Przerażeni Polacy utknęli w Katarze. Rozważają podróż przez pustynię
Dramatyczna sytuacja turystów, którzy utknęli na Bliskim Wschodzie. Podróżni, którzy koczują na lotniskach m.in. w Dosze. Ze stolicy Kataru nie mogą wydostać się Grzegorz Markiewicz i jego żona Małgorzata. Polacy rozważają nawet wyczerpującą, sześciogodzinną podróż przez pustynię, aby dotrzeć do Arabii Saudyjskiej i wrócić do Polski.
W sobotę (28 lutego) Izrael i USA rozpoczęły bombardowania Iranu. W odpowiedzi Teheran zaatakował amerykańskie bazy m.in. w Arabii Saudyjskiej, Katarze i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Zamknięto część lotnisk w rejonie m.in. Zatoki Perskiej i Jordanii.
Na lotniskach utknęły tysiące osób. Historię podróżnych, którzy utknęli na lotniskach na Bliskim Wschodzie opisuje Reuters. Pasażerowie z niepokojem oczekują na loty do swoich krajów. Niektórzy koczują na lotniskach od kilku dni. Mają nadzieję, że samoloty wystartują m.in. z lotniska w Dosze.
Wśród osób, które utknęły w stolicy Kataru jest polskie małżeństwo Grzegorz i Małgorzata Markiewiczowie. Reuters opisuje ich historię.
Polacy mieli mieć międzylądowanie w Dosze, gdy wracali ze ślubu w Australii. Na katarskim lotnisku utknęli wraz z jedną ze swoich córek. Rodzina nie otrzymała żadnych informacji o planowanym wylocie.
Grzegorz Markiewicz i jego żona Małgorzata rozważają radykalne kroki. Planują udać się w męczącą, sześciogodzinną podróż przez pustynię, aby trafić do Rijadu. To tam jadą niektórzy turyści, aby oczekiwać z nadzieją na swój odlot.
Czekamy na informacje dotyczące bezpieczeństwa na drodze do Rijadu. Chcemy otrzymać wiadomość od służb. Wtedy podejmiemy ostateczną decyzję - mówi w rozmowie z reporterami Reutersa Małgorzata Markiewicz.
Reuters opisuje również historię innych podróżnych. Część z nich miała wiwatować, gdy wystartowały ich samoloty m.in. z Dubaju.
Kiedy opuściliśmy przestrzeń powietrzną ZEA, wszyscy zaczęli wiwatować - powiedział Reutersowi James Gaskin, jeden z brytyjskich turystów.