Piotr od 2 lat leży w szpitalu na Filipinach. Powrót do Polski kosztuje fortunę

Powrót do kraju po ciężkim wypadku czy chorobie za granicą bywa logistycznym i finansowym wyzwaniem ponad siły rodzin. Historia Piotra Moczulskiego jest tego przykładem. Mężczyzna od 2 lat przebywa w szpitalu na Filipinach. Jego bliskim wciąż nie udało się sprowadzić go do domu.

Piotr przed i po wypadkuPiotr przed i po wypadku
Źródło zdjęć: © Archiwum prywatne
Anna Wajs-Wiejacka

Wypadek na Filipinach przerwał "wakacje marzeń"

Piotr Moczulski wyjechał do Azji na wymarzony urlop. Pobyt na Filipinach zakończył się jednak dramatem: 18 kwietnia 2024 r., około godz. 21 czasu filipińskiego, doszło do poważnego wypadku komunikacyjnego. Jak relacjonuje jego brat Tomasz Moczulski, Piotr wracał wieczorem z kolegą skuterem z górskiego rejonu, gdy z naprzeciwka nadjechał miejscowy kierowca. Pojazdy zderzyły się czołowo.

Miejsce zdarzenia było trudno dostępne, co — według rodziny — znacząco wydłużyło czas oczekiwania na karetkę i udzielenie pierwszej pomocy. - Czekali długo na karetkę. On bez tlenu czekał chyba około dwóch godzin. Później jeszcze załatwienie szpitala. Zanim dotarli do szpitala, to strasznie dużo czasu minęło – wspomina Tomasz Moczulski w rozmowie z serwisem WP abcZdrowie. W wyniku wypadku Piotr doznał licznych obrażeń wewnętrznych oraz obrzęku mózgu. Początkowo pozostawał w śpiączce. Choć później się wybudził, informacje przekazywane rodzinie nie dawały powodów do optymizmu.

Przez lata milczała. Dziś mówi o tym wprost

Brat poszkodowanego opowiada, że gdy dotarł na Filipiny, lekarze określili stan Piotra jako wegetatywny. Obecnie Polak przebywa w Cebu City na wyspie Cebu. Oddycha przez rurkę tracheostomijną podłączoną do koncentratora tlenu, a żywienie odbywa się przez gastrostomię PEG. Rodzina, mimo ciężkiego stanu pacjenta, zauważa sygnały, które interpretuje jako przebłyski świadomości. Tomasz Moczulski mówi, że Piotr otwiera oczy, bywa poruszony, czasem płacze lub się uśmiecha, a szczególnie reaguje na obecność mamy oraz na przesyłane mu wiadomości głosowe.

Jak wskazuje serwis WP abcZdrowie, przy tak poważnym stanie konieczna jest ciągła opieka medyczna, a to generuje wysokie wydatki. Tomasz Moczulski informuje, że leczenie pochłonęło już ponad 300 tys. zł. Co miesiąc rodzina opłaca faktury na poziomie ok. 5 tys. dolarów, czyli w przybliżeniu 20 tys. zł. Do tego dochodzą koszty zatrudnienia opiekuna, który odwiedza Piotra co kilka dni, oraz regularne zakupy wyrobów medycznych — w tym pieluch. Rodzina ponosiła też wydatki związane z podróżami na Filipiny; bliskim udało się zobaczyć Piotra na miejscu trzy razy. Jak zaznacza brat poszkodowanego, mimo dotychczasowych wpłat wciąż pozostaje zadłużenie wobec szpitala rzędu ok. 400 tys. zł. Z powodu narastających kosztów uruchomiono zbiórkę na opłacenie leczenia i opieki. Najważniejszym celem pozostaje jednak zgromadzenie środków na sprowadzenie pacjenta do Polski.

Tomasz Moczulski przekonuje, że na Filipinach jego brat nie ma dostępu do rehabilitacji, która mogłaby zwiększyć szanse na poprawę. W opisie zbiórki zaznaczył, że w Polsce Piotr mógłby liczyć na inny standard opieki i leczenia, a tym samym na większe możliwości walki o życie. Rodzina rozważała przelot samolotem rejsowym, ale — jak relacjonuje brat — linie lotnicze odmawiały z uwagi na stan chorego. Według przekazywanych przez rodzinę informacji potrzebny jest odrzutowiec medyczny, a koszt takiego specjalistycznego transportu może sięgnąć około 270 tys. euro, czyli ponad 1 mln zł.

