Pożar na grobie Litewki. Oto skala zniszczeń na cmentarzu
W środę na grobie Łukasza Litewki doszło do pożaru. - Nic wewnątrz nie zostało zniszczone. Natomiast ogień uszkodził trzy sąsiednie nagrobki - mówi w rozmowie z o2.pl ks. proboszcz Andrzej Cieślik. Jak się dowiadujemy, zniszczeniu uległ m.in. grób Aleksandra Widery, nazywanego zagłębiowskim Judymem.
W środę (27 maja) w miejscu, gdzie pochowano posła Łukasza Litewkę, pojawił się ogień. Przyczyną pożaru było zapalenie się wieńców i kwiatów od ognia pochodzącego ze zniczy. Prawdopodobnie te ostatnie zostały przewrócone przez wiatr. Na miejscu interweniowała straż pożarna. Sytuacja została szybko opanowana. Ks. proboszcz Andrzej Cieślik z parafii św. Joachima w Sosnowcu, która zarządza cmentarzem przy ul. Zuzanny, mówi w rozmowie z o2.pl, jakie są straty po pożarze.
- Grób pana posła Litewki nie był jeszcze ukończony. Nie ma tam jeszcze pomnika. Obecnie jest to piwniczka przykryta betonowymi płytami. W związku z tym podczas pożaru nic wewnątrz nie zostało zniszczone. Natomiast ogień uszkodził trzy sąsiednie nagrobki, w tym ten bardzo znany, którym opiekuje się Towarzystwo Lekarskie - nagrobek naszego zagłębiowskiego Judyma, dr. Aleksandra Widery. To płyta z piaskowca, która po prostu popękała od wysokiej temperatury na obrzeżach. Jeszcze dwa sąsiednie groby są lekko popękane i osmolone. Nasi pracownicy uprzątnęli już teren wokół grobu. Zrobili wszystko, co było możliwe po akcji gaśniczej. Niestety, uszkodzenia na nagrobkach pozostały - mówi nam ks. Cieślik.
Pożar na grobie posła Litewki. Nagranie z miejsca
Dr Aleksander Widera to lekarz i społecznik zmarły w 1901 r. w wieku 35 lat. Według przekazów jego postać była ponoć jedną z inspiracji dla Stefana Żeromskiego, aby stworzyć postać wspomnianego doktora Tomasza Judyma w powieści "Ludzie bezdomni". Widera pomagał chorym robotnikom i ich bliskim, których los nikogo wówczas nie interesował.
Jak wyglądają kwestie finansowe ewentualnych uszkodzeń na cmentarzu w Sosnowcu?
Cmentarz jest ubezpieczony od odpowiedzialności cywilnej, więc jeśli ktoś wytoczy proces cywilny i będzie miał roszczenia wobec parafii, na przykład twierdząc, że dopuściliśmy się zaniedbań, wtedy będziemy korzystać z ubezpieczenia OC. Natomiast same nagrobki nie są ubezpieczone, chyba że ktoś indywidualnie wykupił dla nich polisę. To pierwszy taki pożar odkąd pełnię posługę w tej parafii, czyli od 7 lat - przyznaje proboszcz.
Pożar na grobie Łukasza Litewki. Apel do odwiedzających
Ks. Andrzej Cieślik przyznaje, że sytuacja na cmentarzu po pogrzebie Łukasza Litewki była specyficzna, bowiem zniczy ciągle przybywało.
Prosiliśmy ludzi, aby już ich nie ustawiali, zwłaszcza że przy grobie znajdowało się dużo wyschniętych wieńców. Sprzątaliśmy alejkę, udrażnialiśmy przejście i na bieżąco usuwaliśmy znicze, które utrudniały dojście do sąsiednich grobów. Natomiast to, co dzieje się w bezpośrednim otoczeniu grobu, należy już do odpowiedzialności dysponenta grobu, czyli rodziny - mówi nam proboszcz Cieślik.
- Nasi pracownicy kilkukrotnie prosili odwiedzających o ograniczenie liczby zniczy i wieńców. W ciągu dnia pracownicy wielokrotnie zwracali na to uwagę osobom odwiedzającym grób. Jednak sam często bywam na cmentarzu o różnych porach dnia i wieczoru i zdarzało się, że nawet około godziny 20 nadal przebywali tam ludzie, kiedy naszych pracowników już dawno nie było - dodaje duchowny.
Jak zaznacza, w tej chwili po spaleniu wieńców i innych łatwopalnych dekoracji same znicze nie stanowią już większego zagrożenia. Teren po pożarze na grobie Łukasza Litewki został dokładnie uprzątnięty.
- Jeśli jednak ludzie ponownie zaczną przynosić wiązanki, kwiaty, znicze i wieńce, sytuacja może znów stać się niebezpieczna. Zwłaszcza teraz, podczas upałów, gdy kwiaty i wiązanki bardzo szybko wysychają i łatwo mogą stać się zarzewiem pożaru - dodaje ks. Andrzej Cieślik.
Śmierć Łukasza Litewki
Łukasz Litewka zginął w wypadku 23 kwietnia. Poseł jechał rowerem, kiedy został potrącony przez 57-latka kierującego autem marki Mitsubishi Colt. Litewki nie udało się uratować. Poseł zmarł w wyniku odniesionych obrażeń.
Sprawca usłyszał zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Za ten czyn grozi kara od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności. Według śledczych doprowadził do czołowego zderzenia nieumyślnie. Sąd postanowił, że 57-latek będzie odpowiadał z wolnej stopy.
Rafał Strzelec, dziennikarz o2.pl