Przywieźli małą sarnę do schroniska. "Aż się wierzyć nie chce"

Wiosna i wczesne lato to czas, kiedy w lasach, na polach oraz łąkach rodzą się młode sarny. Niestety, dla wielu z nich spotkanie z człowiekiem kończy się tragicznie. Tarnobrzeskie Stowarzyszenie "Chrońmy Zwierzęta" – Schronisko u Machowiaków bije na alarm i apeluje: pod żadnym pozorem nie dotykajcie i nie zabierajcie napotkanych koźląt!

.Przywieźli małą sarnę do schroniska. "Aż się wierzyć nie chce"
Źródło zdjęć: © Facebook
Edyta Tomaszewska

Wielu spacerowiczów, widząc samotnie leżącą w trawie, drobną sarenkę, dochodzi do wniosku, że została ona porzucona przez matkę. To ogromny błąd. W rzeczywistości mamy do czynienia z naturalną taktyką obronną kóz (samic sarny).

Matka celowo zostawia swoje młode ukryte w bezpiecznym miejscu na kilka, a nawet kilkanaście godzin na dobę. Oddala się od niego, by nie przyciągać uwagi drapieżników swoim zapachem i wraca do malucha wyłącznie na czas karmienia. Warto też pamiętać, że młode sarny są z natury bardzo szczupłe i smukłe. Ich chuda sylwetka nie oznacza, że głodują – one po prostu tak wyglądają i nie potrzebują ludzkiej interwencji.

Walka młodych saren na polanie. Nagranie z fotopułapki

Pracownicy schroniska apelują o przestrzeganie jednej, kluczowej zasady: jeśli zwierzę nie jest ranne, nie dotykaj go i zostaw w spokoju.

Nawet jeśli sarenka leży:

  • w wysokiej trawie,
  • przy ogrodzeniu od strony łąki,
  • na polu lub tuż przy ścieżce spacerowej

Najlepsze, co możesz zrobić, to oddalić się z tego miejsca. Ludzki zapach pozostawiony na ciele malucha może sprawić, że matka odrzuci swoje młode, co w praktyce oznacza dla niego wyrok śmierci.

Aż się wierzyć nie chce, że ludzie nie potrafią myśleć - załamują ręce pracownicy schroniska.

Kiedy interwencja jest naprawdę konieczna?

Na ludzką pomoc należy zdecydować się wyłącznie w skrajnych i ewidentnych przypadkach. Reaguj tylko wtedy, gdy:

  • masz pewność, że matka sarny nie żyje (np. potrącił ją samochód),
  • zwierzątko jest wyraźnie ranne, pokaleczone lub osłabione,
  • maluch błąka się i głośno, rozpaczliwie piszczy przez dłuższy czas,
  • koźlak znalazł się (jakimś cudem) w środku miasta i jest zdezorientowany.

O tym, jak dramatyczne w skutkach bywają ludzkie błędy, świadczy przypadek z Tarnobrzega. Do tamtejszego schroniska trafił maleńki koźlaczek – osesek, którego bezmyślnie zabrano z jego naturalnego środowiska. Choć maluch został szybko przekazany w odpowiednie ręce specjalistów, jego szanse na przeżycie są niepewne. Osoba, która podjęła decyzję o zabraniu go z łąki, mogła skazać to bezbronne zwierzę na śmierć.

Czasami najlepszą i najbardziej odpowiedzialną pomocą, jaką możemy zaoferować dzikiej naturze, jest po prostu przejście obok i pozwolenie jej żyć własnym rytmem.

Wybrane dla Ciebie