Szukanie pomocy w Polsce: instytucje odsyłają, problemem także opieka po powrocie

Przez ponad dwa lata rodzina Moczulskiego próbowała uzyskać wsparcie w kraju. Brat poszkodowanego w rozmowie z WP abcZdrowie podkreślił, że wysłał wiele wiadomości i próśb, a kontaktował się m.in. z Kancelarią Prezydenta, Kancelarią Premiera oraz Ministerstwem Zdrowia. Z jego perspektywy przeszkodą są nie tylko pieniądze i logistyka transportu medycznego z odległego kraju, ale też kwestia dalszego leczenia po ewentualnym powrocie. Brat Piotra twierdzi, że gdy próbował równolegle organizować transport i szukać miejsca w polskim szpitalu, spotykał się z odmowami przyjęcia pacjenta.

Dodatkowym utrudnieniem stały się sprawy formalne związane z ubezpieczeniem zdrowotnym. Tomasz Moczulski wyjaśnia, że Piotr wyjeżdżał jako osoba ubezpieczona, ale po ponad dwóch latach poza Polską sytuacja stała się dużo bardziej skomplikowana. Według jego relacji usłyszał, że brat nie ma już ubezpieczenia, a jego uporządkowanie wymagałoby m.in. procedury ubezwłasnowolnienia i kolejnych formalności. Tomasz Moczulski nie ukrywa rozczarowania i ocenia, że instytucje nie mają gotowej ścieżki działania w takim przypadku, zwłaszcza że Filipiny są poza Unią Europejską.

Rodzina próbowała też znaleźć rozwiązanie, które obniżyłoby koszty na miejscu. Jednym z pomysłów było przeniesienie Piotra z prywatnej placówki do szpitala publicznego. Tomasz Moczulski relacjonuje, że w maju filipińskie Ministerstwo Zdrowia wyraziło zgodę na taki krok, co mogłoby oznaczać znaczące oszczędności — rodzina płaciłaby głównie za dodatkową opiekę pielęgniarską. Ostatecznie plan nie został zrealizowany, bo dwa publiczne szpitale odmówiły przyjęcia Polaka. W międzyczasie bliscy utrzymują stały kontakt z placówką, w której przebywa Piotr, jednak — jak mówi Tomasz — personel coraz wyraźniej sygnalizuje, że chciałby zakończyć długotrwałą hospitalizację. "Oni wszystko robią, żebym go stamtąd zabrał" — podkreśla brat, tłumacząc, że szpital potrzebuje miejsc dla innych pacjentów.
Polak od dwóch lat przebywa w szpitalu w Filipinach
Polak od dwóch lat przebywa w szpitalu w Filipinach © Getty Images

Najtrudniej znosi to matka. Ostatnia wizyta była w styczniu ubiegłego roku

W centrum rodzinnych starań jest także mama Piotra — kobieta ma ponad 70 lat i, jak opowiada jej syn, sama zmaga się z problemami zdrowotnymi. Tomasz Moczulski przyznaje, że najbardziej zależy mu na tym, by brat wrócił do Polski i mógł być blisko mamy. Rodzina dwukrotnie zabierała ją na Filipiny, ale każda taka podróż to dla niej duże obciążenie — i fizyczne, i finansowe. Ostatni raz bliscy widzieli Piotra w styczniu ubiegłego roku. Od tego czasu informacje o jego stanie docierają głównie dzięki prywatnemu opiekunowi, który przekazuje rodzinie zdjęcia i nagrania. Tomasz Moczulski tłumaczy, że dla mamy kluczowe jest poczucie, że syn jest bezpieczny — i że może zobaczyć, jak wygląda oraz jak się zachowuje.
Do momentu publikacji materiału skierowano pytania do Ministerstwa Obrony Narodowej oraz Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Manili. Poproszono m.in. o informacje, jakie działania dotychczas podjęto w sprawie Piotra Moczulskiego oraz o stanowisko instytucji wobec sytuacji Polaka hospitalizowanego na Filipinach od ponad dwóch lat. Po otrzymaniu odpowiedzi materiał ma zostać zaktualizowany.

Główny cel - sprowadzenie Piotra do Polski

Tomasz Moczulski wyjaśnia, że w filipińskiej placówce jego brat nie ma dostępu do rehabilitacji, która mogłaby poprawić jego stan. "Piotr nie ma tam takiej opieki i leczenia, które mógłby mieć w Polsce. Tutaj miałby większe szanse na zawalczenie o swoje życie" – podkreślił w opisie zbiórki.

Początkowo rozważano transport lotem komercyjnym, jednak ze względu na stan chorego okazało się to niemożliwe. – Wszystkie linie odmówiły. Piotr potrzebuje odrzutowca medycznego. Takiego, jaki poleciał po Klaudię – zaznacza brat.

Według informacji przekazywanych przez rodzinę koszt specjalistycznego transportu medycznego może wynieść około 270 tys. euro, czyli ponad milion złotych.

Polskie instytucje nie znalazły rozwiązania

Przez ponad dwa lata Tomasz Moczulski próbował szukać pomocy w polskich instytucjach. – Od samego początku wysłałem już naprawdę mnóstwo maili. Jedna instytucja odsyła mnie do drugiej. Nikt nie chce pomóc – mówi.

