Przywieźli małą sarnę do schroniska. "Aż się wierzyć nie chce"
Wiosna i wczesne lato to czas, kiedy w lasach, na polach oraz łąkach rodzą się młode sarny. Niestety, dla wielu z nich spotkanie z człowiekiem kończy się tragicznie. Tarnobrzeskie Stowarzyszenie "Chrońmy Zwierzęta" – Schronisko u Machowiaków bije na alarm i apeluje: pod żadnym pozorem nie dotykajcie i nie zabierajcie napotkanych koźląt!
Wielu spacerowiczów, widząc samotnie leżącą w trawie, drobną sarenkę, dochodzi do wniosku, że została ona porzucona przez matkę. To ogromny błąd. W rzeczywistości mamy do czynienia z naturalną taktyką obronną kóz (samic sarny).
Matka celowo zostawia swoje młode ukryte w bezpiecznym miejscu na kilka, a nawet kilkanaście godzin na dobę. Oddala się od niego, by nie przyciągać uwagi drapieżników swoim zapachem i wraca do malucha wyłącznie na czas karmienia. Warto też pamiętać, że młode sarny są z natury bardzo szczupłe i smukłe. Ich chuda sylwetka nie oznacza, że głodują – one po prostu tak wyglądają i nie potrzebują ludzkiej interwencji.
Walka młodych saren na polanie. Nagranie z fotopułapki
Pracownicy schroniska apelują o przestrzeganie jednej, kluczowej zasady: jeśli zwierzę nie jest ranne, nie dotykaj go i zostaw w spokoju.
Nawet jeśli sarenka leży:
- w wysokiej trawie,
- przy ogrodzeniu od strony łąki,
- na polu lub tuż przy ścieżce spacerowej
Najlepsze, co możesz zrobić, to oddalić się z tego miejsca. Ludzki zapach pozostawiony na ciele malucha może sprawić, że matka odrzuci swoje młode, co w praktyce oznacza dla niego wyrok śmierci.
Aż się wierzyć nie chce, że ludzie nie potrafią myśleć - załamują ręce pracownicy schroniska.
Kiedy interwencja jest naprawdę konieczna?
Na ludzką pomoc należy zdecydować się wyłącznie w skrajnych i ewidentnych przypadkach. Reaguj tylko wtedy, gdy:
- masz pewność, że matka sarny nie żyje (np. potrącił ją samochód),
- zwierzątko jest wyraźnie ranne, pokaleczone lub osłabione,
- maluch błąka się i głośno, rozpaczliwie piszczy przez dłuższy czas,
- koźlak znalazł się (jakimś cudem) w środku miasta i jest zdezorientowany.
O tym, jak dramatyczne w skutkach bywają ludzkie błędy, świadczy przypadek z Tarnobrzega. Do tamtejszego schroniska trafił maleńki koźlaczek – osesek, którego bezmyślnie zabrano z jego naturalnego środowiska. Choć maluch został szybko przekazany w odpowiednie ręce specjalistów, jego szanse na przeżycie są niepewne. Osoba, która podjęła decyzję o zabraniu go z łąki, mogła skazać to bezbronne zwierzę na śmierć.
Czasami najlepszą i najbardziej odpowiedzialną pomocą, jaką możemy zaoferować dzikiej naturze, jest po prostu przejście obok i pozwolenie jej żyć własnym rytmem.