Polacy utknęli u stóp Etny. "Porzuceni przez biuro podróży"

Czteroosobowa rodzina z Pabianic, która wracała z wakacji na Sycylii, musiała na własny koszt organizować dojazd na lotnisko w Palermo po tym, jak odwołano ich lot z Katanii. Jak opisuje "Super Express", turyści twierdzili, że mimo wcześniejszych zapewnień ze strony biura podróży TUI zostali zostawieni bez realnego wsparcia, gdy Etna utrudniła ruch lotniczy.

dPolacy utknęli pod wulkanem Etna. "Porzuceni przez biuro podróży"
Źródło zdjęć: © Facebook, Pixabay
Agnieszka Potoczny-Łagowska

Jak relacjonuje tabloid, Krzysztof Woźniak z Pabianic (woj. łódzkie) wykupił w TUI wakacje obejmujące przelot z Katowic do Katanii we Włoszech (Sycylia), lot powrotny do Polski oraz pobyt w hotelu w okolicach Katanii. Na urlop pojechał z żoną i dwiema córkami. Jedna z dziewczynek - jak zaznacza Se.pl - ma osiem lat i zmaga się z przewlekłą chorobą.

Po wykupieniu wyjazdu nastąpiło pierwsze zdziwienie. Otóż, okazało się, że podróż w obie strony odbędzie się nie samolotem czarterowym, lecz rejsowymi połączeniami Ryanair.

Rodzina spędziła na wyspie w sumie osiem dni, a problemy zaczęły się w momencie powrotu do Polski, gdy aktywność wulkanu Etna drastycznie wpłynęła na funkcjonowanie lotniska w Katanii.

Polacy utknęli pod wulkanem Etna. "Porzuceni przez biuro podróży". Odwołany wylot z Katanii i nocny wyjazd do Palermo

Według relacji Krzysztofa Woźniaka dla Se.pl w przeddzień wylotu, 13 sierpnia ok. godz. 18, rodzina otrzymała z TUI informację, że poranny lot z Katanii nie jest zagrożony. Późnym wieczorem sytuacja się jednak zmieniła.

Pan Krzysztof przekazał tabloidowi, że ok. godz. 23 Ryanair poinformował ich o konieczności wylotu z Palermo, oddalonego o ok. 240 km od Katanii. Rodzina pojechała na zamknięte lotnisko w Katanii, licząc na to, że organizator wyjazdu zapewni transport na drugie lotnisko. Z jego relacji wynikało jednak, że żadnego rozwiązania na miejscu nie było.

Na infolinii TUI dowiedzieliśmy się, że nie są w stanie nam pomóc. Zostaliśmy porzuceni przez biuro podróży - mówił Krzysztof Woźniak dla "Super Expressu".

650 euro za taksówkę i reklamacja odrzucona przez TUI

Rodzina zdecydowała się działać na własną rękę. Jak opisywał mężczyzna, wynajęli taksówkę, która zawiozła ich do Palermo, aby zdążyć na lot powrotny do Polski. Koszt przejazdu wyniósł 650 euro.

Po powrocie do kraju pan Krzysztof od razu złożył reklamację w TUI, domagając się zwrotu pieniędzy za przejazd taxi na lotnisko w Palermo. Z jego relacji wynikało, że ta została odrzucona.

Brak odpowiedzi na pytania redakcji

"Super Express" podaje, że próbował uzyskać stanowisko TUI. Redakcja wysłała 25 sierpnia maila z pytaniami dotyczącymi sprawy, jednak do czasu publikacji artykułu nie otrzymała odpowiedzi.

Wybrane dla Ciebie