Jak relacjonuje, zwracał się m.in. do Kancelarii Prezydenta, Kancelarii Premiera oraz Ministerstwa Zdrowia. Problemem okazały się nie tylko kwestie organizacyjne i finansowe związane z transportem medycznym z odległego kraju, ale również dalsza opieka nad pacjentem po jego ewentualnym powrocie do Polski. – Jak załatwiałem transport dla Piotra i starałem się załatwić szpital, żeby gdzieś można go było położyć, to tutaj w Polsce nawet nikt nie chce go przyjąć – twierdzi Tomasz.

Dodatkowym utrudnieniem jest kwestia ubezpieczenia zdrowotnego. Jak wyjaśnia brat chorego, Piotr wyjeżdżał z Polski jako osoba ubezpieczona, jednak po ponad dwóch latach pobytu za granicą sytuacja formalna stała się znacznie bardziej skomplikowana. – Powiedziano mi, że on już nie ma ubezpieczenia. Żeby załatwić mu ubezpieczenie w Polsce, musiałbym najpierw przeprowadzić procedurę ubezwłasnowolnienia, później starać się o kolejne formalności – mówi.

Mężczyzna nie ukrywa rozczarowania postawą państwowych instytucji. – Powiem szczerze, że instytucje polskie niechętnie pomagają i nie wiedzą, co w takiej sytuacji zrobić. Tłumaczą się tym, że gdyby to było w Unii Europejskiej, byłoby łatwiej, ale Filipiny to drugi koniec świata – dodaje.

"Oni wszystko robią, żebym go stamtąd zabrał"

Rodzina podejmowała również próby znalezienia tańszego rozwiązania na miejscu. Jedną z nich było przeniesienie Piotra z prywatnej placówki do szpitala publicznego na Filipinach. Jak relacjonuje Tomasz Moczulski, w maju filipińskie Ministerstwo Zdrowia wyraziło zgodę na taki krok. Dzięki temu rodzina mogłaby znacząco ograniczyć koszty hospitalizacji, płacąc jedynie za dodatkową opiekę pielęgniarską. Plan nie doszedł jednak do skutku. Mimo uzyskania zgody administracyjnej dwa publiczne szpitale odmówiły przyjęcia Polaka.

Obecnie kontakt z placówką, gdzie przebywa Piotr, jest utrzymywany na bieżąco, jednak – jak przyznaje Tomasz – personel coraz częściej daje do zrozumienia, że chciałby zakończyć wieloletnią hospitalizację pacjenta. – Oni wszystko robią, żebym go stamtąd zabrał. Potrzebują miejsca, bo mają naprawdę dużo takich pacjentów – opowiada.

"Chciałbym tylko, żeby wrócił do mamy"

Najbardziej jednak przeżywa sytuację schorowana matka mężczyzny. – Chciałbym, żeby po prostu mama też mogła przy nim być. On całe życie pomagał mamie. Był najmłodszy i ona najbardziej za nim tęskni – wyznaje Tomasz.

Mama Piotra ma ponad 70 lat i, jak relacjonuje jej syn, sama zmaga się z problemami zdrowotnymi. Rodzina dwukrotnie zabierała ją na Filipiny, by mogła zobaczyć Piotra, ale taka podróż jest dla niej ogromnym obciążeniem — zarówno fizycznym, jak i finansowym. Ostatni raz rodzina widziała Piotra na miejscu w styczniu ubiegłego roku. Od tego czasu kontakt odbywa się głównie przez prywatnego opiekuna, który przesyła zdjęcia i nagrania ze szpitala.

Dla mamy jest bardzo ważne, żeby wiedziała, że on czuje się bezpieczny. Zależy jej na tym, żeby opiekun przesyłał film, jak Piotr wygląda, jak się zachowuje. Wtedy mama się uspokaja – mówi Tomasz.

Rodzina nadal prowadzi zbiórkę na dalsze leczenie, opłacenie pobytu w szpitalu oraz transport medyczny do Polski. Jak podkreśla brat Piotra, każda wpłata przybliża ich do celu. – Ja wszystko mogę oddać, byle tylko on wrócił do mamy. Tylko na tym mi zależy – mówi.

Zbiórkę na leczenie Piotra można wesprzeć tutaj.

Czekamy na dalsze informacje

Do czasu publikacji artykułu zwróciliśmy się z pytaniami do Ministerstwa Obrony Narodowej oraz Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Manili. Poprosiliśmy m.in. o informacje dotyczące dotychczasowych działań podejmowanych w sprawie Piotra Moczulskiego oraz o stanowisko wobec sytuacji polskiego obywatela od ponad dwóch lat hospitalizowanego na Filipinach. Po otrzymaniu odpowiedzi zaktualizujemy materiał.

Wybrane dla Ciebie