich reporterów. Fascynuje mnie również historia – nieustannie przypominająca, że choć ciągle zatacza koło, za każdym razem uczy nas życia na nowo.