Ratował ludzi w szwajcarskim barze. "Płonęli żywcem"
Około 40 osób zginęło w wyniku pożaru w lokalu "Le Constellation" w Crans-Montana (Szwajcaria). Portal Blick rozmawiał z ratownikiem, który uczestniczył w akcji. - Ludzie płonęli żywcem. Trudno było pomagać - powiedział Léandre.
Około 40 osób zginęło, a 115 zostało rannych w wyniku pożaru, jaki miał miejsce 1 stycznia o godz. 1.30 w lokalu "Le Constellation" w miejscowości Crans-Montana w Szwajcarii. Obecnie trwa identyfikacja ofiar. Służby przyznają, że może być to niezwykle trudne - prokurator generalna kantonu Valais Beatrice Pilloud zapowiedziała, że w tym celu uruchomiono dodatkowe zasoby. Może to potrwać kilka dni.
Szwajcarskie media podają coraz więcej szczegółów na temat zdarzenia. Portal Blick dotarł do 32-letniego Léandre - mężczyzna był jednym z pierwszych ratowników na miejscu pożaru. - Próbowaliśmy wyciągać przytomne osoby - mówi mężczyzna. - Ludzie płonęli żywcem. Trudno było pomagać - dodał ratownik.
Tajemniczy pożar baru. "Aż taka afera się zrobiła?"
Wśród ofiar zdarzenia większość stanowią prawdopodobnie młode osoby. Według serwisu Blick w barze przebywało około 200 osób, w tym wiele nieletnich w wieku od 15 do 20 lat. Świadkowie pożaru mówią, iż specjalnie wybijano szyby w obiekcie, aby uczestnicy imprezy mogli wydostać się na zewnątrz budynku. Wśród osób, które uratowały się w ten sposób, był 19-letni Axel.
- Straciłem buty, straciłem płaszcz, wszystko, co materialne, ale to nie jest najważniejsze. Żyję i modlimy się za wszystkich, którzy tam zostali - powiedział 19-latek w rozmowie z Blickiem.
Co było przyczyną pożaru w Szwajcarii?
Świadkowie przedstawiają jedną, spójną wersję przyczyny pożaru w barze w Szwajcarii. Nathan, kolega Alexa, widział kelnerki serwujące butelki szampana z płonącymi zimnymi ogniami. - Jedna kobieta siedziała na ramionach innej kobiety. Miała dwie butelki z zimnymi ogniami - opisał rozmówca Blicka. Kobieta uniosła je na tyle wysoko, że sufit się zapalił. Ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko. Panowały chaos i totalna panika. - Nagle pojawiła się ogromna czarna chmura dymu i nie dało się oddychać - wspomina Alex.
Prokuratura wykluczyła, aby zdarzenie miało charakter aktu terrorystycznego. Prezydent Szwajcarii Guy Parmelin zwrócił uwagę na skalę tragedii i wiek poszkodowanych. Przyznał, że wiele ofiar to ludzie młodzi. Podczas konferencji prasowej nazwał pożar "jedną z najgorszych tragedii" jakich doświadczył kraj. Dla prezydenta Szwajcarii to pierwszy dzień na stanowisku. Przyznał, że spodziewał się, iż z Nowym Rokiem jego przesłanie do obywateli będzie miało inną treść. Złożył szczere kondolencje osobom dotkniętym tragedią i zapewnił je, że nie są w tych chwilach same. Polityk podziękował też za międzynarodowe wsparcie dla Szwajcarii. - Widzimy szerszą solidarność międzynarodową wykraczającą poza nasze kraje sąsiedzkie – zauważył.